Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 41)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Przeczuwając nieskończoność życia, żyjemy dzisiaj

 
     Odwiedził nas Buka Bend Warszawa. To grupa przyjaciół, którzy śpiewają i grają zazwyczaj w warszawskim hospicjum sióstr felicjanek. Przyjechali do Trójmiasta, by dołączyć do nas na sobotniej Zupie Chylońskiej. Zjedliśmy smaczną zupę fasolową, a potem było wspólne śpiewanie utworów Perfektu, Czesława Niemena, Stanisława Sojki, specjalnie z Gdynianami „Więc chodź pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko”…. Twardzi, doświadczeni przez życie faceci mieli łzy w oczach. Nasi zupowicze śpiewali z zaangażowaniem, czasami po kilka zwrotek, inni słuchali w ciszy.
    To było piękne spotkanie. Trochę w stylu św. brata Alberta, który jednemu ze swoich współbraci kazał nauczyć się grać na skrzypcach, bo był przekonany, że oprócz chleba ludzie potrzebują…kultury.
   Dotknęły mnie słowa hymnu Buka Bend z Warszawy. Jest w nim o przeczuwaniu nieskończoności i życiu tym, co zwie się „teraz”. Takie to mi bliskie, gdy jem zupę z ubogimi i wiem, że chodzi o teraz, o to spotkanie, a gdy czytamy Ewangelię i modlimy się na Zupie, zwłaszcza za zmarłych „zupowiczów”, jest w tym również przeczuwanie „nieskończoności”.
 
 

„Pójdźcie i wy do mojej winnicy”, czyli świeccy w parafii

 
     Było to w 1988 roku. Byłem już od kilku miesięcy w seminarium duchownym i właśnie wtedy Jan Paweł II wydał adhortację o roli świeckich w Kościele „Christifideles laici”. Wykorzystał w niej fragment z dzisiejszej Ewangelii jako zaproszenie skierowane do ludzi świeckich , by aktywnie działali i współtworzyli Kościół – Winnicę. Papież chciał oczywiście, by usłyszeli to również duchowni.
   Wielu trzeba było lat, by moje klerykalne myślenie zostało przezwyciężone. Cieszę się, że mam już często tak, iż o ewangelizacji myślę „my”, o życiu parafialnym myślę „my”. Kiedy robimy projekt „Baranki”, kawiarenkę parafialną, Alpha, Rekolekcje dla muzyków, Stowarzyszenie Św. Mikołaja Biskupa, Klub Seniora, Zupę CHylońską, Postcresimę, kurs Nowe Życie, Mszę Świętą w intencji o uproszenie zdrowia, planujemy pracę biura parafialnego czy zakrystii, organizujemy muzykę kościelną … to jest to tylko możliwe, gdy księża i świeccy myślą i działają w kategoriach „my”, „razem”.
     Oczywiście nadal jest dużo klerykalizmu we mnie i wokoło. Czasami wydaje się bardzo silną pokusa , że szybciej i skuteczniej jest, gdy zrobię to sam lub że, lepiej nie próbować nowego, bo przecież „nigdy tak nie było” lub że „przecież w innych parafiach tego nie ma”.
 

„Asystentka dentystyczna” – jedna z historii, które bardzo lubię

 
     R. Rolheiser opowiedział o zdarzeniu, które miało miejsce w gabinecie stomatologicznym: „Pewna asystentka dentystyczna wie, że jestem księdzem katolickim i lubi zadawać mi pytania o religię i Kościół. Pewnego dnia opowiedziała mi taką oto  historię: jej rodzice, o ile wiedziała, nigdy nie chodzili do kościoła. W kwestii wiary ich córki byli tolerancyjni, ale sami nie byli religijni. Ona sama zaczęła praktykować jako metodystka, głównie pod wpływem przyjaciół. Pewnego dnia, gdy zmarła jej matka i rozmawiali o planach pogrzebu, ojciec wyjawił, że matka została ochrzczona w Kościele Rzymskokatolickim, choć nie praktykowała od czasów gimnazjum. Zasugerował, żeby spróbowali zorganizować jej pogrzeb rzymskokatolicki. Biorąc pod uwagę wszystkie te lata nieobecności, z pewnym niepokojem zwrócili się do księdza z pobliskiej parafii z pytaniem, czy mogliby zorganizować jej pogrzeb rzymskokatolicki. Ku ich zaskoczeniu, odpowiedź księdza była bez wahania, ciepła i serdeczna: <<Oczywiście, że możemy! To będzie zaszczyt! Zorganizuję chór i stypę w sali parafialnej>>.
    Nie żądano żadnej ceny za dożywotnią nieobecność jej matki w kościele. Została pochowana z pełnymi obrzędami kościelnymi… a jej ojciec, cóż, był tak poruszony tym wszystkim, hojnością Kościoła i pięknem Liturgii, że postanowił zostać katolikiem.
    Można się zastanawiać, jaki byłby skutek, gdyby ksiądz odmówił pogrzebu, pytając, jak mogliby uzasadnić pogrzeb kościelny, skoro przez te wszystkie lata nie interesowali się Kościołem. Można się też zastanawiać, jak wiele osób uważa tę historię za pocieszającą, a nie za niepokojącą, biorąc pod uwagę silny etos kościelny, w którym wielu z nas żywi lęk, że zbyt tanio rozdajemy łaskę i miłosierdzie. Ale łaska i miłosierdzie nigdy nie są rozdawane tanio, bo na miłość nigdy nie trzeba zasługiwać”.

Ludzie się znajdują

 
……i ci, którzy potrzebują pomocy i ci, którzy chcą pomagać. Dzisiaj , jak zwykle w poniedziałek, spotkaliśmy się na Zupie Chylońskiej. Ciepły posiłek w postaci zupy grochowej, chleb; ktoś podarował słodycze , ciastka, wafle ryżowe; ktoś ofiarował kilka kartonów chińskich noodle. Rozdawaliśmy też ubrania. Często pięknie wyprasowane, wyprane… dane z serca. Modlimy się , głosimy Dobrą Nowinę, dzisiaj o krzyżu jako znaku miłości. Wszyscy potrzebujemy tych spotkań, gdyż każdy z nas jest ubogi.
       I tak w każdy poniedziałek, środę i sobotę….
       Dzięki ! Tym , którzy się znajdują🙂
 

O Jerzym co modlił się, by ryb nie było



   Kilkanaście lat temu napisał do mnie pan Jerzy, który w latach siedemdziesiątych pływał po Atlantyku na statkach-przetwórniach. Często ryb było aż za dużo i pewnego dnia, gdy był już wycieńczony prosił o cud:
” Brudny władowałem się pod koc. Mimo krótkiego snu obudziłem się rześki i wyspany. Był słoneczny poranek. Wiał lekki, pachnący wiosną wiatr. Na oświetlonej słońcem toni widziałem przez szeroko otwarty bulaj łagodne zmarszczki fal. Wtem od wschodzącego słońca ukazała się postać idąca po wodzie. Wysadziłem głowę przez bulaj. Poznałem po falach szedł w moją stronę święty Piotr. Kiedy zbliżył się do statku z uśmiechem zapytał: „Czego pragniesz?” „Żeby ryby nie było”, odpowiedziałem. Święty Piotr zasępił się i bez słowa zatoczył ręką łuk tak jakby siał. Na ten gest z toni wyskoczyły do góry liczne ryby i zanurkowały. „Pewnie do dna”, pomyślałem. Zasępiony święty oddalił się, a ja położyłem się spać. Wkrótce się obudziłem i jak zwykle w pośpiechu ubrałem. Statek z dużą szybkością przebijał się przez luźne pole lodowe. Dowiedziałem się, że ryby nie ma i zmieniamy łowisko. Oczywiście pomny na smutny los Jonasza nikomu nie zwierzyłem się z widzenia”.

   Miłem okazję poznać osobiście pana Jerzego i pewnego dnia odwiedziłem go na gdyńskim Demptowie.

Zmarł pan Mietek-wróbelek

 
    Dotarła do mnie wieść o śmierci pana Mietka. Zawsze był i nagle zniknął. Przychodził na Zupę Chylońską od wielu lat. Był charakterystyczny ze swoją białą laską dla osób słabowidzących lub niewidomych. Od lat słuchał Słowa Bożego, modlił się na naszych spotkaniach i ufam, że przyjął światło na swoje życie, mimo słabego wzroku i trudnego życia.
    Przypomniało mi się, w związku z powyższym, opowiadanie św. Bedy, który pisał o poszukującym sensu życia królu Oswaldzie. Podobno ktoś ze współczesnych mu chrześcijan wskazał na wróbla , który wpadł do jadalni. Latał w pomieszczeniu przez chwilę i szybko je opuścił. Nie wiadomo skąd przybył i dokąd podążył. Człowiek, stwierdził ów chrześcijanin , jest jak ów ptak. Przybywa, wydaje się, nie wiadomo skąd, jest chwilę na Ziemi i znika. Chrześcijaństwo daje mu jednak światło na to skąd jest, po co jest tutaj i dokąd zmierza. Oswald przyjął światło Ewangelii i stał się świętym władcą z północnej Anglii. Mam nadzieję , że pan Mieczysław również doświadczył mocy światła Ewangelii i został nakarmiony nie tylko zupą i opieką wielu osób z naszej parafii, ale i radością Dobrej Nowiny, którą mu zanieśli.
     A Światło wiekuiste niechaj mu świeci🙏
 

Bridge i jej obrazy

 
      Podjeżdżamy pod kościół i Martin, który jest proboszczem tutejszej parafii opowiada mi historię. Otóż, dwadzieścia lat temu był na rekolekcjach dla księży, które prowadziła s. Bridge McKenna. Podczas modlitwy indywidualnej z ks. Martinem otrzymała ona obraz-wizję postaci, która staje za nim i go wspiera.
Martin zapytał: kto to jest? Padła odpowiedz: to jeden z twoich lokalnych świętych,
Martin: Św. Beda?
– Nie,
– No to może Kutbert?
– Nie,
– Jan Boste?
– Tak, pamiętaj o nim. Módl się do niego często. Będzie Ciebie wspierał.
Po wielu latach Martin zostaje proboszczem w Washington. Opiekuje się czterema kościołami, czasami jak to było dzisiaj, myli drogę, bo co rusz jest gdzie indziej z posługą. Pośród tych kościołów jest jeden pod wezwaniem św. Jana Bosta, męczennika lokalnego z XVI wieku. Jak mówi : to dla mnie duży znak.
Znamy się z Martinem wiele lat. Spotkamy się również na rekolekcjach z S. Bridge. On jest w grupie organizatorów tych rekolekcji dla księży, które odbywają się co roku w Leeds. W tym roku po raz pierwszy dzieliliśmy się tym, co s. Bridge otrzymała od Boga dla nas osobiście. Nadal jest w nas to żywe.

Modlitwa Serca – Modlitwa Jezusowa

 
    Wiele lat temu trafiłem na sesję rekolekcyjną do jezuitów w Gdyni. Była ona poświęcona Modlitwie Jezusowej i wtedy ziarno zostało zasiane🙂. Wczoraj mówiłem o tym skarbie chrześcijańskim, do którego Bóg daje klucze ludziom ochrzczonym ze Wschodu i Zachodu. Lubię dzielić się tą modlitwą indywidualnie, a czasami robię to w grupie, jak wczoraj na homiliach i w Grupie Wsparcia Po Starcie Samobójczej. Czytam też trochę na ten temat, gdyż ludzie doświadczeni duchowo mogą być bardzo pomocni w praktykowaniu tej modlitwy- drogi. Oto list jednego z nich:
    „W umyśle nie trzeba wyobrażać sobie Boga, Bogurodzicy i Świętych. Umysł skup na słowach modlitwy. Uwagę trzymaj w górnej części klatki piersiowej, gdyż jest ona duszą modlitwy. Na serce nie trzeba naciskać uwagą, jeśli będzie skoncentrowana, wtedy i serce będzie ją podzielać. Do wzruszenia i łez dążyć nie należy, kiedy same od siebie wraz z serdecznym ciepłem przyjdą, zatrzymaj się, dopóki się nie skończą. Nie trzeba myślec, że osiągnąłeś coś wielkiego” (Starzec Jan z Wałaamu, Zdobyty Płomień).

Kobiety ze stoczni

 
      Stocznia kojarzy mi się głównie ze światem męskim i jego perspektywą. Spotkałem wielu stoczniowców, dzisiaj głównie już emerytów, którzy tworzyli świat stoczni. Miałem nawet kiedyś okazję poświecić statek, potężny samochodowiec, który zbudowano w Stoczni Gdyńskiej. Z tamtej uroczystości pamiętam tylko mężczyzn. Kiedy czytałem o strajkach w Stoczni Gdańskiej, to oczywiście napotykałem na takie osoby jak: Anna Walentynowicz czy Alina Pienkowska, ale ich historia była opisana przez mężczyzn. Wczoraj jednak zobaczyłem kobiecy wymiar stoczni z Trójmiasta, a nawet z Bremy, w kompletnie innym wymiarze. Właśnie z kobiecej perspektywy. Świetny spektakl… a po nim rozmawiałem chwilę z kobietą, która jeszcze nie tak dawno pracowała w stoczni i w tym spektaklu, na który trafiła dosyć przypadkowo, zobaczyła siebie.
Niezwykłe w tym spektaklu jest też miejsce prezentacji – pirs nr 1 przy Molo Rybackim, koło pomnika Tadeusza Wendy 🙂 
„Robotniczki. Kobiety z Rdzy i Żelaza”.
« Starsze posty