Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 22)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

„Barankowa” rewitalizacja

 
       Byłem uczestnikiem kongresu na temat rewitalizacji duchowej miast w Łodzi, co było twórczym, ciekwym i inspirującym doświadczeniem. Następnie, niemalże „z drogi”, przeżyłem to, o czym rozmawialiśmy i o co modliliśmy się w Łodzi, tzn. ewangelizację w środku miasta, w Gdyni. Otóż, w sobotę odbyło się pierwsze spotkanie grupy rodzin, z których dzieci rozpoczęły drogę do Pierwszej Komunii Świętej. Projekt zwany „Baranki” prowadzi małżeństwo z towarzyszeniem księdza. Robią to twórczo, zwyczajnie, kolorowo i żywo, angażując dzieci i rodziców.
      Ciekawe, że ludzie potrafią pokonać drogę ze Słupska do Gdyni, by włączyć swoje dzieci w ów projekt i tak będzie co miesiąc, aż do 4 czerwca, a potem mamy w planach pielgrzymkę do Rzymu na spotkanie rodzin z papieżem Franciszkiem.
 

Bieniszew

 
         Bieniszew koło Konina to miejsce, które dosyć regularnie odwiedzam. Mieści się tutaj jeden z dwóch klasztorów kamedulskich w Polsce.
       Dzisiaj, kiedy wszedłem do krypty w kościele, odkryłem, że w ciągu minionych kilkunastu lat zmarło dwóch mnichów, których znałem. Byłem wiec i jestem świadkiem historii, która się tutaj dzieje. Ta moja historia w Bieniszewie to owi mnisi, rytm modlitwy niby takiej samej, a jednak co roku innej, wypoczynek i lektury z którymi przyjeżdżam.
       W tym roku czytam tutaj kapitalną książkę Timothy Radcliffa OP zatytułowaną „Żywy w Bogu. Chrześcijańska wyobraźnia”. Autor cytując Daga Hammarskjölda, nieżyjącego sekretarza generalnego ONZ, pisze:” Za to co było: <<dziękuję>>, na to co będzie mówię zaś <<Tak>>”. Niewiele słów, ale ich gęstość sprawia, że pasują do miejsca, w którym jestem. Chyba tutaj jakoś łatwiej je wypowiedzieć.
 

Miej ciekawe życie

       W najnowszym numerze czasopisma „The Tablet” znalazłem opowieść o Maev O’Collins. Gerald, jej brat, jezuita, biblista i teolog,   głosząc kazanie na pogrzebie siostry, pod koniec lipca br., wspomniał, iż kiedyś przyleciał do niej w odwiedziny, gdy studiowała w Nowym Jorku, a on spędzał urlop naukowy w Bostonie. Powiedział, że była wtedy niezależna i niestrudzona. Wciągnęła swojego młodszego brata, by wspierał jej różne sprawy. Pewnego weekendu zajmowała się pięcioma australijskimi aborygenami, którzy odwiedzili ONZ; innym razem  FBI dokonało nalotu na jej kościół i aresztowało Philipa Berrigana, za jego protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. „Nigdy nie spotkałem chrześcijanki, która wierniej praktykowałaby to, co św. Jakub napisał w swoim liście: <<Wiara bez uczynków jest martwa>>”.

Czytaj dalej…

Być żywym, czyli „żyć życiem”

 
       John Henry Newman napisał kiedyś: „Nie lękaj się tego, że życie się kiedyś skończy, bój się raczej sytuacji, gdy życie się nie zacznie”. Chodzę po górach, a konkretnie po Tatrach i tych po polskiej, i po słowackiej stronie, i zastanawiam się, co to znaczy „żyć życiem?”.
     Cieszę się każdym widokiem uśmiechniętych ludzi, wspólnym posiłkiem, Eucharystią, którą sprawuję ze wspólnotą ludzi ze Szkoły Ewangelizacji Magnificat. Dzisiaj znakiem życia stał się dla mnie 'nosicz’ słowacki, który obładowany różnymi pakunkami przyniósł coś do schroniska. Dzięki jego pracy, ktoś mógł odpocząć, zjeść, napić się, czyli pełniej żyć.
   Chrześcijanin to ktoś, żywy w Bogu, do tego stopnia, że to widać.

Młodzi w Kościele? Jest szansa, by rośli, a nie byli jedynie kwiatem, który jest do ścięcia

   
   W sobotę, 7 sierpnia zakończyliśmy obóz dla młodzieży w ramach projektu Postcresima. Uczestniczyło w nim 90 osób związanych z gdyńskim „Mikołajem”: młodzież, tzw chrzestni ze swoimi rodzinami, kilkoro pomocników i dwóch księży. Był wiodący temat: godność osoby.
   Wracam z tego wyjazdu bardzo pocieszony myślą, że można zrobić coś dla młodych, co nie będzie jednorazowym eventem, co nie zależy od tego, czy jest w parafii dobry ksiądz, choć dobrze gdy jest. Projekt Postcresima opiera się na wspaniałych małżeństwach, a w zasadzie na ich rodzinach, które podejmują się być z młodymi, by ich formować i to przez kilka lat. Jest opracowany i nie ma w nim „wolnej amerykanki”. Wyjazd jest częścią tego procesu. Wakacyjna przygoda jest również przemyślana, przygotowana i ważna.
   

Czytaj dalej…

Epidemia zakończona. Do czasu.

   Wakacyjną lekturą stała sie dla mnie książka ks. prof. Jana Kracika, nieżyjącego już historyka z Krakowa, zatytułowana : „Pokonać czarną śmierć”. Lektura bardzo pouczająca w czasach „covidowych”. Okazuje się, że świat przeżywał epidemie „czarnej śmierci”- dżumy bardzo często i to w różnych skalach. Kracik bardzo ciekawie ukazuje fale epidemii nawiedzające Kraków głównie w średniowieczu. Np. w 1360 r. zaraza pochłonęła 20000 ofiar w samym tylko Krakowie. Podejmowano różnorakie, czasami trafne, a innym razem śmieszne i chybione z dzisiejszej perspektywy, próby chronienia się przed tą chorobą. Ciekawe jest to, że dopiero pod koniec XIX wieku wykryto bakcyla dżumy. Jego głównym sposobem przenoszenia się były prawdopodobnie pchły, które przechodziły ze szczurów na ludzi. Do dziś jednak nie wszystko jeszcze wiadomo. Wobec dżumy, tak jak i dzisiaj wobec Covid-19, ludzie zajmowali różne postawy. Bardzo ciekawym rozdziałem w książce jest opis postaw religijnych, które rodziły się w czasach zarazy.

Czytaj dalej…

Co tam słychać?

 
       Dzisiaj zmarł ks. Jerzy Kownacki. Postać nietuzinkowa, przez wielu ludzi lubiana, z długą, bujną historią życiową.
    Chyba to był rok 2012 lub 2013. Otóż poprosiłem go, by wygłosił kazania pasyjne w gdyńskim „Mikołaju”. Był już wtedy doświadczonym kaznodzieją i mówcą, a jednak przyjechał 2 godziny przed nabożeństwem, bo jak powiedział „nie chciał się spóźnić”, z nerwów wypalił mnóstwo papierosów, ale wszystko co mówił było świeżo przemyślane i przygotowane, no i ta forma z charakterystycznym „wiesz” i zwracaniem się do słuchaczy tak, jakby z każdym rozmawiał osobno.
      Lubił pytać: „Co tam słychać?”. Ciekawe co tam słychać teraz u Ciebie Ksieże Jerzy?

Czarna Niedziela

 
      Chylonia przeżyła swój Czarny Czwartek w 1970 roku i Czarną Niedzielę w roku 1993. Dokładnie 28 lat temu zginęli w wypadku samochodowym dwaj młodzi księża, wikariusze z „Mikołaja”: Piotr Cynar i Sławomir Skicki. Oprócz nich zginęły również dwie inne osoby, które jechały drugim samochodem, z ktorym zderzyli się czołowo.
      Następnego dnia przyjechałem do parafii, by rozpocząć posługę diakońską. To było moje pierwsze w życiu spotkanie z Chylonią. Zastałem parafię w żałobie i smutku. Zostały mi w pamięci dwie rzeczy: dzieci zgromadzone wokół trumien i obraz z kazania abpa Tadeusza Gocłowskiego. Mówił wtedy o tym, że śmierć dwóch kapłanów, którzy dopiero co rozpoczęli pracę duszpasterską,  jest nie do zrozumienia i wygląda jak kilim od tej strony, na której jawi się jako sieć poplątanych nici. Będzie potrzeba wieczności, by to wydarzenie zobaczyć z drugiej strony.

Samobójstwo i desperacja w 2021 roku

 
   Znów wrócił do mnie temat samobójstwa poprzez bolesne wydarzenia, które miały miejsce m.in. w Gdyni. Coraz bardziej więc przekonuję się, że warto pisać i mówić o tej bolesnej, ukrytej ranie. Przewodnikiem w tej refleksji jest dla mnie od wielu lat Ronald Rolheiser, kanadyjski teolog.
   Samobójstwo uważano przez wieki za akt desperacji, który postrzegano jako najcięższy grzech ze wszystkich i ostatecznie niewybaczalny. Niestety ten akt nadal jest rozumiany jako sprzeciw wobec Boga i samego życia oraz wyrzeczenie się nadziei. Wśród chrześcijan są i tacy, którzy postrzegają samobójstwo nawet jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Warto o tym głośno mówić, że to nieporozumienie.
   Słowniki definiują desperację jako całkowity brak nadziei, ale nie jest tak w przypadku większości samobójstw. Co się bowiem wydarza? Osoba, która odbiera sobie życie, nie zamierza działać w celu znieważenia lub obrazy Boga i życia, gdyż byłby to akt siły, a samobójstwo na ogół jest tego przeciwieństwem. Samobójstwo jest wynikiem gigantycznej klęski. W muzycznej adaptacji utworu Victora Hugo „Nędznicy” kryje się ważna scena. Fantine, młoda kobieta, umierając opowiada, że ​​kiedyś była pełna nadziei, a teraz jest zmęczona życiem, pogrążona w biedzie, ze złamanym sercem i pokonana przez chorobę fizyczną. Czuje się zwyciężoną i musi pogodzić się z gorzkim faktem, że „są burze, których nie możemy przetrwać”.
   W życiu są rzeczy, które nas miażdżą, a poddanie się nie jest aktem rozpaczy, ani też wcale nie jest aktem wolnym. Jest to raczej pokorna, smutna porażka i tak jest w przypadku większości ludzi, którzy umierają w wyniku samobójstwa. Dzieje się to z różnych powodów, od choroby psychicznej po nieskończoną różnorodność przytłaczających burz, które mogą złamać człowieka. Czasami w życiu ludzi jest taki moment, w którym są oni obezwładnieni, pokonani i niezdolni do kontynuowania własnego życia, podobnie jak ci którzy umierają jako ofiary suszy, huraganu, raka, chorób serca, cukrzycy lub choroby Alzheimera, czy z powodu Covid-19. Nie ma grzechu w byciu pokonanym przez śmiertelną burzę.

Czytaj dalej…

Ks. Tischner – nieanalfabeta miłości

 
       W 1997 roku ukazał się wywiad telewizyjny, w którym wystąpił ks. Józef Tischner i wypowiedział wtedy niezwykle ciekawe oraz prowokacyjne słowa: „Byłem analfabetą, jeśli chodzi o wiarę, analfabetą jeśli chodzi o miłość, dawałem ludziom tylko nadzieję”. Jakby w zaprzeczeniu do słów z wywiadu, tuż przed śmiercią, dwa lata później, opublikował swój ostatni tekst i zatytułował go: „Miłość”. Był to krótki, poruszający esej wydany z okazji świąt Bożego Narodzenia.
       Co jest charatkterystyczne dla miłości – pyta Tichner? I odpowiada – miłości można się uczyć i miłość chce być coraz bardziej miłością, to znaczy, że może się rozwijać. Kiedy tak się dzieje? Kiedy miłość polepsza samą siebie? Czy kiedy więcej znosi cierpienia? Filozof z Krakowa odpowiada:„To wielkie nieporozumienie. Już Norwid przed nim przestrzegał, gdy mówił o prawdziwym postępie miłości. Postęp prawdziwy miłości nie polega na tym, żeby było więcej krzyża, ale na tym, by było więcej mądrości. <Cała tajemnica postępu ludzkości zależy na tym, aby coraz więcej stanowczo, przez wcielenie dobra i rozjaśnianie prawd, broń największa, jedyna, ostateczna, to jest męczeństwo, uniepotrzebniało się na ziemi”. I rekapituluje ks. Tischner: „Nie cierpienie dźwiga. Wręcz przeciwnie, cierpienie zawsze niszczy. Tym co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość”.
       Tego nie mógł napisać analfabeta miłości.
 
« Starsze posty