Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 39)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Czasami niepowiedzenie komplementu jest grzechem

 
 Św. Tomasz z Akwinu napisał kiedyś, że grzechem jest niepowiedzenie komplementu komuś, kto naprawdę na niego zasługuje, ponieważ czyniąc tak, odmawiamy tej osobie części „pożywienia”, którego potrzebuje do życia . Jednak nauczając tego, Tomasz jasno daje do zrozumienia, że ​​jest to grzech tylko dla kogoś, kto jest wielkoduszny, wspaniałomyślny i na pewnym poziomie dojrzałości. Kogoś niedojrzałego ten problem nie dotyczy.
 Duch Święty nazywany jest wspaniałomyślnym, gdyż objawia wspaniałomyślność Boga i uczy oraz rodzi ludzi wspaniałomyślnych. Nie wystarczy dla niego, żeby Piotr był rybakiem, czyni go „rybakiem ludzi”. Nie wystarczy, by pewien mężczyzna był Abramem, czyni go Abrahamem. Myślę, że ludzie wspaniałomyślni wiedzieli i wiedzą, co to jest obdarzanie kogoś komplementem, bo sami byli skomplementowani przez wspaniałomyślnego Boga.
  W minioną sobotę doświadczyłem Kościoła, który jest wspaniałomyślny. Miałem okazję spotkać się z ludźmi, z którymi kilkanaście lat temu organizowałem pierwszą Alpha w kontekście katolickim w Trójmieście. Oni nadal się przyjaźnią i od czasu do czasu organizują np. wyjazdy do Wdzydz Kiszewskich, gdzie odpoczywają, modlą się i po prostu są razem. Bardzo mnie podniosła na duchu ich modlitwa nad mną, to było wielkoduszne i wspaniałomyślne.
  W sobotni wieczór odbyło się natomiast czuwanie w Wigilię Zesłania Ducha Świetego w „Mikołaju”. Pięknie przygotowane. Pozostała we mnie myśl, że doświadczenie wspaniałomyślności w Kościele może być czymś , czego bardzo potrzebują ludzie, zwłaszcza młodzi. Tam, gdzie nie ma wspaniałomyślności, tam Kościół gaśnie. Dziękuję za ludzi, którzy w Gdyni pokazują mi twarz Boga wspaniałomyślnego, którzy chcą czegoś więcej, którzy tworzą Kościół, w którym jest miejsce na wspaniałomylność. Kto spotka takich ludzi, na pewno zostanie „nakarmiony” komplementem🙂

Zamienić złoto na radość człowieka

   Pewna osoba, z hojności i dobroci serca, oddała złotą 100 dolarową monetę na rzecz Zupy CHylońskiej. Było to w listopadzie 2025 roku. Dzisiaj zamieniliśmy złoto w radość 39 osób ( 28 gości Zupy Chylońskiej i 11 wolontariuszy). Było po królewsku. Pojechaliśmy na pielgrzymkę do Gietrzwałdu. Mogliśmy wynająć dobry autokar, pobyć i pomodlić się w cudownym miejscu. Zjeść wspaniały obiad dwudaniowy z deserem przy muzyce live. Dziękuję tą drogą owej anonimowej osobie. Przyczyniłaś (-łeś) się do naszej radości.
  Niech Bóg błogosławi wszystkich darczyńców i wolontariuszy Zupy Chylońskiej🙂 Była to już VI nasza pielgrzymka.
 
 
 

Bycie kibicem nie wystarczy


      Byłem dzisiaj na meczu Arki. Sama rywalizacja z Górnikiem Zabrze nie zasłużyła na to, by ją opisywać. Słaby, bezbramkowy remis. Natchnęło mnie podczas podróży ze stadionu do domu. Jechałem SMK-ą z grupą kibiców, głównie młodych, którzy śpiewali i krzyczeli o swojej potrzebie przynależności do „ukochanej Arki”. Pomyślałem, że ludzie bardzo potrzebują przynależności, że potrafią nawet dużo dla niej zrobić, ale ta związana z kibicowaniem jest „naskórkowa”. Ona jest jednostronna. Żaden z zawodników, czy też działaczy klubowych nie śpiewa o kibicach. Nie zajmuje się nimi, nie pyta o ich zdrowie. Nie chodzi na ich pogrzeby. Nikt nawet od nich tego nie wymaga. Jednostronność przynależności kibica powoduje, że kibicowanie jest odpowiedzią na potrzebę bawienia się i odpoczynku, ale nie wypełnia potrzeby przynależności i wspólnoty . Czytaj dalej…

Czasami nie chodzi o relaks


    Siedzę obok dwóch Geordies ( czyli mieszkańców rejonu Newcastle) i jeden z nich mówi: „od jakiegoś czasu nie przychodzę tutaj, by się zrelaksować”. Jest 80 minuta, Newcastle wygrywa z Brighton 2:1, a on mówi: „ te 10 minut będzie bolesne”. Ostatecznie wygrywamy 3:1. Harvey Barnes strzela w doliczonym czasie. Ulga.
   Naprzeciwko mnie, na sąsiedniej trybunie, widzę młodego mężczyznę z upośledzeniem, chyba przyszedł ze swoim ojcem. On cieszy się całym sobą, nie ma w nim kalkulacji. Piękna radość, bez cienia. Też bym tak chciał.

Ekumeniczny zwyczaj, czyli kochaj swój Kościół i Kościół bliźniego swego

 
      Mam swój rytuał ekumeniczny. Polega on na modlitwie z anglikanami w katedrze w Durham. Zazwyczaj są to nieszpory. Czasami, tak jak było to dzisiaj, na żywo, częściej online. W liturgii anglikańskich Nieszporów jest wyznanie wiary z zawołaniem: wierzę w „ holy catholic Church”. Podczas takiej modlitwy uświadamiam sobie jak wiele nas łączy. Rolheiser wnikliwie zauważył, że : „ Łączy nas: jeden początek, jedna natura, jedna ziemia, jedno niebo, jedno prawo grawitacji, jedna kruchość, jedna ziemska śmiertelność, jedno pragnienie, jeden cel, jedno przeznaczenie, jedna droga, jeden Bóg, jeden Jezus, jeden Chrystus, jeden Duch Święty. A to niesie ze sobą zarówno zaproszenie, jak i nakaz: kochaj swój własny Kościół i kochaj również Kościół swojego sąsiada” .
     Dzisiaj połączyła mnie z anglikanami również modlitwa za króla Karola. W Liturgii anglikańskiej zawsze występuje zawołanie: „God save the king”. Pomodliłem się dziś i ja tym wezwaniem. Polubiłem go bowiem ostatnio za jego mądre i dowcipne przemówienie wygłoszone niedawno w Kongresie Stanów Zjednoczonych

Mój proboszcz z Dachau


     W katedrze oliwskiej był zawsze odkąd sięgam pamięcią – ks. Leon Kossak-Główczewski. Pierwsza spowiedź u niego w tzw. „szafie”, czyli w zamykanym konfesjonale w ambicie katedralnym, Pierwsza Komunia Święta z jego rąk, przyjęcie do grona ministrantów przez niego. Niektórzy mówili, że idą do niego do spowiedzi, gdyż słabiej słyszał, ale to nie był mój powód. Chodziłem do tego właśnie spowiednika ze względu na jego łagodność i dobroć. Gdy byłem seminarzystą, on miał grubo po osiemdziesiątce (urodził się w 1902 r. ). Często służyłem mu do Mszy, którą odprawiał o 8:30, a potem zabierał mnie na śniadanie. Czasami jeździliśmy na spacer do Sopotu i na zakupy. Był na mojej prymicji, miał wtedy 92 lata. Na obiedzie „poprymicyjnym” zaśpiewał mi „sto lat”. Była to nieznana, staropolska melodia, czym wszystkich wzruszył. Zmarł mając 96 lat.
    Nosił w sobie bolesną tajemnicę. Był w obozie Dachau. Nigdy mi o tym nie opowiadał. Dzisiaj, 29 kwietnia jest dzień pamięci o umęczonych i uwięzionych duchownych podczas II Wojny Światowej, dzień wspomnienia wyzwolenia obozu Dachau przez żołnierzy amerykańskich . Przez to miejsce kaźni przeszło m.in. 2794 duchownych, w tym 1773 księży z Polski.
    Przeglądając pamiątki z historii parafii św. Mikołaja w Gdyni Chyloni, ze zdziwieniem zobaczyłem ks. Leona na jednym ze zdjęć. To był pogrzeb ks. Wojciecha Zielińskiego, również „dachaowca”, byłego proboszcza chylońskiego.

„Ja jestem pięknym pasterzem”

 
      Papież Leon napisał w orędziu na dzisiejszą niedzielę: „W Ewangelii Janowej Jezus nazywa siebie dosłownie „pięknym pasterzem” (ὁ ποιμὴν ὁ καλός) ( J 10, 11). …Jest to Pasterz, który fascynuje: kto na Niego patrzy, odkrywa, że życie jest naprawdę piękne, jeśli się za Nim podąża….A najbardziej niezwykłe jest to, że stając się Jego uczniami, sami stajemy się „piękni” – Jego piękno nas przemienia. Jak pisze teolog Paweł Florenski, ascetyka nie tworzy człowieka „dobrego”, lecz człowieka „pięknego”. Czyż w tym papieskim orędziu nie ma powiewu świeżości?
    Miałem okazję, w ten weekend, widzieć piękno w różnych jego odsłonach. Wpierw, w tym kim są i co zrobiły  Maja Sowińska, Joanna Borowska oraz uczestnicy 9 rekolekcji dla muzyków w gdyńskim „Mikołaju”. Uwielbienie to taka muzyka, która może „wgłębić się”. Jest w niej coś z pięknego wydarzenia, w którym chce się być i tworzyć.
    W sobotę widziałem też piękno w więzieniu. Od trzech tygodni prowadzimy Alpha w więzieniu wejherowskim. Tajemnica Jezusa, który przekracza drzwi więzienia i mówi właśnie tam: „Pokój wam”. To jest naprawdę piękno, które zbawia.
    R. Rolheiser napisał kiedyś: „z dwiema rzeczami na tym świecie nie można dyskutować: z pięknem i dzieckiem”. Piękno jest mocne, zarówno w uwielbieniu prowadzonym przez Maję Sowińską, jak i w więzieniu, gdy rozpromieniają się nasze twarze w spotkaniach i rozmowach. I w tym pierwszym, i w tym drugim czuć pokorną, piękną Obecność.

Mieszkam w oazie, która powstała o 23:59

        Jeden z astronautów niedawno przebywających w kosmosie stwierdził, że Ziemia wygląda jak statek kosmiczny i jak wyjątkowa oaza. Te określenia są poruszające zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie jak długi proces był potrzebny, by powstały warunki możliwe do życia. Naukowcy twierdzą, że historia świata rozpoczęła się około 13.8 miliarda lat temu. Dla uchwycenia perspektywy rozwoju możemy posłużyć się skalą dobową, przyjmując, że wielki wybuch lub wielkie wybuchy przypadają na minutę po północy, teraz zaś mamy koniec dnia – minutę przed następną północą. Na tej skali każda godzina to 600 milionów lat. Na owej skali dobowej planeta Ziemia zaczyna się kształtować o godzinie 16:17, życie zaś rozwija się od godziny 17:08. W tym porządku ludzkość pojawia się na Ziemi pod sam koniec, nie wcześniej niż o godzinie 23:59.

    Niektórzy twierdzą, że życie pojawiło się przypadkowo, właśnie dlatego, że tak długo wszystko to trwało. Przypadek czy losowość zdaniem wielu to najlepsze wytłumaczenie pochodzenia życia, Ziemi i wszechświata. Interpretacji tej przyświeca myśl, że jeśli próbuje się wystarczająco długo, to w końcu wygra się los na loterii. Na pewno losowość odgrywa jakąś rolę w ewolucji wszechświata. Jednakże ze względu na ogromne skalę czasu, sama losowość nie wystarczyłaby do uczynienia Ziemi naszą oazą. Musiało być coś więcej, Ktoś kto dał początek w ogóle byciu. „Być albo nie być, oto jest pytanie”. Gdy Biblia mówi, że „Na początku Bóg stworzył…”, to właśnie chodzi o to, że dzięki Niemu w ogóle coś jest, i to że rzeczywistość jest, stało się podstawą tych początków o których mówią naukowcy. Naukowcy badają co się działo w poszczególnych godzinach istnienia świata, a teologia wraz Biblią mówią nam, że jest Ktoś dzięki komu jest ów „Zegar”.

(Powyższe myśli oparłem na lekturze , którą serdecznie polecam: Gerrard M. Verschuuren, Na początku. Stworzenie świata czy wielki wybuch, Poznań 2026)

Wielki Pątek: „Proszę księdza zmarła moja mama”. Wielka Sobota: „zmarł mój tata”


     W Wielkim Tygodniu zmarło małżeństwo: Teresa i Marek. Oboje chorowali nowotworowo.
      Ona była społecznikiem, pracownikiem medycznym, człowiekiem wielkiej wiary i miłości. W naszej parafii prowadziła przez kilka lat jedną z grup wsparcia według jej autorskiego pomysłu. Pracowała w wielu miejscach w Gdyni, ale pod koniec życia „zakotwiczyła” w gdyńskim hospicjum. Miała niezwykły dar czułego towarzyszenia umierającym.
     Tuż przed jej hospitalizacją, Marek został umieszczony w szpitalu, a potem w hospicjum. Jego stan był ciężki. Ona będąc sama chorą zadbała, aby mąż przyjął sakramenty i ofiarowała go Bogu. W ostatnim ich spotkaniu pobłogosławiła go znakiem krzyża, a on odpowiedział: „przepraszam i dziękuję”.
    Jak wyznała przyjaciółka Teresy: „Bóg wezwał Tereskę do siebie, do krainy gdzie tyle bliskich jej osób zapewne na nią czekało. On też zabrał Marka, aby mu ulżyć w cierpieniu”.
     Teresa, zanim zachorowała miała sen. Przyśnił się jej Jezus, który powiedział, że już za niedługo dostanie przepiękne mieszkanie. Opowiadała ze szczegółami jakie będzie duże i śliczne. Mówiła: „ja wierzę, że się to spełni, choć nie wiem jak? Ale Pan Jezus doskonale zna moja sytuację mieszkaniową”.
     Dzisiaj w gdyńskim „Mikołaju” kościół był wypełniony rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Jak „Boży magnes” przyciągnęła nas „Święta Tereska z hotelowca”. Ona zapewne jest już w Domu Ojca i w swoim nowym pałacu,  do którego Jezus wciągnął też Marka, bo nie mógł odmówić prośbie takiej żony. Alleluja !

« Starsze posty