Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 38)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Czasami nie chodzi o relaks


    Siedzę obok dwóch Geordies ( czyli mieszkańców rejonu Newcastle) i jeden z nich mówi: „od jakiegoś czasu nie przychodzę tutaj, by się zrelaksować”. Jest 80 minuta, Newcastle wygrywa z Brighton 2:1, a on mówi: „ te 10 minut będzie bolesne”. Ostatecznie wygrywamy 3:1. Harvey Barnes strzela w doliczonym czasie. Ulga.
   Naprzeciwko mnie, na sąsiedniej trybunie, widzę młodego mężczyznę z upośledzeniem, chyba przyszedł ze swoim ojcem. On cieszy się całym sobą, nie ma w nim kalkulacji. Piękna radość, bez cienia. Też bym tak chciał.

Ekumeniczny zwyczaj, czyli kochaj swój Kościół i Kościół bliźniego swego

 
      Mam swój rytuał ekumeniczny. Polega on na modlitwie z anglikanami w katedrze w Durham. Zazwyczaj są to nieszpory. Czasami, tak jak było to dzisiaj, na żywo, częściej online. W liturgii anglikańskich Nieszporów jest wyznanie wiary z zawołaniem: wierzę w „ holy catholic Church”. Podczas takiej modlitwy uświadamiam sobie jak wiele nas łączy. Rolheiser wnikliwie zauważył, że : „ Łączy nas: jeden początek, jedna natura, jedna ziemia, jedno niebo, jedno prawo grawitacji, jedna kruchość, jedna ziemska śmiertelność, jedno pragnienie, jeden cel, jedno przeznaczenie, jedna droga, jeden Bóg, jeden Jezus, jeden Chrystus, jeden Duch Święty. A to niesie ze sobą zarówno zaproszenie, jak i nakaz: kochaj swój własny Kościół i kochaj również Kościół swojego sąsiada” .
     Dzisiaj połączyła mnie z anglikanami również modlitwa za króla Karola. W Liturgii anglikańskiej zawsze występuje zawołanie: „God save the king”. Pomodliłem się dziś i ja tym wezwaniem. Polubiłem go bowiem ostatnio za jego mądre i dowcipne przemówienie wygłoszone niedawno w Kongresie Stanów Zjednoczonych

Mój proboszcz z Dachau


     W katedrze oliwskiej był zawsze odkąd sięgam pamięcią – ks. Leon Kossak-Główczewski. Pierwsza spowiedź u niego w tzw. „szafie”, czyli w zamykanym konfesjonale w ambicie katedralnym, Pierwsza Komunia Święta z jego rąk, przyjęcie do grona ministrantów przez niego. Niektórzy mówili, że idą do niego do spowiedzi, gdyż słabiej słyszał, ale to nie był mój powód. Chodziłem do tego właśnie spowiednika ze względu na jego łagodność i dobroć. Gdy byłem seminarzystą, on miał grubo po osiemdziesiątce (urodził się w 1902 r. ). Często służyłem mu do Mszy, którą odprawiał o 8:30, a potem zabierał mnie na śniadanie. Czasami jeździliśmy na spacer do Sopotu i na zakupy. Był na mojej prymicji, miał wtedy 92 lata. Na obiedzie „poprymicyjnym” zaśpiewał mi „sto lat”. Była to nieznana, staropolska melodia, czym wszystkich wzruszył. Zmarł mając 96 lat.
    Nosił w sobie bolesną tajemnicę. Był w obozie Dachau. Nigdy mi o tym nie opowiadał. Dzisiaj, 29 kwietnia jest dzień pamięci o umęczonych i uwięzionych duchownych podczas II Wojny Światowej, dzień wspomnienia wyzwolenia obozu Dachau przez żołnierzy amerykańskich . Przez to miejsce kaźni przeszło m.in. 2794 duchownych, w tym 1773 księży z Polski.
    Przeglądając pamiątki z historii parafii św. Mikołaja w Gdyni Chyloni, ze zdziwieniem zobaczyłem ks. Leona na jednym ze zdjęć. To był pogrzeb ks. Wojciecha Zielińskiego, również „dachaowca”, byłego proboszcza chylońskiego.

„Ja jestem pięknym pasterzem”

 
      Papież Leon napisał w orędziu na dzisiejszą niedzielę: „W Ewangelii Janowej Jezus nazywa siebie dosłownie „pięknym pasterzem” (ὁ ποιμὴν ὁ καλός) ( J 10, 11). …Jest to Pasterz, który fascynuje: kto na Niego patrzy, odkrywa, że życie jest naprawdę piękne, jeśli się za Nim podąża….A najbardziej niezwykłe jest to, że stając się Jego uczniami, sami stajemy się „piękni” – Jego piękno nas przemienia. Jak pisze teolog Paweł Florenski, ascetyka nie tworzy człowieka „dobrego”, lecz człowieka „pięknego”. Czyż w tym papieskim orędziu nie ma powiewu świeżości?
    Miałem okazję, w ten weekend, widzieć piękno w różnych jego odsłonach. Wpierw, w tym kim są i co zrobiły  Maja Sowińska, Joanna Borowska oraz uczestnicy 9 rekolekcji dla muzyków w gdyńskim „Mikołaju”. Uwielbienie to taka muzyka, która może „wgłębić się”. Jest w niej coś z pięknego wydarzenia, w którym chce się być i tworzyć.
    W sobotę widziałem też piękno w więzieniu. Od trzech tygodni prowadzimy Alpha w więzieniu wejherowskim. Tajemnica Jezusa, który przekracza drzwi więzienia i mówi właśnie tam: „Pokój wam”. To jest naprawdę piękno, które zbawia.
    R. Rolheiser napisał kiedyś: „z dwiema rzeczami na tym świecie nie można dyskutować: z pięknem i dzieckiem”. Piękno jest mocne, zarówno w uwielbieniu prowadzonym przez Maję Sowińską, jak i w więzieniu, gdy rozpromieniają się nasze twarze w spotkaniach i rozmowach. I w tym pierwszym, i w tym drugim czuć pokorną, piękną Obecność.

Mieszkam w oazie, która powstała o 23:59

        Jeden z astronautów niedawno przebywających w kosmosie stwierdził, że Ziemia wygląda jak statek kosmiczny i jak wyjątkowa oaza. Te określenia są poruszające zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie jak długi proces był potrzebny, by powstały warunki możliwe do życia. Naukowcy twierdzą, że historia świata rozpoczęła się około 13.8 miliarda lat temu. Dla uchwycenia perspektywy rozwoju możemy posłużyć się skalą dobową, przyjmując, że wielki wybuch lub wielkie wybuchy przypadają na minutę po północy, teraz zaś mamy koniec dnia – minutę przed następną północą. Na tej skali każda godzina to 600 milionów lat. Na owej skali dobowej planeta Ziemia zaczyna się kształtować o godzinie 16:17, życie zaś rozwija się od godziny 17:08. W tym porządku ludzkość pojawia się na Ziemi pod sam koniec, nie wcześniej niż o godzinie 23:59.

    Niektórzy twierdzą, że życie pojawiło się przypadkowo, właśnie dlatego, że tak długo wszystko to trwało. Przypadek czy losowość zdaniem wielu to najlepsze wytłumaczenie pochodzenia życia, Ziemi i wszechświata. Interpretacji tej przyświeca myśl, że jeśli próbuje się wystarczająco długo, to w końcu wygra się los na loterii. Na pewno losowość odgrywa jakąś rolę w ewolucji wszechświata. Jednakże ze względu na ogromne skalę czasu, sama losowość nie wystarczyłaby do uczynienia Ziemi naszą oazą. Musiało być coś więcej, Ktoś kto dał początek w ogóle byciu. „Być albo nie być, oto jest pytanie”. Gdy Biblia mówi, że „Na początku Bóg stworzył…”, to właśnie chodzi o to, że dzięki Niemu w ogóle coś jest, i to że rzeczywistość jest, stało się podstawą tych początków o których mówią naukowcy. Naukowcy badają co się działo w poszczególnych godzinach istnienia świata, a teologia wraz Biblią mówią nam, że jest Ktoś dzięki komu jest ów „Zegar”.

(Powyższe myśli oparłem na lekturze , którą serdecznie polecam: Gerrard M. Verschuuren, Na początku. Stworzenie świata czy wielki wybuch, Poznań 2026)

Wielki Pątek: „Proszę księdza zmarła moja mama”. Wielka Sobota: „zmarł mój tata”


     W Wielkim Tygodniu zmarło małżeństwo: Teresa i Marek. Oboje chorowali nowotworowo.
      Ona była społecznikiem, pracownikiem medycznym, człowiekiem wielkiej wiary i miłości. W naszej parafii prowadziła przez kilka lat jedną z grup wsparcia według jej autorskiego pomysłu. Pracowała w wielu miejscach w Gdyni, ale pod koniec życia „zakotwiczyła” w gdyńskim hospicjum. Miała niezwykły dar czułego towarzyszenia umierającym.
     Tuż przed jej hospitalizacją, Marek został umieszczony w szpitalu, a potem w hospicjum. Jego stan był ciężki. Ona będąc sama chorą zadbała, aby mąż przyjął sakramenty i ofiarowała go Bogu. W ostatnim ich spotkaniu pobłogosławiła go znakiem krzyża, a on odpowiedział: „przepraszam i dziękuję”.
    Jak wyznała przyjaciółka Teresy: „Bóg wezwał Tereskę do siebie, do krainy gdzie tyle bliskich jej osób zapewne na nią czekało. On też zabrał Marka, aby mu ulżyć w cierpieniu”.
     Teresa, zanim zachorowała miała sen. Przyśnił się jej Jezus, który powiedział, że już za niedługo dostanie przepiękne mieszkanie. Opowiadała ze szczegółami jakie będzie duże i śliczne. Mówiła: „ja wierzę, że się to spełni, choć nie wiem jak? Ale Pan Jezus doskonale zna moja sytuację mieszkaniową”.
     Dzisiaj w gdyńskim „Mikołaju” kościół był wypełniony rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Jak „Boży magnes” przyciągnęła nas „Święta Tereska z hotelowca”. Ona zapewne jest już w Domu Ojca i w swoim nowym pałacu,  do którego Jezus wciągnął też Marka, bo nie mógł odmówić prośbie takiej żony. Alleluja !

Skąd się bierze wdzięczność?


     Z doświadczenia, że świat, człowiek i Bóg mają więcej do zaoferowania aniżeli się spodziewałem.
     Nie spodziewałem się, że zdjęcia, które robią astronauci podczas nowej wyprawy kosmicznej będą tak zapierać dech. Świat ma tak wiele do zaoferowania. Ale nie tylko świat, kosmos, przyroda…Człowiek ma i daje więcej niż się spodziewałem. Dzisiaj słuchałem historię pani Teresy, opowiedzianą przez jej przyjaciółkę. Jakie to podnoszące na duchu, gdy słuchasz o kimś, kto tak dobrze żył, z wielką wiarą, z miłością, która była cierpliwa, ofiarna, wierna …
    A Bóg ? Ktoś mi niedawno podpowiedział wiersz autorstwa Charles’a Causley’a, angielskiego poety. Utwór „Rajska Skała” jest jego wdzięcznością rodzącą się z doświadczenia miłości rodziców, która przekracza śmierć, tak niepodziewanie. 


Czekają na mnie gdzieś poza Rajską Skałą:
Mój ojciec, dwudziestopięcioletni, w tym samym garniturze
Z prawdziwej irlandzkiej wełny, jego terier Jack
Wciąż dwuletni, drżący u jego stóp.
Moja matka, dwudziestotrzyletnia, w sukience w kwiaty
Skręconej w talii, wstążka w jej słomkowym kapeluszu,
Rozłożyła sztywną białą serwetę na trawie.
Jej włosy, koloru pszenicy, łapią światło.
Wlewa herbatę z termosu, mleko prosto
Z butelki po sosie H.P z papierową zatyczką;
Powoli układa te same trzy talerze, niebieskie filiżanki.
Niebo bieleje, jakby oświetlone trzema słońcami.
Moja matka zasłania oczy i spogląda w moją stronę
Przez zawirowany strumień.
Mój ojciec toczy kamień po wodzie. Swobodnie.
Machają do mnie z drugiego brzegu.
Słyszę, jak wołają: „Zobacz, gdzie jest ścieżka przez strumień!
Przejście nie jest tak trudne, jak myślisz”.
Nie spodziewałem się, że tak będzie to wyglądać.


Zdjęcie NASA

Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy…


      Papież Leon XIV zapytany: kim jest Robert Prevost? Odpowiedział, że można go zrozumieć przez dwie ważne dla niego postaci : św. Augustyna i brata Wawrzyńca od Zmartwychwstania. Ten drugi stał się bliski obecnemu papieżowi poprzez niewielką książeczkę „O praktykowaniu Bożej obecności”. Jest w niej bardzo ciekawy list do kierownika duchowego, w którym autor pisze: „Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez ogólne miłosne spojrzenia na Boga…. „.

 

Ludzie chrzanu i Baranka, czyli „Święconka” 2026 r.


    Dzieciaki z chylońskiej Szkoły Podstawowej nr 10 pokolorowały papierowe koszyczki. Wolontariusze przygotowali zawartość oraz świetny żurek i czekaliśmy…
     Przyszło 105 osób, które w większości wiedziały, co jest ich chrzanem, co jest gorzkie i ostre, tzn. co jest schrzanione w ich życiu i że potrzebują Baranka, którego „krew ich oczyści”. Te dwa „składniki” koszyczka są chyba najbardziej wymowne.
   Lubię stanąć z zupowiczami w kolejce i być razem ludźmi chrzanu i Baranka.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
« Starsze posty