Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 41)
Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.


Kilkanaście lat temu napisał do mnie pan Jerzy, który w latach siedemdziesiątych pływał po Atlantyku na statkach-przetwórniach. Często ryb było aż za dużo i pewnego dnia, gdy był już wycieńczony prosił o cud:
” Brudny władowałem się pod koc. Mimo krótkiego snu obudziłem się rześki i wyspany. Był słoneczny poranek. Wiał lekki, pachnący wiosną wiatr. Na oświetlonej słońcem toni widziałem przez szeroko otwarty bulaj łagodne zmarszczki fal. Wtem od wschodzącego słońca ukazała się postać idąca po wodzie. Wysadziłem głowę przez bulaj. Poznałem po falach szedł w moją stronę święty Piotr. Kiedy zbliżył się do statku z uśmiechem zapytał: „Czego pragniesz?” „Żeby ryby nie było”, odpowiedziałem. Święty Piotr zasępił się i bez słowa zatoczył ręką łuk tak jakby siał. Na ten gest z toni wyskoczyły do góry liczne ryby i zanurkowały. „Pewnie do dna”, pomyślałem. Zasępiony święty oddalił się, a ja położyłem się spać. Wkrótce się obudziłem i jak zwykle w pośpiechu ubrałem. Statek z dużą szybkością przebijał się przez luźne pole lodowe. Dowiedziałem się, że ryby nie ma i zmieniamy łowisko. Oczywiście pomny na smutny los Jonasza nikomu nie zwierzyłem się z widzenia”.
Miłem okazję poznać osobiście pana Jerzego i pewnego dnia odwiedziłem go na gdyńskim Demptowie.

- S. Bridge podczas rekolekcji dla księży
- ks. Martin









