Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Autor: Ks. Jacek Socha (Strona 8 z 35)

„Specjaliści” od umierania

 
      Nicolas Diat, francuski pisarz, odwiedził niedawno kilka klasztorów, gdzie żyją i umierają mnisi. Z jego wizyt i rozmów powstała niesamowita książka „Czas umierania”. Śmierć jawi się w niej jako najważniejszy moment lub proces życia ziemskiego. Benedyktyński opat Philippe Dupont, jeden z jego rozmówców, człowiek który towarzyszył wielu mnichom w umieraniu, mówi, że w ostatnich godzinach naszego życia Bóg uprzedza nas, że przyjdzie: „Chce, byśmy mogli mu powiedzieć <<tak>> albo <<nie>> Czujemy, że nadchodzi. Widzimy wielką światłość, gdyż Bóg czeka na naszą odpwowiedź. Pyta nas, czy Go chcemy”.

Zupa Chylońska w ostatni dzień października

31 października w ramach Zupy Chylońskiej była fasolówka. Grupa Bożeny ugotowała 100 litrów smacznej, gęstej zupy. Ponieważ przeżywamy ostatni dzień października, to pomodliliśmy się wspólnie, wolontariusze i nasi goście, dziesiątką różańca za zmarłych, którzy przychodzili na Zupę Chylońską: za Andrzeja, za Michała „Bliźniaka”, za Adama, za Darka, za „Bosmana”. To już prawie 3 lata historii spotkań i …rozstań.

    

„Strajk kobiet” a sprawa więzi

   Nie widziałem żadnej demonstracji pod kościołem św. Mikołaja w Gdyni, choć obserwowałem samochody przejeżdżające w kolumnadzie pobliską ulicą Morską i było ich sporo. Słyszałem również, że tu i ówdzie pomalowano i oszpecono elewacje kościołów w Gdyni. Zastanawiam się więc intensywnie, co owe protesty nazwane „strajkiem kobiet” oznaczają dla mnie, dla ludzi z którymi staram się budować Kościół? Gdzie są najgłębsze przyczyny dzisiejszego niepokoju?
   Otóż myśl, którą chcę się podzielić, to sprawa kryzysu więzi. Wydaje się, że „wybuchają” na naszych oczach problemy ukryte lub bagatelizowane przez wiele dziesięcioleci. „Wybuchają” złością, protestem, agresją i wulgaryzmami. Jest w nich coś niekontrolowanego, a wszystko to ma swoje źródło w dramacie i frustracji z powodu braku więzi międzyludzkich: w rodzinach, w Kościele, w mieście, w szkole i państwie. Mam taką intuicję, iż podobny ból przeżył Zachód w 1968 roku. U nas z powodu komunizmu nie było to możliwe.
   Wraz ze wspólnota neokatechumenalną czytałem wczoraj  Księgę Sędziów, a w niej historię Gedeona. Jest to ciekawe źródło do refleksji nad aktualnymi wydarzeniami. Bóg kazał Gedeonowi radykalnie zmniejszyć armię z 3000 do 300, aby nie miał wątpliwości, kto stał za zwycięstwem w jego życiu. Gedeon, który zmagał się z zaufaniem Bogu, pytał : dlaczego spotykają nas trudne doświadczenia, skoro kiedyś w naszej historii było tak wspaniale? Czyż nie podobnie jest dzisiaj w polskim Kościele? Być może będzie nas już mniej, obyśmy jednak byli wspólnotą dojrzałych więzi.
 
   Mam takie wrażenie, że na moich oczach zmienia się rzeczywistość kościelna. Widzę przełom, który już się dokonuje. Oto w tym roku akademickim, w mojej diecezji, zostanie wyświęcony ostatni w miarę duży rocznik nowych księży. Gdy aktualni diakoni zostaną prezbiterami i odejdą z seminarium, pozostanie w nim niewiele ponad dwudziestu studentów. Może trzeba będzie połączyć gdańskie seminarium z którymś z sąsiednich diecezji, gdzie proces spadku liczby powołań jest podobny lub jeszcze szybszy?
   Sprawa spadku liczby powołań nie jest jednak najważniejszym problem mojego Kościoła lokalnego, ale jest kwestią symboliczną. Ważniejszym problemem jest zanik więzi. Są jeszcze ludzie w Trójmieście i okolicach, którzy szukają Kościoła, w którym są więzi, a nie znajdują go. Jak więc im pomóc? Jak sprawować Eucharystię, by miała charakter wspólnototwórczy? Co zrobić, by spowiedź nie była tylko rytuałem, ale miała charakter spotkania? Co zrobić, by parafia i diecezja były miejscem pełnym dojrzałych więzi? Może trzeba nam m.in. dobrze przeżytego, nowego synodu diecezjalnego, który będzie wspólną drogą kobiet i mężczyzn, świeckich i duchownych?
   Ostatnie lata w archidiecezji gdańskiej to śmierć więzi między biskupem a księżmi oraz między księżmi. Czeka nas żmudna odbudowa. Oby nowy arcybiskup chciał się tego podjąć. Nie musi nas być wielu, obyśmy byli jedno, w Duchu Świętym,  w autentycznych więziach, we wspólnej wizji duszpasterskiej z nowym arcybiskupem, w ewangelizacji, w tworzeniu relacji, gdzie będzie przestrzeń na spotkanie i wysłuchanie siebie.
   Myślę, że odpowiedzią na dzisiejszy kryzys jest budowanie więzi. Jest pewien skarb ukryty w Kościele, a jest nim możliwość przeżycia więzi, które dzieją się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Doświadczyć czegoś takiego z drugim człowiekem, z grupą ludzi, to coś bezcennego. Takie więzi są głębsze niż więzy krwi, takie więzi ratują przed frustracją i nihilizmem. Ten największy skarb Kościoła, który może być darem dla współczesnego świata, niestety często jest głęboko ukryty.
 
 
 

Najstarszy pomnik w Gdyni potrzebuje renowacji

 
      Przy ulicy Działdowskiej 12 stoi najstarszy, gdyński pomnik przedstawiający postać Chrystusa. Upamiętnia on zmarłych mieszkańców Gdyni, szczególnie Chyloni, którzy zginęli w Pierwszej Wojnie Światowej. Trwa już renowacja.
Ciekawe są  tablice na tym pomniku z nazwiskami naszych przodków:
   Tablica od strony południowej zawiera napis: „Na froncie zachodniem w wojnie 1914 – 1920 polegli : Franciszek Potrykus, Franciszek Lubner, Paweł Berk, Konrad Kortas, Jan Hilderbrand, Paweł Damer, Paweł Reiter, Augustyn Kas, Franciszek Neumann, Paweł Denz, Teodor Semmerling, Jan Młyński, Teofil Berk, Augustyn Hilderbrandt, Jan Bissa, Jan Samp”
 
   Tablica od strony północnej informuje: „ Na froncie wschodnim w wojnie 1914 – 1920 r. polegli: Ignacy Reiter, Józef Damer, Antoni Szymański, Antoni Falkowski, Leon Mietek, Paweł Kośnicki, Józef Bieszczak, Michał Schmidke, Józef Kuhn, Leon Węsierski, Augustyn Dominirski, Jan Jasiński, Franciszek Samp, Augustyn Szwichtenberg, Józef Rintz”.
 
   Tablica od strony zachodniej zawiera napis: „ Na froncie zachodniem w wojnie 1914 – 1920 r. polegli: Franciszek Reiter, Józef Wittbrandt, Augustyn Lubn, Józef Bieszk, Franciszek Paszke, Jan Kollmetz, Józef Lubner, Antoni Rohda”.
 
   Zbiórka na ten odbywa się  internetowo: https://zrzutka.pl/8guvfm
 

70 osób na Zupie Chylońskiej w środę, 28 października

 
   U nas demonstracje pod kościołem odbywają się 2 x w tygodniu 🙂 :  w każdą środę około 70 osób, a w każdą sobotę bywa około 100 osób. Zapraszamy do włączenia się.
   Dzisiaj nasza Społdzielnia Socjalna Dobre Miejsce przygotowała zupę ogórkową. Przyszło 70 osób. Już od wielu miesięcy, od wiosennej fali pandemii, Zupa Chylońska to nie tylko sobotni obiad, ale i środowe spotkanie przy smacznym posiłku.
   Za każdym razem wydajemy też maseczki ochronne. Dziękujemy wszystkim dobrodziejom związnym z gdyńskim „Mikołajem”. Razem możemy czynić wiele dobra.
   Kolejne spotkanie już w sobotę około 15:00. Jeśli chcesz się włączyć w pomoc, to przyjdź i daj znać wolontariuszom.

Rekolekcje „na dobry start”

   Zapraszamy na weekend rekolekcyjny w dniach 23-25 października 2020 r. w domu parafialnym. Kurs Nowe Życie to jak „wyjście z bloków” dla sprintera. Jeśli chcesz wreszcie wyruszyć w drogę wiary lub czujesz, że stoisz w miejscu, to zapraszamy Ciebie.  

   Kurs prowadzi Wspolnota SNE Magnificat wraz księdzem proboszczem.

   Celem kursu jest doświadczenie zbawienia w Bogu, poprzez osobiste spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym i nowe wylanie Ducha Świętego, które pozwala nam narodzić się na nowo, by żyć jako dzieci Boga i dziedzice Jego królestwa.
Kurs przeznaczony jest dla wszystkich osób pełnoletnich.
Kurs jest przeprowadzany w formule dochodzonej (bez noclegów).
 
Zapisy w naszym biurze parafialnym: tel.58 6634414 lub kancelaria@swmikolaj.org
 

Ballada szczęśliwych ludzi i szczęśliwy Bóg

 
   Piękna, francuska piosenka o szcześliwych ludziach przypomniała mi myśl, którą kiedyś dzielił się Ronald Rolheiser. Otóż ten kanadyjski pisarz i teolog przypomniał, że Julianna z Norwich, średniowieczna mistyczka angielska, pisała o szczęsliwym Bogu w swojej mistycznej wizji: „Bóg jest w niebie uśmiechnięty, całkowicie zrelaksowany, a Jego twarz wygląda jak cudowna symfonia”. Rolheiser komentując ten obraz zapisał, że kiedy po raz pierwszy przeczytał ten fragment, był zaskoczony zarówno koncepcją Boga jako uśmiechniętego, jak i obrazem Boga jako zrelaksowanego. Nigdy – jak twierdzi – „nie myślałem, że Bóg jest zrelaksowany”. Z pewnością przy tym wszystkim, co dzieje się w świecie, a na pewno ze wszystkimi zdradami, dużymi i małymi w naszym życiu, Bóg musi być spięty, sfrustrowany i niespokojny. Łatwiej jest wyobrazić sobie Boga jako uśmiechniętego jedynie od czasu do czasu, ale niezmiernie trudno jest wyobrazić sobie Boga jako zrelaksowanego, jako niezbyt spiętego z powodu wszystkiego, co jest nie tak z nami i nie tak z naszym światem.
   Podróż ks. Rolhesiera w zmaganiu się z przyjęciem Boga szczęśliwego była długa. Został pobłogosławiony w swoim religijnym wychowaniu poprzez rodziców i rodzinę, poprzez wspólnotę parafialną, w której dorastał, poprzez siostry urszulanki, które uczyły go w szkole i nie można było wyobrazić sobie bardziej idealnego środowiska wiary. Doświadczył przeżywania wiary w sposób, który nadawał jej wiarygodności i uczynił ją atrakcyjną. Jego studia seminaryjne i dalsze studia teologiczne mocno to wzmocniły. Jednakże przez cały ten czas pod spodem, w sercu, był obraz Boga, który nie był zbyt szczęśliwy i który uśmiechał się tylko wtedy, gdy działo się dobrze, co nie zdarzało się zbyt często. Konsekwencją tego w jego życiu była ciągła próba, by dorównać i zasługiwać, by być dostatecznie dobrym i nie zasmucać Boga swoimi życiem.
   Oczywiście w teorii wiemy wszystko lepiej i w tej kwestii on również wiedział, że Bóg jest szczęśliwy. Teoretycznie mamy zwykle zdrowszą koncepcję Boga, ale serce nie jest tak łatwe do zdobycia. Trudno w głębi siebie przyjąć, że Bóg jest szczęśliwy, że cieszy się z nami, że jest szczęśliwy ze mną. Siedemdziesiąt lat zajęło Ks. Rolheiserowi uświadomienie sobie, zaakceptowanie, ucieszenie się i wreszcie „zanurzenie się” w prawdzie, że Bóg jest szczęśliwy. Do dzisiaj nie jest pewien, co ostatecznie było główną przyczyną, że się w nim ta zmiana dokonała, ale fakt, że Bóg jest szczęśliwy, przychodzi do niego teraz naturalnie, kiedy się modli całym sercem, szczersze i otwarcie. Ta prawda dociera również do niego wtedy, kiedy patrzy na świętych w swoim życiu, na tych mężczyzn i kobiety, którzy odbijają oblicze Boga i są szczęśliwi, zrelaksowani i nie marszczą się nieustannie z niezadowolenia.
 

Moje księgarnie i papież Franciszek

 
   Gdziekolwiek jestem,  lubię wchodzić do księgarni. Sprawdzam wtedy, co nowego ukazało się ostatnio i obwiązkowo odwiedzam dział z książkami teologicznymi czy religijnym. Czytam, przeglądam, dotykam, co jest pewnym moim rytuałem.
   W 2019 roku zwiedzałem Oxford, a w nim jedną z najstarszych księgarni angielskich, mieszczącą się przy Broad Street 50. Muszę przyznać, że dział teologiczny był tam imponujący. Ludzie kupują książki w tym miejscu od ponad 140 lat, a jednak dzieje się coś niepokojącego w kontekście księgarń z książkami religijnymi czy też teologicznymi. Ciekawie pisze o tym papież Franciszek we wczoraj opublikowanym liście,  w związku z 1600 rocznicą śmierci św. Hieronima: „…myślę o doświadczeniu, jakie może mieć dziś młody człowiek, wchodząc do księgarni w swoim mieście lub na stronę internetową i szukając tam książek religijnych. Jest to dział, który, jeśli istnieje, w większości przypadków jest nie tylko marginalny, ale brakuje w nim znaczących dzieł. Patrząc na te półki, albo na te strony w sieci, trudno młodemu człowiekowi zrozumieć, że poszukiwania religijne mogą być ekscytującą przygodą, która łączy myśl i serce; że pragnienie Boga rozpalało wielkie umysły na przestrzeni wieków aż do dnia dzisiejszego; że dojrzewanie życia duchowego udzielało się teologom i filozofom, artystom i poetom, historykom i naukowcom. Jednym z dzisiejszych problemów, nie tylko religijnych, jest analfabetyzm: brakuje nam umiejętności hermeneutycznych, które uczyniłyby nas wiarygodnymi tłumaczami naszej własnej tradycji kulturowej. W szczególności chcę rzucić wyzwanie ludziom młodym: wyjdźcie na poszukiwanie waszego dziedzictwa. Chrześcijaństwo czyni was spadkobiercami niezrównanego dziedzictwa kulturowego, które musicie objąć w posiadanie. Bądźcie pasjonatami tej historii, która jest waszą”.
« Starsze posty Nowsze posty »