ul. św. Mikołaja 1 Gdynia Chylonia

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 21)

Triduum z młodym Chestertonem

 
       Nie wiem czy ktoś już przetłumaczył wiersz Chestertona „Drugie dzieciństwo” ? Jeśli tak jest, to pewnie zrobił to bardziej fachowo. Spróbowałem. Przeczytajcie. Bardzo na te dni…
 
 
Kiedy wszystkie moje dni się skończą
I nie będę miał nic do zaśpiewania
Myślę, że nie będę jednak za stary,
By zadziwiać się wszystkim;
Tak jak kiedyś ze zdziwieniem ujrzałem drzwi oddziału położniczego
Albo wysokie drzewo i huśtawkę …
 
 
Ludzie stają się za starzy na miłość, moja Miłości,
Ludzie stają się za starzy w kłamstwach;
Ale ja nie będę za stary, by zobaczyć
wyłaniającą się ogromną noc,
Chmurę większą niż świat
I potwora zbudowanego z samych oczu. …
 
 
Ludzie stają się za starzy, by się dziwić, moja Miłości,
Ludzie stają się za starzy, by się żenić;
Ale ja nie będę za stary, żeby zobaczyć,
Po przebudzeniu, nad ranem,
Jak krokwie zawisły dziwnie nad moją głową
A ja jednak nie umarłem. …
 
 
Dziwnie pełzające dywany trawy,
Szerokie okna nieba;
Tak więc w tej ryzykownej łasce Bożej
Ze wszystkimi moimi grzechami ja idę;
Chociaż starzeję się, rzeczy stają się nowe,
Chociaż starzeję się i umieram.

Jak przeżyć Zwiastowanie?

 
   Wróciłem do tekstów ks. R. Rogowskiego, który przytacza następującą historię: Do starca Pimena przyszedł młody człowiek o zapędach rewolucyjnych, ale zagubiony i samotny. Gdy narzekał, że nikogo nie kocha i nikt nie kocha jego, mnich powiedział do niego: „Idź stań przed ikoną Bogarodzicy i wpatruj się w Jej oczy. Wpatruj się tak długo, aż zrozumiesz, że jesteś kochany i że Ona kocha ciebie jak syna. A gdy jeszcze będziesz wpatrywał się w Jej oczy, zaczniesz i ty kochać. Bo człowiek, który nie kocha, nie żyje – jest martwy. A ty przecież chcesz żyć”.
fot. z archiwum Marty Chrzan

Dzień Kobiet z Dorothy Day

   Jej droga do wiary, Jezusa i ubogich była oryginalna. W latach poprzedzających nawrócenie była ateistką, komunistką, kobietą ideologicznie przeciwną instytucji małżeństwa, osobą, która dokonała aborcji. Zwróciła się do Boga i do ubogich w momencie, gdy urodziła córkę Tamarę Teresę i doświadczyła radości porodu oraz wybuchu wdzięczności w swojej duszy. To brzemienne w skutki, a jednocześnie olśniewające doświadczenie opisała w swojej autobiografii zatytułowanej „The Long Loneliness”.

Czytaj dalej…

Historia pewnego popiołu

   Kiedyś natrafiłem na krótki artykuł Ronalda Rolheisera z lat 90-tych XX wieku, w którym opisuje proces odkrywania znaku popiołu w swoim życiu. Bardzo mnie poruszyło to, co napisał i z wieloma jego słowami zidentyfikowałem się. Poniżej przedstawiam parafrazę jego tekstu. Niech będzie i Tobie pomocna w przeżyciu Wielkiego Postu roku 2021.

   Kiedy byłem dzieckiem naznaczenie czoła prochem było znakiem, który mnie zadziwiał. Musiałem zbliżyć się do ołtarza wraz z dorosłymi,  dostawałem czarny ślad na czoło i wracałem do swojej ławki ogarnięty uczuciem, że przydarzyło mi się coś dziwnego. Nie rozumiałem tego, ale wiedziałem, że było to coś wyjątkowego. Patrzyłem na wszystkich w kościele, potem szedłem do domu, by zobaczyć się w lustrze. Zawsze powoli zmywałem ów znak.

  Jako nastolatek, integrujący w sobie z wielkim trudem fakt, iż kilku młodych ludzi wokół mnie zmarło, pomysł nałożenia popiołu na moje czoło wraz z formułą: „pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz!”,  przestraszał mnie i odpychał. Zbytnio przypominał mi o śmierci. W tamtych latach bardzo szybko ścierałem znak popiołu, tuż po wyjściu z kościoła.

   Jako młody seminarzysta, przeżywający lata pierwszej gorliwości w życiu zakonnym, rozumiałem znak popiołu dużo głębiej. Przypominał mi młodą śmierć Teresy z Lisieux i Gabriela Possentiego, młodego pasjonisty. Oboje przypominali mi, że na ziemi żyjemy jak w „dolinie łez” i że nie jest dobrze pokładać ufności jedynie w tym co ziemskie.  Znowu powoli zmywałem popiół ze swego czoła.

   Później, jako seminarzysta posoborowy i młody kapłan, przeszedłem przez fazę, w której myślałem, że cała praktyka przyjmowania popiołu, a zwłaszcza formuła o prochu i śmierci,  była chorobliwa. Wydaje mi się, że reszta Kościoła czuła się przynajmniej podobnie, skoro dodano do znaku alternatywną formułę: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Byłem wtedy przekonany, że Kościół powinien był podkreślać nie śmierć i grzech, ale zmartwychwstanie i miłość. Przez te lata nie czekałem nawet, aż Msza się skończy i natychmiast  wyciągałem chusteczkę z kieszeni i wycierałem ów znak  popiołu.

   Kilka lat temu z wielu powodów powstał w mojej głowie związek między prochem, a wezwaniem do sprawiedliwości społecznej. Popiół symbolizował spalone życie ubogich. Znowu z dumą nosiłem popiół i zmywałem go bardzo powoli.

   W ubiegłoroczną Środę Popielcową czułem się zupełnie inaczej. Znak popiołu zaczął symbolizować moje własne życie, które zostało spopielone: marzenia, piękna niewinność, młodość, poczucie panowania nad moim życiem, świadomość własnej dobroci i moralnej integralności. Czując się „spopielonym” przyjąłem znak popiołu i nie spieszyłem się z jego zmywaniem, ale też nie byłem zachwycony myślą o pozostawieniu go.

   Po tych wszystkich latach i po tych wszystkich zmianach, w tym roku po raz pierwszy poczułem się jakbym siedział w popiele. Kiedy patrzę na to wszystko,  widzę, że przez wiele lat mojego życia popiół był dla mnie bardzo cierpliwy! Rzucił mi wyzwanie i podobnie jak sam Bóg akceptował moją reakcję. Widzę też, że niezależnie od tego, co do niego czułem, potrzebowałem go, a reakcja jaką we mnie wywoływał, głośno mówiła o tym,  jakie demony miałem spotkać w okresie Wielkiego Postu. Wygląda na to, że w tym roku chce, żebym siedział w popiele. Co to znaczy „siedzieć w popiele”? W niektórych plemionach indiańskich ludzie mieszkali we wspólnych, długich domach. W środku tych domów dach był otwierany, a pod otworem zapalano ognisko, które było używane do ogrzewania, gotowania i oświetlania. Czasami ktoś w plemieniu przechodził przez taką fazę swojego życia, iż  spał przez pewien czas na skraju ognia, w popiele. W tym czasie nie mył się ani nie wykonywał swojej zwykłej pracy. Społeczność rozumiała, że on musi być „w popiele”, że jakieś „zwichnięcie” pozbawiło go siły do ​​kontynuowania normalnego życia i że w jego wnętrzu odbywa się jakaś cicha praca. Po jakimś czasie zmywał popiół i wracał do ​​normalnego życia … przeważnie pełen nowej energii i mocy. Popiół Wielkiego Postu może być dla nas takim właśnie popiołem. Zaprasza nas między innymi do pozostawienia naszych zwykłych miejsc i do posiedzenia przez chwilę w popiele na skraju ogniska, aby jakiś cichy, wewnętrzny proces mógł nas czegoś nauczyć, np. tego, co to znaczy, że jesteśmy prochem i że jesteśmy wezwani do odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się ku Ewangelii.

 

 

 

Ksiądz Krzysztof

 
       W marcu 2013 r. wziąłem udział w pogrzebie angielskiego księdza John’a Caden’a, który był, przez ponad 50 lat,  proboszczem malutkiej parafii w Sedefield. Liczba uczestników Mszy pogrzebowej była tak duża, że Liturgia sprawowana była w kościele anglikańskim, gdyż był dużo większy od niewielkiego budynku należącego do wspólnoty katolickiej. Na pogrzeb przyjechał Tony  i Cherie Blair, przyjaciele ks. Johnego. Pogrzebowi przewodniczył biskup diecezji Hexam and Newcastle, ale kazanie wygłosił kolega zmarłego. Nie pamiętam jak ów kaznodzieja się nazywał, ale do dzisiaj zostało we mnie jedno zdanie z tamtej homilii: Johny był najmniej klerykalnym księdzem jakiego znałem i jednocześnie był kimś najbardziej kapłańskim.
      Wracam do tej myśli sprzed prawie 8 lat ze względu na śmierć księdza Krzysztofa Stachowskiego. Wczorajszy, piękny pogrzeb Krzysztofa bardzo mnie poruszył. Świadectwa żarnowieckich parafian były wzruszające i bardzo dojrzałe. Wszyscy mówili w różny sposób właśnie to: nie był klerykalny, a jednocześnie był kapłański. Takiego go też zapamiętałem z naszych wspólnych wyjazdów w Alpy. On taki był nawet na stoku narciarskim.
 
 

Nieświadome poszukiwanie Boga na nartach

 
   Przeżywanie wytchnienia, odpoczynku i piękna przyrody może być nieświadomym poszukiwaniem Boga. Przypomniał mi o tym niedawno R. Rolheiser cytując słynny tekst św. Augustyna:
„…Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem. W głębi duszy byłaś, a ja się błąkałem po bezdrożach i tam Ciebie szukałem, biegnąc bezładnie ku rzeczom pięknym, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie – rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były. Zawołałaś, rzuciłaś wezwanie, rozdarłaś głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś ślepotę moją. Rozlałaś woń, odetchnąłem nią – i oto dyszę pragnieniem ku Tobie. Skosztowałem – i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknęłaś mnie – i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim”.
   Augustyn uczciwe przyznał się do tego, iż przeżył wiele lat nie znając Boga, że dokonywał złych wyborów, że błądził. Przyznał również, że w ciągu tych lat czegoś nie rozumiał i to niezrozumienie leżało u podstaw jego niepowodzenia. Co to za niezrozumienie?
   Czytając powyższe wyznanie mamy tendencję do skupiania się na jego pierwszej części, a mianowicie na jego uświadomieniu sobie, że Bóg był w nim przez cały czas, ale on nie był w sobie samym. Mniej oczywiste jest uznanie przez Augustyna faktu, że jego poszukiwania, choć chaotyczne, były w rzeczywistości szukaniem Boga. We wszystkich ziemskich rzeczach i przyjemnościach szukał nieświadomie osoby Boga.
   Rolheiser tak parafrazuje wyznanie św. Augustyna:
Późno, późno pokochałem Ciebie ponieważ przez cały czas byłem poza sobą; kiedy byłaś we mnie, ale mnie nie było w domu, nie miałem pojęcia, że ​​to właśnie Ciebie szukam na świecie. Nigdy nie powiązałem tego poszukiwania z Tobą. Moim zdaniem nie szukałem Ciebie. Szukałem tego, co przyniesie mi sens, miłość, znaczenie, spełnienie seksualne, wiedzę, przyjemność i prestiżową karierę. Nigdy nie łączyłem tęsknoty za tymi rzeczami z tęsknotą za Tobą. Nie miałem pojęcia, że ​​wszystko czego szukałem, że wszystkie te rzeczy za którymi tęskniłem były już we mnie poprzez Ciebie. Późno, późno to zrozumiałem. Późno, późno dowiedziałem się, że to czego jestem tak spragniony i co rodzi moją samotność jest zawarte w Tobie. Przez te wszystkie lata nigdy nie łączyłem z Tobą mojego niepokoju i pozornie samolubnej oraz pożądliwej pogoni. Wszystko to czego pragnę jest w Tobie, a Ty jesteś we mnie. Późno, późno zdałem sobie z tego sprawę.
 

Obym miał poczucie braku i chciał pojednanej różnorodności

 
      Przypowieści z Ewangelii Łukasza,  z rozdziału 15 ukazują Boga, który nie godzi się na 99 owiec, 9 monet i na dom bez synów. Jemu chodzi o pełnię. Tydzień modlitw o jedność chrześcijan to czas uświadomienia sobie braków, podziałów i czas modlitwy o pełnię.
     Ojciec Laurent Fabre, założyciel wspólnoty Chemin Neuf, przypomniał, w swoim tegorocznym przesłaniu, o drodze nawrócenia Kościołów jako drodze ku pełni. Módlmy sie z papieżem Franciszkiem o pojednaną różnorodność chrześcijan.

Styczniowe nawracanie

 
       Intelektualiści i artyści nawracają się zaczynając w różnych punktach. Rolheiser zauważył kiedyś, że „Bernard Lonergan, wielki intelektualista, mawiał: <<Nawrócenie zaczyna się od intelektu>>; Morris West, wielki pisarz, natomiast twierdził: <<Wszystkie cuda zaczynają się od zakochania!>>. Wątpię, czy kiedykolwiek się spotkali, ale nie wątpię, że szanowaliby się nawzajem, ponieważ obaj mają rację. Bez wizji serce nie wie, dokąd się udać; ale bez romantycznego ognia nie chce nigdzie iść, a już najmniej chce mu się iść do kościoła”.
 

Dlaczego Mędrcy ze Wschodu zniknęli?

 
     Św. Mateusz nie napisał nic o tym, co się później stało z mędrcami, którzy przyszli do Jezusa. Wiemy, że pokłonili się, złożyli mu dary i odeszli inną drogą. Mamy jedynie przeróżne, apokryficzne historie o ich podróży do domu. Wydaje się, że nasza niewiedza o nich jest zamierzona przez Autora Ewangelii. Ich ucieczka w anonimowość jest kluczową częścią  doświadczenia zbawienia. Chodzi o to, że znikają, ponieważ mogą zniknąć. Złożyli swoje dary u stóp młodego Króla i mogą teraz bezpiecznie zostawić wszystko w Jego rękach. Rozpoznali Go i nie muszą się bać,  by zniknąć.

Dołączył do nas i zaśpiewał

 
   Niektórzy Ojcowie Kościoła porównywali Jezusa do śpiewaka o silnym głosie i doskonałej tonacji, który dołącza do niezgodnego chóru i całkowicie go przekształca. Nie chodzi o to, że Jezus dał nam inny zestaw pieśni do zaśpiewania, ale pomógł nam wykonać nasz standardowy repertuar w zupełnie nowy i piękniejszy sposób.
« Starsze posty