ul. św. Mikołaja 1 Gdynia Chylonia

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 21)

Obym miał poczucie braku i chciał pojednanej różnorodności

 
      Przypowieści z Ewangelii Łukasza,  z rozdziału 15 ukazują Boga, który nie godzi się na 99 owiec, 9 monet i na dom bez synów. Jemu chodzi o pełnię. Tydzień modlitw o jedność chrześcijan to czas uświadomienia sobie braków, podziałów i czas modlitwy o pełnię.
     Ojciec Laurent Fabre, założyciel wspólnoty Chemin Neuf, przypomniał, w swoim tegorocznym przesłaniu, o drodze nawrócenia Kościołów jako drodze ku pełni. Módlmy sie z papieżem Franciszkiem o pojednaną różnorodność chrześcijan.

Styczniowe nawracanie

 
       Intelektualiści i artyści nawracają się zaczynając w różnych punktach. Rolheiser zauważył kiedyś, że „Bernard Lonergan, wielki intelektualista, mawiał: <<Nawrócenie zaczyna się od intelektu>>; Morris West, wielki pisarz, natomiast twierdził: <<Wszystkie cuda zaczynają się od zakochania!>>. Wątpię, czy kiedykolwiek się spotkali, ale nie wątpię, że szanowaliby się nawzajem, ponieważ obaj mają rację. Bez wizji serce nie wie, dokąd się udać; ale bez romantycznego ognia nie chce nigdzie iść, a już najmniej chce mu się iść do kościoła”.
 

Dlaczego Mędrcy ze Wschodu zniknęli?

 
     Św. Mateusz nie napisał nic o tym, co się później stało z mędrcami, którzy przyszli do Jezusa. Wiemy, że pokłonili się, złożyli mu dary i odeszli inną drogą. Mamy jedynie przeróżne, apokryficzne historie o ich podróży do domu. Wydaje się, że nasza niewiedza o nich jest zamierzona przez Autora Ewangelii. Ich ucieczka w anonimowość jest kluczową częścią  doświadczenia zbawienia. Chodzi o to, że znikają, ponieważ mogą zniknąć. Złożyli swoje dary u stóp młodego Króla i mogą teraz bezpiecznie zostawić wszystko w Jego rękach. Rozpoznali Go i nie muszą się bać,  by zniknąć.

Dołączył do nas i zaśpiewał

 
   Niektórzy Ojcowie Kościoła porównywali Jezusa do śpiewaka o silnym głosie i doskonałej tonacji, który dołącza do niezgodnego chóru i całkowicie go przekształca. Nie chodzi o to, że Jezus dał nam inny zestaw pieśni do zaśpiewania, ale pomógł nam wykonać nasz standardowy repertuar w zupełnie nowy i piękniejszy sposób.

Genealogia Jezusa i genealogia „Czarnego Czwartku”

 
      Dzisiaj mija 50 rocznica „Czarnego Czwartku”. Dla Gdyni, a szczególnie dla Chyloni, to były ważne wydarzenia. Zginęli wtedy m.in parafianie z gdyńskiego „Mikołaja”: Zygmunt Gliniecki, Janusz Żebrowski i Brunon Drywa. Historia tego ostatniego stała się kanwą dla scenariusza ważnego filmu, którego akcja toczy się m.in w mieszkaniu Drywów przy ul. Młyńskiej, tuż obok kościoła. Jeszcze do niedawna spotykałem sędziwą mamę śp. Janusza Żebrowskiego, która co roku zamawiała Mszę Świetą za swojego zamrodowanego syna. Zawsze towarzyszyło temu duże wzruszenie. Na naszym cmentarzu pochowany jest Zygmunt Gliniecki. Mural przy ul. ul. Zamenhofa z wypisanymi nazwiskami wszystkich osiemnastu zabitych oraz z wielkim napisem „Pamiętamy” jest jak zapis genealogii naszego miasta, dzielnicy i parafii. Pamięć buduje tożsamość, sprawia że wiemy kim jesteśmy i skąd jesteśmy.
    Ciekawe, że zawsze 17 grudnia w Liturgii czytamy zapis genelalogii Jezusa. Dosłownie tekst zaczyna się od słów „Księga genealogii”, to znaczy, że każe imię jest słowem. Słowem jest historia Dawida i słowem jest historia Abrahama. Księga genealogii Jezusa wprowadza w historię zbawienia i prowadzi ku życiu i sensowi.
      Księga historii Chyloni, Gdyni i Polski zawiera nazwiska „Chłopców z Grabówka i chłopców z Chyloni”. Pamięć o nich rownież nas tworzy, nie jesteśmy znikąd.
 

Kilka słów o Kościele dla moich znajomych, parafian, przyjaciół i nieprzyjaciół

   
    Jak wielu z Was jestem poruszony wiadomościami medialnymi o ludziach Kościoła i czasami czuję się zagubionym pośród różnych głosów. Nie chodzi jednak tylko o to, co mogę przeczytać czy zobaczyć. Dużo ważniejsze są dla mnie rozmowy i to, co słyszę bezpośrednio od Was i dlatego właśnie chciałbym się podzielić tekstem, który jest bliski temu co myślę, czuję i znajduję w sobie na tym etapie mojego życia.  Autorem tych myśli jest nieżyjący już mnich Carlo Carretto. Przeżył wiele lat na pustyni afrykańskiej, mieszkając wśród Tuaregów. Tłumaczył dla nich Pismo Świete, pisał książki, modlił się i zwyczajnie żył. Pod koniec życia wrócił do Włoch, gdzie zamieszkał we wspólnocie zakonnej Małych Braci Jezusa. Pewnego dnia spotkał się z publikacją zatytułowaną „Szukałem, lecz nie znalazłem”. Była to książka napisana jako polemika ze słowami Jezusa: „szukajcie a znajdziecie” z Kazania na Górze. Autor twierdził, że jego uczciwe poszukiwanie Boga nic nie dało. Carlo Carretto w odpowiedzi napisał ksiażkę „Szukałem i znalazłem”. Dla niego rada Jezusa była prawdziwa. W swoich poszukiwaniach, mimo wielu rzeczy, które wskazywałyby na nieobecność Boga, znalazł Boga. Przyznaje się jednakże do napotkanych trudności, a jedną z nich był Kościół. Według Carrletto Kościół może utrudniać niektórym ludziom uwierzenie w Boga i czyni to przez grzech swoich członków. Carretto przyznaje to z rozbrajającą szczerością, ale też twierdzi, że to nie wszystko. Dlatego jego książka łączy w sobie głęboką miłość do wiary i Kościoła z odmową przymykania oczu na bardzo realne grzechy i wady chrześcijan. W pewnym momencie, w swej książce, pisze coś, co można, za Ronaldem Rolheiserem,  nazwać „Odą do Kościoła”. Brzmi ona tak:
   „Jakże łatwo cię, Kościele, krytykować, a jednak jakże cię kocham!
Ileż razy cierpiałem z twego powodu, a jednak ile ci zawdzięczam!
Nieraz myślałem o twoim końcu, a tak potrzebna mi jest twoja obecność!
Tyle razy gorszyłem się tobą, a jednak dałeś mi poznać, czym jest świętość!
Nie znalazłem w świecie niczego bardziej wstecznego, skompromitowanego i fałszywego, a jednocześnie niczego bardziej czystego, hojnego i pięknego.
Ileż razy chciałem zatrzasnąć przed tobą drzwi mojej duszy, a jak często modliłem się, aby mi było dane umrzeć w twych bezpiecznych ramionach.
Nie, nie mogę uwolnić się od ciebie, bo jestem twój, choć przecież nie jestem całkiem tobą.
A zresztą, dokąd mógłbym pójść? Budować jakiś inny Kościół? Zbudowałbym go przecież z tymi samymi błędami, bo są to błędy, które noszę w sobie samym.
I gdybym zbudował taki Kościół, to byłby to mój Kościół, a nie Kościół Jezusa Chrystusa. Jestem wystarczająco stary, by wiedzieć, że nie jestem lepszy od innych”.  (cyt. za CARLO CARRETTO, Tajemnice pustyni. Antologia)
 
 

Śmierć mędrca Jonathana Sacks’a

 
  Kiedyś wpadła mi do ręki książka „Not in God’s name”. Teza, którą stawia autor brzmi w wielkim skrócie tak: konflikt między ludźmi ma charakter odwieczny. Dotknięci są nim najbliżsi, co ciekawie pokazuje Biblia w obrazie Kaina i Abla, Jakuba i Ezawa i innych par, które łączyły więzy krwi. Na tę sytuację może nałożyć się religia lub jej wykrzywiona wersja, czyli fundamentalizm religijny, ale to nie religia jest źródłem konfliktu bliskich, jak chcą fundamentalistyczni ateiści widząc w niej źródło zagrożenia. Przeciwnie, religia, jeśli jest dojrzale przeżywana, może pomóc przekraczać i niwelować konflikty. Autorem powyższej tezy był Jonathan Sacks. Postać nietuzinkowa. Jeden z największych intelektualistów religijnych naszych czasów. Był przez wiele lat naczelnym rabinem Wielkiej Brytanii i ściśle współpracował z chrześcijanami. Laureat Nagrody Templetona. Zmarł wczoraj, z powodu nowotworu, w wieku 72 lat. Jak pięknie, dowcipnie i mądrze mówił można posłuchać w jego przemówieniu, które załączam z polskim tłumaczeniem. Zmarł współczesny mędrzec.
 

Ludzie piszą książki o rzeczach najważniejszych

      Dostałem, od bliskich mi dwóch osób, książki ich autorstwa. Dzielę się tym, gdyż obie pozycje są ważne.
   Pierwsza od Heleny Teixeira Respondek, o nowej w Polsce metodzie terapii psychologicznej ADI, która czerpie m.in. z antropologii Edyty Stein. Helena wspomina, iż z tej metody terapii korzysta m.in. bardzo wielu duchownych i konsekrowanych w Ameryce Południowej. Książka jest pierwszym w jezyku polskim wprowadzeniem w ADI.
    Druga autorstwa ks. Leszka Slipka, proboszcza z Parafii Św. Andrzeja Apostoła w Warszawie, dotyczy Eucharystii. Ci, którzy mają okazję, niech zajrzą do kościoła przy ul. Chłodnej w niedzielę o 18:00. Piękna Liturgia z ciekawą homilią. Książka warszawskiego proboszcza z parafii „na bruku” , jak sam o sobie mówi, wszak ulica Chłodna jest brukowana, daje smak tego, co Autor wraz z parafianami przeżywa podczas niedzielnej Mszy Świętej.
Ciekawie, jak łączą się te dwa tematy: człowiek i Eucharystia. Autorom gratuluje i dziękuję. Wszystkim polecam.

„Specjaliści” od umierania

 
      Nicolas Diat, francuski pisarz, odwiedził niedawno kilka klasztorów, gdzie żyją i umierają mnisi. Z jego wizyt i rozmów powstała niesamowita książka „Czas umierania”. Śmierć jawi się w niej jako najważniejszy moment lub proces życia ziemskiego. Benedyktyński opat Philippe Dupont, jeden z jego rozmówców, człowiek który towarzyszył wielu mnichom w umieraniu, mówi, że w ostatnich godzinach naszego życia Bóg uprzedza nas, że przyjdzie: „Chce, byśmy mogli mu powiedzieć <<tak>> albo <<nie>> Czujemy, że nadchodzi. Widzimy wielką światłość, gdyż Bóg czeka na naszą odpwowiedź. Pyta nas, czy Go chcemy”.

„Strajk kobiet” a sprawa więzi

   Nie widziałem żadnej demonstracji pod kościołem św. Mikołaja w Gdyni, choć obserwowałem samochody przejeżdżające w kolumnadzie pobliską ulicą Morską i było ich sporo. Słyszałem również, że tu i ówdzie pomalowano i oszpecono elewacje kościołów w Gdyni. Zastanawiam się więc intensywnie, co owe protesty nazwane „strajkiem kobiet” oznaczają dla mnie, dla ludzi z którymi staram się budować Kościół? Gdzie są najgłębsze przyczyny dzisiejszego niepokoju?
   Otóż myśl, którą chcę się podzielić, to sprawa kryzysu więzi. Wydaje się, że „wybuchają” na naszych oczach problemy ukryte lub bagatelizowane przez wiele dziesięcioleci. „Wybuchają” złością, protestem, agresją i wulgaryzmami. Jest w nich coś niekontrolowanego, a wszystko to ma swoje źródło w dramacie i frustracji z powodu braku więzi międzyludzkich: w rodzinach, w Kościele, w mieście, w szkole i państwie. Mam taką intuicję, iż podobny ból przeżył Zachód w 1968 roku. U nas z powodu komunizmu nie było to możliwe.
   Wraz ze wspólnota neokatechumenalną czytałem wczoraj  Księgę Sędziów, a w niej historię Gedeona. Jest to ciekawe źródło do refleksji nad aktualnymi wydarzeniami. Bóg kazał Gedeonowi radykalnie zmniejszyć armię z 3000 do 300, aby nie miał wątpliwości, kto stał za zwycięstwem w jego życiu. Gedeon, który zmagał się z zaufaniem Bogu, pytał : dlaczego spotykają nas trudne doświadczenia, skoro kiedyś w naszej historii było tak wspaniale? Czyż nie podobnie jest dzisiaj w polskim Kościele? Być może będzie nas już mniej, obyśmy jednak byli wspólnotą dojrzałych więzi.
 
   Mam takie wrażenie, że na moich oczach zmienia się rzeczywistość kościelna. Widzę przełom, który już się dokonuje. Oto w tym roku akademickim, w mojej diecezji, zostanie wyświęcony ostatni w miarę duży rocznik nowych księży. Gdy aktualni diakoni zostaną prezbiterami i odejdą z seminarium, pozostanie w nim niewiele ponad dwudziestu studentów. Może trzeba będzie połączyć gdańskie seminarium z którymś z sąsiednich diecezji, gdzie proces spadku liczby powołań jest podobny lub jeszcze szybszy?
   Sprawa spadku liczby powołań nie jest jednak najważniejszym problem mojego Kościoła lokalnego, ale jest kwestią symboliczną. Ważniejszym problemem jest zanik więzi. Są jeszcze ludzie w Trójmieście i okolicach, którzy szukają Kościoła, w którym są więzi, a nie znajdują go. Jak więc im pomóc? Jak sprawować Eucharystię, by miała charakter wspólnototwórczy? Co zrobić, by spowiedź nie była tylko rytuałem, ale miała charakter spotkania? Co zrobić, by parafia i diecezja były miejscem pełnym dojrzałych więzi? Może trzeba nam m.in. dobrze przeżytego, nowego synodu diecezjalnego, który będzie wspólną drogą kobiet i mężczyzn, świeckich i duchownych?
   Ostatnie lata w archidiecezji gdańskiej to śmierć więzi między biskupem a księżmi oraz między księżmi. Czeka nas żmudna odbudowa. Oby nowy arcybiskup chciał się tego podjąć. Nie musi nas być wielu, obyśmy byli jedno, w Duchu Świętym,  w autentycznych więziach, we wspólnej wizji duszpasterskiej z nowym arcybiskupem, w ewangelizacji, w tworzeniu relacji, gdzie będzie przestrzeń na spotkanie i wysłuchanie siebie.
   Myślę, że odpowiedzią na dzisiejszy kryzys jest budowanie więzi. Jest pewien skarb ukryty w Kościele, a jest nim możliwość przeżycia więzi, które dzieją się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Doświadczyć czegoś takiego z drugim człowiekem, z grupą ludzi, to coś bezcennego. Takie więzi są głębsze niż więzy krwi, takie więzi ratują przed frustracją i nihilizmem. Ten największy skarb Kościoła, który może być darem dla współczesnego świata, niestety często jest głęboko ukryty.
 
 
 
« Starsze posty