Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 28)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Oda do prostoty, czyli „Perfect days”

 
     Kiedy chodziłem do podstawówki interesowała mnie praca śmieciarzy, potem zazdrościłem kierowcom autobusów wiozących mnie w czasach licealnych do szkoły. Teraz wiem, że była w tym fascynacja zwyczajnością, rytuałem i prostotą. Chyba dlatego polubiłem film „Perfect days”. To przepiękny obraz opowiadający o prostym, rytmicznym życiu mężczyzny, który sprząta toalety w Tokyo. Jest introwertykiem, który myśli, czuje, fascynuje się. Ma swoje rytuały jak czytanie książek, odwiedzanie tych samych sklepów, robienie zdjęć, słuchanie muzyki z oldschoolowych kaset magnetofonowych.To nie jest łatwe życie ! Jego świat łączy się z niewieloma światami, tych których spotyka i dystansuje się od wielu aktualnych , głośnych, szybkich światów. Jego świat to na pewno „teraz”.
    Czasami potrzeba wydarzenia, osoby z zewnątrz, a może właśnie takiego filmu, aby pomóc dostrzec piękno i głębię czegoś, czego nigdy w pełni nie doceniłem, a co jest tak zwyczajne i tak bliskie, że aż łatwo to odrzucić.

Proboszcz a liturgia

 
 
    Nadrabiałem zaległości w lekturze tekstu papieża Franciszka na temat liturgii „Desiderio desideravi” z 2022 roku. Dokument przepiękny. Oto kilka myśli, które zostały mi  w pamięci:
– wyzwaniem dla dzisiejszego człowieka jest uczenie się myślenia symbolicznego. Bez niego trudno zrozumieć liturgię. Warto zacząć od np uczenia dzieci znaku krzyża, który ma swoją bogatą symbolikę,
– zadaniem prezbitera, który przewodniczy Mszy świętej, jest m.in ukazanie ludowi tego, że Pan chce się z każdym spotkać w tej Eucharystii, zadaniem zaś całego zgromadzenia jest nieustawanie w zabiegach, by nikogo nie zabrakło na Liturgii. („Zgromadzenie ma prawo móc odczuć w tych gestach i słowach pragnienie, jakie ma Pan dziś, tak jak podczas Ostatniej Wieczerzy, aby nadal spożywać z nami Paschę”).
– Znaczenie milczenia nie jest w stworzeniu przestrzeni do ukrycia się w subiektywnym przeżywaniu, ale w odkrywaniu działania Ducha („Milczenie liturgiczne to coś znacznie więcej: jest ono symbolem obecności i działania Ducha Świę-tego, który ożywia całą akcję celebracji”.)
– papież poucza i przestrzega przed błędnymi postawami tych, którzy przewodniczą Mszy świętej: „Oto możliwa lista postaw, które, choć przeciwstawne, charakteryzują przewodniczenie w sposób z pewnością nieadekwatny: surowa sztywność lub przesadna kreatywność, uduchowiony mistycyzm lub praktyczny funkcjonalizm, pośpiech lub podkreślana powolność, niechlujne zaniedbanie lub nadmierne wyrafinowanie, nadmierna serdeczność lub hieratyczna beznamiętność. Mimo rozległości tego zakresu, myślę, że nieadekwatność tych modeli ma wspólne źródło: przesadny indywidualizm stylu osoby odprawiającej, który niekiedy wyraża źle skrywaną manię autopromocji”.
 
Tutaj można znaleźć wspomniany powyżej tekst Listu Apostolskiego papieża Franciszka „Desiderio desideravi”:

Życie i śmierć dokładnie zaplanowane

 
   Wczoraj gościliśmy w naszej parafii Colina Symes’a z Edynburga, który jest chrześcijaninem ewangelikalnym, propagatorem Alpha, miłośnikiem Polski i budowania mostów miedzy protestantami i katolikami. Colin powiedział krótką katechezę, w której ciekawie zauważył, że Jezus, który mówi, iż nikt mu życia nie zabiera lecz On sam je oddaje, dokładnie zaplanował swoje życie, śmierć i zmartwychwstanie. Jezus umarł świadomie w dniu przygotowania do Paschy, gdy w świątyni jerozolimskiej zabijano baranki . Zmartwychwstał w dniu, gdy żydzi jedli chleby niekwaszone stając się pokarmem na życie wieczne. Zesłał Ducha Świetego, gdy żydzi gromadzili się, by przeżywać stare święto Piećdziesiątnicy, nadania prawa, by Duch Jezusa zrodził nowe prawo, prawo Ducha. Colin zauważył, że Jezus miał kalendarz pod kontrolą. Nic nie działo się przypadkowo i tak jest do dzisiaj, choć wydaje się, tak jak było to 2000 lat temu, że ktoś inny rządzi światem i historią.
 
 

Czytaj dalej…

Dzieciątko w gruzach świata

 
       Przeczytałem niedawno, że luterański duchowny z Betlejem umieścił figurkę małego Jezusa w żłóbku na gruzach. Pozostałe postaci są jakby poza tym miejscem i szukają Jezusa w tak dziwnej, drastycznej scenerii. To bolesna metafora na zbliżające się Boże Narodzenie. Jak trudno będzie znaleźć Jezusa w gruzach Gazy, jak trudno będzie znaleźć Boga w kibucu, gdzie zginęli Żydzi, jak trudno poszukiwać go dzisiaj w Ukrainie. Gruzy zła są również w wielu innych miejscach. To chyba nie będą łatwe Święta.

Maryja, czyli mistycyzm dla każdego i swojskość chrześcijaństwa

 
    Ronald Rolheiser wielokrotnie mnie inspirował, tym razem uczynił to w swoim myśleniu o Maryi Pannie: „Karl Rahner zauważył, że gdy spojrzy się na wszystkie objawienia maryjne, które zostały oficjalnie zatwierdzone przez Kościół, można zauważyć, że zawsze ukazywała się ona osobie ubogiej – dziecku, niepiśmiennemu Indianinowi, grupie dzieci, osobie bez pozycji społecznej. Nigdy nie ukazała się teologowi w jego gabinecie, papieżowi ani milionerowi-bankierowi. Zawsze była osobą, na którą chętnie patrzyli ubodzy. Pobożność maryjna jest mistycyzmem ubogich.
    Widzimy to na przykład bardzo wyraźnie we wpływie, jaki Matka Boża z Guadalupe wywarła na większą część Ameryki Łacińskiej. W Amerykach większość rdzennej ludności to obecnie chrześcijanie. Jednakże w Ameryce Północnej, choć większość rdzennej ludności to chrześcijanie, samo chrześcijaństwo nie jest postrzegane jako religia rodzima, ale raczej jako religia przyniesiona rdzennej ludności z innych miejsc. W Ameryce Łacińskiej, wszędzie tam, gdzie popularna jest Matka Boża z Guadalupe, chrześcijaństwo jest postrzegane jako religia rodzima”.

Co można jeszcze zrobić, gdy ktoś umiera śmiercią samobójczą?

 
  
      R. Rolheiser spotkał się niedawno z rodziną, w której ojciec dwadzieścia lat temu popełnił samobójstwo. Choć przez minione lata pogodzili się z tym faktem i dawno temu przebaczyli ojcu, wybaczyli również sobie i przebaczyli Bogu niesprawiedliwość takiej śmierci, to jednak coś pozostało niedokończone, coś, co odczuwali, ale nie potrafili do końca nazwać.
   Rolheiser zasugerował im, aby zorganizowali rytualną uroczystość, podczas której będą świętować swoją miłość do ojca, świętować będą dar, jakim było jego życie i będą pracować nad odkupieniem niefortunnego sposobu jego śmierci. Oto sugestia, którą otrzymała owa rodzina: wybierzcie dzień, być może urodziny, a nawet rocznicę jego śmierci. Spotkajcie się i zorganizujcie radosne świętowanie z szampanem, winem i balonami. Podzielcie się historiami o zmarłym, podkreślając wydarzenia, w których był radosny, w których się śmiał, w których jego duch rozkwitał i w których wniósł szczególną energię do rodzinnego życia. Świętujcie to posiłkiem, winem, szampanem, śmiechem i miłością. On będzie w tym z wami. Nadal jesteście z Nim w komunii życia. Świętujcie to razem z nim. Pozbądźcie się dwudziestu lat ciężaru. Brak tego rodzaju uroczystości jest tym, co wciąż pozostaje niewypowiedziane między wami a nim.
   Ta historia może wydawać się fantazyjną, a rada dziwną , ale w rzeczywistości opiera się ona na solidnej doktrynie chrześcijańskiej, to znaczy jest zakorzeniona w wierze, która mówi nam, że żyjemy w jedności ze sobą w Ciele Chrystusa. Jako chrześcijanie wierzymy, że jesteśmy ze sobą zjednoczeni w żywym ciele, w organizmie, a nie w korporacji i że zjednoczenie w jednym ciele obejmuje nas wszystkich, zarówno żywych, jak i żywych po śmierci. Możemy się ze sobą komunikować, przepraszać, zadośćuczynić sobie nawzajem i celebrować swoje życie i energię, nawet po śmierci jednego z nas.
   Jako chrześcijanie jesteśmy zaproszeni do modlitwy za zmarłych. Niektórzy jednak sprzeciwiają się temu, twierdząc, że nie trzeba przypominać Bogu, aby był miłosierny i przebaczający. Mają rację, bo ostatecznie to nie jest powód, dla którego modlimy się za naszych bliskich zmarłych. Pomimo powszechnie używanych formuł modlitewnych, w których prosimy Boga o miłosierdzie, prawdziwym celem naszej modlitwy za zmarłych jest to, abyśmy pozostali w kontakcie, w życiowej komunikacji z nimi. Prawdziwym celem naszych modlitw i rytualnych celebracji za zmarłych jest kontynuowanie bardziej świadomej komunikacji życia z nimi, dokończenie niedokończonych spraw, przeproszenie, przebaczenie i proszenie o przebaczenie.
(opracowałem na podstawie tekstu R. Rolheisera, Love beyond death)

Poszukiwany Grzegorz

 
   Trwają poszukiwania mężczyzny, który prawdopodobnie zabił swoje 6 letnie dziecko. Niewyobrażalny to dramat w historii tego dziecka, jego matki, bliskich… a co z owym ojcem? Papież Franciszek w nowej adhortacji poświęconej Teresie z Lisieux wspomina stosunek owej świętej do pewnego trzykrotnego mordercy:
” Przed wstąpieniem do Karmelu, Mała Tereska doświadczyła wyjątkowej duchowej bliskości z jedną z najbardziej nieszczęśliwych osób, przestępcą Henrim Pranzinim, skazanym na śmierć za potrójne zabójstwo i nieokazującym skruchy. Ofiarowując w jego intencji Mszę świętą i modląc się z całkowitą ufnością o jego zbawienie, jest pewna, że prowadzi go do spotkania z Najświętszą Krwią Jezusa i mówi Bogu z całkowitą pewnością, że On przebaczyłby mu w ostatniej chwili i że uwierzyłaby w to, „nawet jeśli nie wyspowiadałby się, ani nie okazałby aktu jakiejkolwiek skruchy”. Wyjaśnia też źródło swojej pewności: „ufałam niezłomnie nieskończonemu miłosierdziu Jezusa” [45]. Jakież więc emocje towarzyszyły odkryciu, że Pranzini, wspiąwszy się na szafot, „nagle, ogarnięty nagłym natchnieniem, odwraca się, chwyta krucyfiks, który wręcza mu ksiądz, i trzykrotnie całuje święte rany!” [46]. To tak intensywne doświadczenie żywienia nadziei, wbrew wszelkiej nadziei, było dla niej fundamentalne: „Od tej chwili moje pragnienie ratowania dusz wzrastało z każdym dniem!” .

 

Dzisiaj mało kto,  spośród polityków i liderów myśli w ten sposób

 
     Wobec zamętu, który dzieje się wokół wyborów 2023, w kontekście ogromnego napięcia związanego z konfliktem w Izraelu i Palestynie, wracam do proroczego myślenia papieża Franciszka z „Evangelii Gaudium”: „Nie potrzebujemy projektów przygotowanych przez niewielu i adresowanych do niewielu, do mniejszości oświeconej, która chce przejąć monopol na wyrażanie zbiorowych uczuć narodów czy społeczeństw. Chodzi o porozumienie, by żyć razem, chodzi o pakt społeczny i kulturowy.” (EG, 239).
 

O cudzie w Parku Kilońskim, czyli o Marku, który nie szuka już puszek

 
   Poprzez pewnego psychoterapeutę otrzymałem list od Marka. List mnie wzruszył. Niech będzie umocnieniem dla wszystkich wolontariuszy z Zupy Chylońskiej i dla tych, którzy wspierali i wspierają to dzieło. Oto jego fragmenty:
„Jestem Marek. Mam 54 lata. Od 34 lat jestem alkoholikiem, a od 20 lat bezdomnym. Moje życie to było tylko picie, ćpanie, kradzieże i pobicia. Byłem dwa lata w więzieniu. Spałem na klatkach, w lesie, wszędzie gdzie się dało. Codziennie żebrałem o pieniądze na picie. Nie mam też rodziny. Nie chciało mi się żyć. Kilka razy próbowałem odebrać sobie życie, ale nie miałem siły.
      Pewnego razu śpiąc w parku (chodzi o Park Kiloński – JS), w krzakach obudził mnie chłopak i zaprosił na zupę. Nie chciałem iść, ale on mi ją przyniósł i siedział razem ze mną. Długo gadaliśmy. Pamietam, że go wtedy okłamałem, że straciłem rodzinę w wypadku i jestem bezdomny. On mnie przytulił i zaprosił na następną sobotę. Byłem na tej zupie co tydzień. Co tydzień ten chłopak ze mną rozmawiał i za każdym razem pytał, czy może się za mnie pomodlić. Ja nie chciałem, ale on co tydzień, znowu i znowu pytał, co mnie denerwowało, aż dla świętego spokoju zgodziłem się. Poszliśmy na trawkę. On położył mi rękę na plecach i się zaczęło coś dziwnego ze mną dziać. On modlił się i zaczął nagle mówić po kolei moje najgorsze grzechy, które mam i że Jezus już dawno mi je przebaczył. Nie wiem skąd on wszystko wiedział, bo nikomu o tym nie mówiłem. Szczególnie o intymnych sprawach. Kiedy to mówił, w miejscu gdzie miał rękę czułem jakby moje serce się paliło i zacząłem mocno płakać. Płakałem i przypomniałem sobie cały ten syf, co narobiłem. Dzisiaj wiem, że mówił przez niego Jezus. Dzisiaj wiem, że był taki uparty, bo przysłał go Jezus, do mnie pijaka.
      Nie zapomnę tych jego oczu i twarzy. Dzisiaj jestem w ośrodku od uzależnień. Od 3 lat nie piję. Od 3 lat, kiedy ten chłopak się za mnie modlił i kiedy powiedziałem Jezusowi, że chcę zmienić swoje życie. Jestem szczęśliwy ….
Dziękuję i że Marek nie szuka już puszek tylko Jezusa i że czasem mu się udaje”.
« Starsze posty