Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Autor: Ks. Jacek Socha (Strona 17 z 35)

O wadze tego, co nieistotne

     Kiedyś wyczytałem u o. Michała Zioły stwierdzenie, że dobrze, gdy mnich oprócz zajmowania się sprawami ważnymi, ma także w swoim życiu takie nieważne zajęcie i hobby. On, mieszkając we Francji, zajmuje się starymi mapami Bałtyku. Ta nieistotność hobby uczy człowieka pokory. Mam do dzisiaj w głowie obraz dwóch mnichów z filmu „Ludzie Boga”, którzy przebywając w Afryce, czytają w gazecie o meczu piłki nożnej, który rozegrano we Francji. Jaką oni mieli radość! A gazeta, którą czytali była pewnie już stara.

     Dzisiaj rozpoczyna się kolejny sezon w Premier League. Na początek zagra Liverpool z Norwich, ale w niedziele gra Newcastle, u siebie z Arsenalem.Czekam na ten niedzielny mecz z radością i nowym strojem 🙂 Nie mogę na mecz pojechać, ale mam nadzieję, że obejrzę go telewizji. Pewnie w retransmisji, bo są ważniejsze sprawy. Mam też świadomość, że kibicuję zespołowi, który nie jest faworytem, co więcej, który w Polsce jest mało znany. Być może w niedzielę, w Gdyni, kibicować będę mając świadomość, że to nic nie znaczy dla tego, co się wokół mnie dzieje i co jest ważne dla kibiców w Trójmieście… ale i tak daje mi to radość, jak mapy o. Michałowi, jak czytanie gazety mnichom z Tibirine.
Howay the lads

Zgnieciony pąk, który zakwitnął na krzyżu

    W święto Przemienienia Pańskiego czytałem i dzieliłem się z kilkoma osobami wnikliwym tekstem Pawła Floreńskiego, prawosławnego teologa, który przepięknie opisywał cel życia człowieka:

   „Człowiek w łonie matki cały jest ściśnięty jak zgnieciony pąk. Następnie rośnie, napręża się i jak pąk się otwiera. Kwitnięcie ludzkiego wyglądu, co jest czymś najpiękniejszym w ludzkim życiu, dokonuje się wówczas, gdy rozciąga się na kształt krzyża. Jest to widoczne również zewnętrznie, ale chodzi przede wszystkim o coś tajemniczo duchowego”.

 

    Jezus zakwitł na Kalwarii, rozwinął się na krzyżu z pąka w piękny kwiat. Słowo z Ewangelii Św. Łukasza czytane w kościołach,  w święto Przemienienia Pańskiego mówi, że śmierć Jezusa w Jerozolimie, zapowiadana na górze, gdzie Chrystus przemienił sie wobec apostołow,   była wypełnieniem (gr. pleroun). Chrystusowi życie się nie przydarzało, ono się wypełniało. Np. na krzyżu wypełniło się proroctwo z Księgi Daniela o Synu Człowieczym, który będzie pełny ognia na swoim tronie. Czyż nasz wystrój chylońskiego prezbiterium tego nie pokazuje?

Chrzest i Komunia człowieka na księżycu

      20 lipca 1969 r., w niedzielę, Amerykanie wylądowali na Księżycu, a mnie ochrzczono w Katedrze Oliwskiej (na zdjęciu z rodzicami chrzestnymi). Przez wiele lat myślałem i mówiłem o tym, iż tego dnia tylko to drugie wydarzenie miało charakter religijny i stało się początkiem mojej drogi wiary. Przeczytałem jednakże tekst w „The Tablet” (z 20 lipca 2019 r.) o przepięknym akcie, który miał miejsce na Księżycu. Otóż, Buzz Aldrin, jeden z astronautów, po wylądowaniu, a jeszcze przed wyjściem na powierzchnię Księżyca, powiedział do bazy na Ziemi: „Chciałbym poprosić o chwilę ciszy. Proszę wszystkich, którzy nas słyszą o moment kontemplacji wydarzeń ostatnich godzin oraz zapraszam do dziękczynienia w taki sposób, w jaki kto potrafi”. Sam natomiast, po chwili, spożył chleb i wino, które przywiózł z nabożeństwa w kościele prezbiteriańskim, w którym pełnił rolę tzw. starszego. Piękne i ważne.

Okno Przemienienia

     W zabytkowej katedrze w Durham można odkrywać współcześnie zrobiony witraż, który przyciąga wzrok pielgrzymów i turystów przybywających do tego cudownego miejsca. Światło bijące od przemienionego, pełnego światłości i blasku Jezusa ukrzyżowanego spada w dół i przenika przestrzeń i czas. „Prześwietla” takie osoby jak chłopiec, którego Jezus uzdrowił z epilepsji; św. Cuthbert’a, który żył w średniowieczu na północy Anglii i dochodzi do współczesności, a nawet wykracza poza nią. Witraż stawia na drodze Bożego światła wiele postaci.

    Jakże inaczej patrzy się na historię, współczesność i przyszłość przez „Okno Przemienienia”. Dużo spokojniej. Światło jest potężniejsze aniżeli ciemność.

Czekając na Słowo w obliczu śmierci Agnieszki, Ani i Łukasza

       Pierwszy tydzień lipca 2019 r. to czas pogrzebów trojga młodych ludzi związanych z gdyńskim „Mikołajem”. W niedzielę, 30 czerwca, w wypadku samochodowym,  zginęła Agnieszka z sześciomiesięczną Anią, którą nosiła pod sercem. Stało to się dokładnie w pierwszą rocznice jej ślubu z Piotrem. Kilka dni później zmarł Łukasz, 29 letni mężczyzna, który zmagał się przez krótki czas z chorobą nowotworową.

     Wobec tych faktów poczułem się jak Zachariasz, który traci głos i nie ma nic do powiedzenia oprócz stawiania znaków zapytania. Czekałem więc na Słowo i tak się stało, że czytania liturgiczne stały się swoistymi odpowiedziami-rekolekcjami. 

    W poniedziałek, 1 lipca czytaliśmy w Liturgii tekst z Księgi Rodzaju mówiący o targowaniu się Abrahama z Bogiem w sprawie Sodomy. W całym mieście nie było sprawiedliwego, by mogło ono ocaleć. Bóg czekał do pełni czasu, na jedynego sprawiedliwego, Jezusa Chrystusa. Tylko On jest w stanie ocalić tych, których my nie jesteśmy w stanie ocalić od wypadków i chorób. On, którego zmartwychwstanie było najbardziej radykalnym sprzeciwem wobec śmierci,  daje życie wieczne nawet tym, którzy przechodzą przez dramat śmierci fizycznej. 

     We wtorek, 2 lipca Liturgia przypomniała ucieczkę Lota i jego rodziny z Sodomy. Czy Bóg może zesłać na kogoś ogień i siarkę? Komentarze żydowskie mówią, że Bóg zesłał wpierw deszcz błogosławieństwa, który napotykając na zatwardziałość serca mieszkańców Sodomy,  zamienił się w siarkę i ogień. Nawet podanie przez Jezusa chleba Judaszowi, podczas Ostatniej Wieczerzy,  było gestem, który nie przebił się przez zatwardziałość serca apostoła,  skoro św. Jan napisał, że „wtedy wszedł w niego diabeł”. Bóg zawsze błogosławi, ale nasza zatwardziałość daje opór Bożej miłości. Jak trudno widzieć miłość Boga w trudnych wydarzeniach? Gdzie jest Jego miłosierdzie, gdy wokół choroby i śmierć?  Jak ślepi jesteśmy, że oskarżamy Boga, iż „siarka” śmierci i „ogień” chorób pochodzą od Niego? Przed ogniem i siarką,  które nie są od Boga, jest błogosławieństwo życia.  

     3 lipca obchodziliśmy święto Tomasza Apostoła. Liturgia wspominała zdarzenie opisane przez św. Jana dotyczące zagubienia Tomasza, który „nie był razem z nimi, gdy przyszedł Jezus”  (J 20, 24). Wtedy, gdy czujemy się zagubieni warto być z innymi, tam gdzie przychodzi Jezus. Jak piękną i wyzwalającą prawdą jest realne bycie we wspólnocie wiary, co widać zwłaszcza w obliczu takich faktów jak cierpienie i śmierć.

    Czwartek, 4 lipca przyniósł nam Słowo o składaniu ofiary na górze Moria. Abraham, ojciec w wierze, był człowiekiem wiary i niewiary. Wierzył obietnicy Boga, skoro idąc na górę z Izaakiem powiedział do sług: „Zostańcie tu z osłem, ja zaś i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu, a potem wrócimy do was”. Wrócimy. On i syn Izaak. Z drugiej strony bardzo symboliczne jest to, iż owymi sługami, których zabrał ze sobą w podróż byli Eliezer i Izmael. Dwie osoby, które pokazywały niewiarę Abrahama w obietnicę Boga i jego zabiegi, by samemu zapewnić sobie potomstwo. Eliezer, Damasceńczyk, był najważniejszym jego sługą, któremu chciał przekazać spadek, gdy był bez potomka,  a Izmael to syn, spłodzony ze służącą Sary, gdy trudno było mu wytrzymać czas oczekiwania na spełnienie się Bożego słowa. Abraham wierzył i nie wierzył, a mimo to Bóg pozwolił mu wprowadzić syna Izaaka w wiarę Bogu. Tradycja żydowska mówi, iż na górze Moria Izaak był już dorosłym mężczyzną, wychowanym przez ojca i miał wielką dojrzałość skoro miał powiedzieć: „Akeda”, co znaczy zwiąż mnie, bym był posłuszny Bogu. 

    Piątek, 5 lipca to dzień pogrzebu Agnieszki i jej córki Anny Heleny. Słowo podczas liturgii pogrzebowej otrzymaliśmy od Kościoła w postaci fragmentu z Księgi Rodzaju o pogrzebie Sary i o poszukiwaniu żony dla Izaaka. Skoro żydzi mówią, iż Tora wydarza się dwa razy, to miałem pytanie jak to Słowo  z Tory wydarzyło się w życiu Agnieszki? I znalazłem. Otóż ciekawą postacią w danym nam tekście jest sługa Abrahama i Izaaka, tzw. Przyjaciel Oblubieńca. Jego zadaniem było zachęcenie wybranki do wejścia w małżeństwo z jego przyjacielem-panem. Otrzymał więc wiele kosztowności i poszedł na spotkanie z Rebeką, by ją zachęcić do ślubu z Izaakiem. Mam takie przekonanie, że Agnieszka było i jest Przyjaciółką Oblubieńca, którym dla niej był i jest Jezus Chrystus. Tylu ludziom Go przedstawiała, a ostatecznie przedstawiła Go w doskonały sposób swoje córce, gdy spotkały się z Panem w wieczności.

   Sobota, 6 lipca – dzień pogrzebu Łukasza. Czytaliśmy Stary Testament o błogosławieństwie udzielonym Jakubowi przez Izaaka. Młodszy z braci wykradł je podstępnie podając się za Ezawa, swego starszego brata. Sytuacja się powtarza choć z dużą różnicą. Otóż Bóg pozwala nam „przebrać się” za naszego brata Jezusa Chrystusa i nam błogosławi widząc swego Syna,  a nie nasze grzechy i nasze zniekształcone przez grzech człowieczeństwo. Jestem przekonany, że tak Bóg pobłogosławił Łukasza, gdy umierał w szpitalu i mogłem z nim razem odmawiać „Ojcze nasz”. On, rozpięty na krzyżu cierpienia, podobny do Jezusa Chrystusa, mówił „Ojcze…w Twoje ręce oddaję ducha mego”.

Druga naiwność z Toto

     Dlaczego warto pójść na koncert Toto lub innego zespołu, który lubimy? Po to, by pomóc sobie w dojrzewaniu do „drugiej naiwności” o której kiedyś pisał Paul Ricoeur, zmarły w 2005 r. filozof francuski. Wspomniany myśliciel twierdził, że człowiek w dzieciństwie jest naiwny i niewinny na dziecięcy sposób i jest to naturalne i dobre. Potem z tego wyrasta i może stać się kimś cynicznym, skomplikowanym, opierającym się jedynie na swoim rozumie. Może jednak stać się po raz drugi, już z innych powodów niż dziecko, naiwnym i niewinnym. Może na nowo np uwierzyć w Świętego Mikołaja, tyle że już w dojrzały sposób. Myślę, że czterdziesto-, piećdziecio- i sześdziesięciolatkowie, którzy wypełnili wczoraj Operę Leśną w Sopocie, by posłuchać Toto i bawić się z amerykańskimi artystami, którzy grają już czterdzieści lat na scenach muzycznych, są ludźmi, którym zabawa na koncercie mogła pomóc w wejściu w „drugą naiwność”.
     W teologii duchowości powyższą myśl Ricoeur’a wyraża stwierdzenie, iż człowiek idzie drogą od bycia „młodym głupcem” do zachowań „starego głupca” , by ostatecznie mieć szansę i przyjąć łaskę bycia „świętym głupcem”. Do przejścia takiej drogi Toto nie wystarczy, ale myślę, że i nie zaszkodzi

 

Bóg, który kocha naszych nieprzyjaciół

 

       Wracam z weekendowych dni rekolekcyjnych, które przeżyłem w domu krakowskich salwatorianów. Rozważaliśmy tekst niewielkiej Księgi Jonasza,  a przewodnikiem był nam łódzki arcybiskup Grzegorz Ryś. Jak to dobrze, że można zaczerpnąć ze Źródła. Jak to dobrze spotkać ludzi, którzy kochają biskupa i dzieje się to dlatego, że on kocha Słowo. 

      Abp Grzegorz odsłonił nam Boga, który kocha naszych nieprzyjaciół. Jak trudno było to przyjąć Jonaszowi! Jak trudno to przyjąć chrześcijanom i żydom dzisiaj 

Kto komu ma pomagać w ewangelizacji? Czy świeccy księżom czy księża świeckim?

  17 maja 2019 r. wraz z liderami Wspolnoty SNE Magnificat byłem na konferencji środowiska wspólnot Odnowy i szkół nowej ewangelizacji w Częstochowie. Przywiozłem z tego wyjazdu m.in. dwa angielskie wspomnienia:
1. Pierwsze związane z Michelle Moran, świecką katoliczką, która od wielu lat jest zaangażowana w ewangelizację i przez długi okres czasu liderowała ruchowi charyzmatycznemu Kościele katolickim. Jej wczorajsza konferencja: Wizja dla współczesnej Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej była bardzo poruszająca i przemieniła się w żarliwą modlitwę o otwarcie się na wizję: świeccy ewangelizują, a duchowni im pomagają.

2. Drugie wspomnienie związane jest z książką, którą wczoraj kupiłem w Częstochowie. Myślę, że to jedna z ważniejszych publikacji teologicznych ostatnich lat w Polsce. Autorem książki jest śp. ks. Peter Hocken. Do książki dodana jest płyta z nagraniami konferencji ks. Hockena oraz konspekt jego nauczań. Hocken, we wspomnianej publikacji, podejmuje bardzo pogłębioną refleksję i pokazuje m.in. jak w XX wieku Kościół w swoim nauczaniu, w dokumentach Soboru Watykańskiego II i nauczaniu papieży, przechodził od tezy: świeccy pomagają duchownym, do duchowni pomagają świeckim.

 

Skąd się wziął język „kolczasty” i jak go zatrzymać?

      W czwartek, 9 maja uczestniczyłem w debacie, która odbyła się w gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Rozmawialiśmy o języku w: polityce, kulturze, szkole i Kościele. W pewnym momencie naszej rozmowy padło pytanie: gdzie był początek pojawienia się języka „kolczastego”, brutalnego, chmaskiego np. w debacie publicznej? W tym kontekście przyszła mi myśl o biblijnym początku – „arche”. Biblia pokazuje w przepiękny sposób początek zła, tego zła również w sferze języka, gdy słowo jest wypowiadane przeciwko i nie prowadzi do spotkania. Biblia pokazuje archetyp języka „kolczastego”.  Tajemniczy grzech „początkowy” spowodował pierwsze złe słowa i były to słowa oskarżania. Następnie  popłynęła już lawina zła,  również w sferze języka. Jak ją zatrzymać? Czy wystarczy propagowanie kultury? Czy wystarczy edukacja? Czy wystarczy tolerancja i dyskusja? Czy wystarczy dobra polityka? Nie wystarczy, co widać po faktach naszego życia.

 

      Jedyną nadzieją jest Jezus Chrystus – Słowo – Dialog. On, niewinny, bez skazy,  oddał życie,  by lawina zła nas nie zabiła „do końca”. Co więcej zmartwychwstał i daje Ducha, by ten,  kto zacznie Nim żyć,  był w stanie kochać nieprzyjaciół, którzy używają języka „kolczastego i by jego słowa były błogoslawieństwem, dzieki któremu innym chce się bardziej żyć.  W naszej dyskusji pojawiła się postać niedawno zmarłego Jeana Vanier’a, który dał początek dziełu Arki, czyli m.in. domom w których rozmawiają z sobą ludzie z upośledzeniem i pełnosprawni. Duch uzdalnia ludzi do spotkania, czasami ponad słowami, bo ostatecznie liczy się miłość. 

Przed i po Bierzmowaniu. Jest szansa dla młodych w Kościele

      Kilka dni temu spotkałem się z ks. Antonio, Włochem,  i z małżeństwem z Piaseczna, by posłuchać co robią z młodymi w duszpasterstwie.  Otóż,  19 lat temu zaczęto wdrażać w życie, wpierw w Rzymie, a potem w innych miejscach na świecie projekt,  w którym zaproponowano młodym ludziom wejście do domu chrześcijańskiej rodziny. Projekt nazywany jest „Post Cresima” lub „Przed-Po”.  

     Dwa, trzy lata przed Bierzmowaniem zaprasza się młodych, by spróbowali formacji w grupce około 8 osobowej. Spotykać się będą w każdy piątek wieczorem w roku szkolnym. Większość spotkań będzie się odbywać w domu rodziny, która jest w to zaangażowana, a część spotkań odbywa się w budynku parafii. Jest już opracowany program tej formacji.

      Kluczem do tego duszpasterstwa jest dojrzałe małżeństwo-rodzina, które wraz z towarzyszącym im księdzem spotykać się będzie z młodymi, stając się faktycznie rodzicami chrzestnymi młodej dziewczyny czy młodego chłopaka. W ten sposób młodzi, którzy często mają „porąbane” relacje rodzinne będą mogli uwierzyć, że małżeństwo czy rodzina, to rzeczywistości trwałe i głęboko przesiąknięte wiarą, że dom może być miejscem przekazu wiary.

       Ciekawym motywem takiego duszpasterstwa młodzieży jest wakacyjny wyjazd z młodymi na 5 dniową eskapadę,  podczas której jeszcze intensywniej przeżywają swoje wzrastanie ku dojrzałości. Okazuje się, że 70—80 %   młodych pragnie kontynuować formację w swych grupkach również po Bierzmowaniu.  Dla przykładu warto podkreślić, że tylko w Piasecznie w taką formację zaangażowanych jest 100 młodych ludzi.

        Dwie parafie w Trójmieście pragną podjąć ten pomysł. Mamy nadzieję, że we wrześniu będziemy mogli zaproponować młodym i ich rodzicom,  w Gdyni i w Gdańsku,  taką propozycję.

« Starsze posty Nowsze posty »