Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 39)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Doładowywanie telefonu w kościele, czyli współczesna wersja prawa świątynnej kołatki

      Ubodzy, bezdomni, emigranci zachodzą czasami do naszego dolnego kościoła, który przez cały dzień jest otwarty. Podładowują swój telefon komórkowy, skorzystają z toalety, a czasami się pomodlą i po prostu odpoczną. Ich obecność przysparza niemało problemów. Wkurzałem się , gdy bez pytania doładowywali nie tyko telefon, ale i wszystkie powerbanki🙂 Nieraz trzeba było czyścić czy naprawiać coś w toaletach po ich wizytach. To jest cena, która płacimy za bycie z ubogimi. W tym kontekście przypomniałem sobie średniowieczny zwyczaj, polegający na tym, że gdy ktoś był ścigany za przęstepstwo, to dotykał kołatki na drzwiach np. katedry i mógł przez ten gest otrzymać swoisty azyl, czyli przez kilkadziesiąt dni poczuć się bezpiecznie. Miał czas na przemyślenie swoje sytuacji.
    W moim ulubionym , wakacyjnym kościele, czyli w katedrze w Durham jest taka kołatka do dzisiaj, precyzyjnie rzecz biorąc,  na drzwiach jest replika, a w muzeum jest oryginał. W gdyńskim „mikołaju” nie mamy co prawda średniowcznej kołatki, ale ów zwyczaj realizuje się w praktyce. Ludzie szukają schronienia, odpoczynku, zupy i …możliwości naładowania telefonu.
 

Dokładnie 8 lat temu odbyła się „inwazja” amerykańska na Chylonię

 
     Zadzwonił do mnie ktoś z Urzędu Miasta Gdynia z zapytaniem: „Przypływa do Gdyni okręt amerykański i owi wojskowi „zza Oceanu” mają w zwyczaju zrobienie czegoś użytecznego dla lokalnej społeczności, czy ma ksiądz jakąś pracę dla żołnierzy amerykańskich?”. Odpowiedziałem po chwili: „tak, niech przyjadą na Zupę Chylońską”. Ależ to było dobre dla nich i dla nas🙂
 

Mój syn-więzień jest dla mnie autorytetem duchowym

 
      Podczas Alpha w więzieniu spotykam B. Spokojny, skupiony. W pewnym momencie zadaje mi pytanie: czy mógłby ksiądz odwiedzić mojego ojca, tak bardzo zależy mi, by się wyspowiadał? Po kilku dniach jadę pod wskazany adres. Trochę dziwnie się czuję, zastanawiam się, co z tego wyniknie. Modlę się, bym się mógł spotkać z panem M. Zastaję go schorowanego i dotkniętego samotnością. Wykształcony, po filozofii na KUL. Rozmawiamy o B. M. o swoim uwięzionym synu: B. przebywając w więzieniu stał się innym człowiekiem, idąc w moje ślady również skończył filozofię, ale to więzieniu stał się dla mnie autorytetem duchowym. Proszę mu powiedzieć, że niedawno byłem u spowiedzi .
   Dzisiaj spotykam B. Opowiadam o rozmowie z ojcem. Uśmiecha się.
 
PS  Zakończyliśmy 11 tygodniową Alpha w więzieniu, ależ to jest zaskakująca przygoda !
 

Solidarność

 
     Solidarność to słowo, które pojawiło się w moim życiu w sierpniu 1980 roku, gdy miałem 11 lat. Urodziłem się i mieszkałem w Gdańsku, kolebce „Solidarności”. Wykrzykiwałem to słowo na demonstracjach podczas stanu wojennego, czytałem je w książkach i czasopismach nielegalnie wydawanych. Pamiętam jak byłem dumny, gdy po raz pierwszy szedłem w pieszej pielgrzymce z Gdańska na Jasną Górę, a napotkani ludzie postrzegali nas, pielgrzymów z Trójmiasta jako ludzi „Solidarności”. Często mieli łzy w oczach widząc nasze „solidarnościowe” czapki pielgrzymkowe i palce ułożone w literę V podczas pozdrowienia. Niezwykły był też moment, gdy będąc w 8 klasie poszedłem na mecz Lechia Gdańsk – Juventus Turyn. Było to we wrześniu 1983 r. W pewnym momencie, w wielkim tłumie kibiców, pojawił się Lech Wałęsa, wstał i wtedy cały stadion zaczął skandować: solidarność. Podobnie było podczas wizyty Jana Pawła II na Zaspie w 1987 r. Potem, w czerwcu 1989 roku , było moje pierwsze głosowanie na ludzi „Solidarności”. Byłem już w seminarium.
Wróciłem do tematu solidarności i „Solidarności” podczas studiów. Mój promotor zapytał: ksiądz jest z Gdańska prawda? Może napisałby ksiądz doktorat o „Solidarności”? I tak się stało.
      Dzisiaj wróciłem do tego tematu przez książkę Romana Williamsa „Solidarity”. Dwie rzeczy spostrzegłem w tej książce:
* żyjemy w czasach, gdy łatwo jest pokazać solidarność z drugim, zwłaszcza ubogim i odrzuconym np. poprzez wpis na Facebooku czy przelew pieniężny, dużo trudniej jest wejść w postawę solidarności, zaangażowanie, pomoc, bycie razem.
* wątkiem polskim w tej książce jest rozdział: „Solidarność bez wrogów: Józef Tischner i rozmowa o ludzkiej pracy”. Jakie to trudne dzisiaj, by nie zgodzić się na świat, w którym ciągłym zajęciem jest szukanie wrogów.
 
 
 

Chłopcy podający chleb



     Poruszył mnie obraz Karola i Samuela podających chleb osobom przychodzącym na Zupę Chylońską. Obydwaj są „absolwentami” Baranków. Ich rodzice wykonują wspaniałą pracę formacyjną. Pokazują im, co to znaczy, że Eucharystia trwa w życiu. Przedłużeniem Liturgii staje się dla nich m.in. służba i to ubogim. Jest jakimś fenomenem chylońskim to, że czasami gotujący przychodzą całymi rodzinami, dwupokoleniowo. Rodzice gotują i wydają zupę ze swymi dziećmi i tak rodzi się Chylońska Szkoła Życia Eucharystycznego na Zupie Chylońskiej 🙂.

Żeby pójść na procesję

 
Oto dwie myśli od Rowan’a Williams’a na tegoroczne przeżywanie Bożego Ciała:
* Dla chrześcijan udział w Eucharystii oznacza życie w perspektywie bycia gośćmi – bycia przyjętymi i chcianymi. To chyba najprostsza rzecz, jaką możemy powiedzieć o Komunii Świętej, a jednak niezwykle warta uwagi. W Komunii Świętej Jezus Chrystus mówi nam, że pragnie naszego towarzystwa.
* Komunia Święta nie jest żadną nagrodą: jest, jak wszystko, co dotyczy Jezusa Chrystusa, darem. Przyjmujemy Komunię Świętą nie dlatego, że dobrze nam idzie, ale dlatego, że idzie nam źle. Nie dlatego, że dotarliśmy, ale dlatego, że podróżujemy. Nie dlatego, że mamy rację, ale dlatego, że jesteśmy zagubieni i w błędzie. Nie dlatego, że jesteśmy boscy, ale dlatego, że jesteśmy ludźmi. Nie dlatego, że jesteśmy syci, ale dlatego, że jesteśmy głodni.
 

Ludziom się chce

 
     Byłem ciekaw, ile osób odpowie na inicjatywę Buka Band Gdynia ( czy też Trójmiasto). Spotkaliśmy się po raz pierwszy w minioną niedzielę, w gdyńskim „Mikołaju”. Było nas kilkanaścioro. Amatorzy, czyli miłośnicy muzyki, a do tego chętni, by się dzielić talentem i energią życiową. Miałem wrażenie, że to osoby z różnych światów, ale też tacy, co to lubią ludzi🙂
    Plan działań jest spokojny, ale jest w nim ciekawy, a dla mnie bardzo ważny pomysł: przygotowanie muzyki na Mszę Świętą, na którą chcemy zaprosić ludzi dotkniętych śmiercią samobójczą kogoś bliskiego. Planujemy wstępnie taką Liturgię w niedzielę, 19 lipca o 18:30.
 

Ikona przeciwko nienawiści

 
    Przełożony o. Andrieja Rublowa, gdy zlecał mu wykonanie ikony, jako głównej, tytułowej w ikonostasie, określił jej cel: „Ażeby bracia przez kontemplację Najświętszej Trójcy przezwyciężali nienawiść rozdzierającą świat”
 
(na zdjęciu ikona autorstwa Anny Kinowskiej)

Czasami niepowiedzenie komplementu jest grzechem

 
 Św. Tomasz z Akwinu napisał kiedyś, że grzechem jest niepowiedzenie komplementu komuś, kto naprawdę na niego zasługuje, ponieważ czyniąc tak, odmawiamy tej osobie części „pożywienia”, którego potrzebuje do życia . Jednak nauczając tego, Tomasz jasno daje do zrozumienia, że ​​jest to grzech tylko dla kogoś, kto jest wielkoduszny, wspaniałomyślny i na pewnym poziomie dojrzałości. Kogoś niedojrzałego ten problem nie dotyczy.
 Duch Święty nazywany jest wspaniałomyślnym, gdyż objawia wspaniałomyślność Boga i uczy oraz rodzi ludzi wspaniałomyślnych. Nie wystarczy dla niego, żeby Piotr był rybakiem, czyni go „rybakiem ludzi”. Nie wystarczy, by pewien mężczyzna był Abramem, czyni go Abrahamem. Myślę, że ludzie wspaniałomyślni wiedzieli i wiedzą, co to jest obdarzanie kogoś komplementem, bo sami byli skomplementowani przez wspaniałomyślnego Boga.
  W minioną sobotę doświadczyłem Kościoła, który jest wspaniałomyślny. Miałem okazję spotkać się z ludźmi, z którymi kilkanaście lat temu organizowałem pierwszą Alpha w kontekście katolickim w Trójmieście. Oni nadal się przyjaźnią i od czasu do czasu organizują np. wyjazdy do Wdzydz Kiszewskich, gdzie odpoczywają, modlą się i po prostu są razem. Bardzo mnie podniosła na duchu ich modlitwa nad mną, to było wielkoduszne i wspaniałomyślne.
  W sobotni wieczór odbyło się natomiast czuwanie w Wigilię Zesłania Ducha Świetego w „Mikołaju”. Pięknie przygotowane. Pozostała we mnie myśl, że doświadczenie wspaniałomyślności w Kościele może być czymś , czego bardzo potrzebują ludzie, zwłaszcza młodzi. Tam, gdzie nie ma wspaniałomyślności, tam Kościół gaśnie. Dziękuję za ludzi, którzy w Gdyni pokazują mi twarz Boga wspaniałomyślnego, którzy chcą czegoś więcej, którzy tworzą Kościół, w którym jest miejsce na wspaniałomylność. Kto spotka takich ludzi, na pewno zostanie „nakarmiony” komplementem🙂

Zamienić złoto na radość człowieka

   Pewna osoba, z hojności i dobroci serca, oddała złotą 100 dolarową monetę na rzecz Zupy CHylońskiej. Było to w listopadzie 2025 roku. Dzisiaj zamieniliśmy złoto w radość 39 osób ( 28 gości Zupy Chylońskiej i 11 wolontariuszy). Było po królewsku. Pojechaliśmy na pielgrzymkę do Gietrzwałdu. Mogliśmy wynająć dobry autokar, pobyć i pomodlić się w cudownym miejscu. Zjeść wspaniały obiad dwudaniowy z deserem przy muzyce live. Dziękuję tą drogą owej anonimowej osobie. Przyczyniłaś (-łeś) się do naszej radości.
  Niech Bóg błogosławi wszystkich darczyńców i wolontariuszy Zupy Chylońskiej🙂 Była to już VI nasza pielgrzymka.
 
 
 
« Starsze posty