Odwiedziłem w minionych dniach dwie niewielkie, górskie miejscowości: Mentorello i Subiaco, które leżą kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu. W tych miejscach, w VI wieku,  zamieszkał w bardzo prostych warunkach Benedykt z Nursji.  Było to w czasie potężnego kryzysu, gdy przestawał istnieć świat starożytny. Wędrówka ludów zmiotła wszystko. Pojawił się chaos społeczny, polityczny i kościelny. Wszystko się chwiało, a świat antyczny przemijał.

    Benedykt nie miał aspiracji, by zmienić świat.  Nie chciał nawet,  by zapamiętano szczegóły z jego życia. Pozostawił po siebie tylko jedną książkę, którą zatytułował „Reguła”. Swego dzieła nawet nie podpisał.  Nie miał aspiracji do tego, by tym tekstem zreformować ludzkość. Pragnął jedynie, by jego wspólnoty były małe, do 12 osób i żyły radykalnie. Zakazywał mnichom włóczęgi.  A jeśli już nawet udali się w podróż, to nie wolno im było mówić o tym, co widzieli, by nie wnosić zewnętrznego świata do klasztorów. Chciał żyć w ciszy i pragnął tego dla swoich braci.

      Terminem bliskim Benedyktowi było słowo „kultura”, która z języka łacińskiego oznacza uprawiać rolę. Widział, że kultura antyczna przemija na jego oczach. Chciał więc dla swoich małych wspólnot nowej kultury życia opartej na pracy i modlitwie. Praca i to fizyczna miała dotyczyć wszystkich, co było złamaniem nierówności społecznej. W świecie bowiem starożytnym  pracowali fizycznie tylko niewolnicy. Oczywiście mnisi podejmowali również prace intelektualną, np. przepisywali księgi.

 

     Świat V/VI wieku  cały  był w ruchu, natomiast Benedykt wskazywał na słowo stabiltas (stałość). Chodziło nie tylko o stałość miejsca życia, ale również o stałość decyzji i stałość nawrócania. Autor „Reguły” pragnął punktu odniesienia w świecie, w którym wszystko się kręciło. Nie znosił mnichów, którzy byli wagabundami, którzy nawet zewnętrznie nie przestrzegali stabilitas. W świecie, w którym wszystko było dotknięte wojną on chciał, by klasztor był pełny pokoju, to dlatego hasłem benedyktyńskim stało się zawołanie „Pax” (pokój). Kardynał Newman pisał, iż benedyktyni stali się symbolem ludzi pełnych pokoju i milczenia, którzy nie spierali się lecz pracowali na rzecz innych bez użycia nadzwyczajnych środków.

    Św. Benedykt wprowadzał zasadę, która mówiła, że jeśli liczba mnichów sięgnie 12, to trzeba zakładać kolejny klasztor. Myśl ta brała się z tego, że gdy był tuzin osób, to miały  one szansę na poznanie się, na konkretną miłość bliźniego, na wspólnotę modlitwy, stołu i pracy. Przy większej ilości osób jest to już tylko teoria. Dlatego nie jest ważne, by wspólnota przyjmowała jak najwięcej osób, tylko by była bogata w więzi piękne, trudne i wypróbowane. Tylko wtedy może służyć swoim charyzmatem na zewnątrz.

    Benedykt napisał na początku swojej „Reguły”, iż jest ona „małą regułą dla poczatkujących”. Historia pokazała jak ważnym dziełem, nie tylko dla benedyktynów, stała się ta książka oraz  życie Benedykta i jego synów,  i córek duchowych. Wydaje się, że rówież dzisiaj,  w XXI wieku, możemy znaleźć wiele podobieństw do tego, co działo się w wieku  VI. Bardzo potrzebujemy dzisiaj,  w świecie Zachodnim,   stabiliats, nowej kultury opartej na modlitwie i pracy oraz małych wspólnot żyjących pokojem.