Na portalu wiara.pl odbył sie czat z ks. Jackiem Sochą. Zapraszamy do lektury: http://spotkania.wiara.pl/doc/695531.Czym-powinna-byc-parafia-i-kim-powinien-byc-ksiadz
Strona 187 z 187
Najwyraźniej widać to w śmierci. W lipcu tego roku towarzyszyłem mojemu tacie w chorobie i umieraniu, i na własne oczy mogłem dotknąć owego pozostawiania wszystkiego i wszystkich po to, by otrzymać jeszcze więcej i całkowicie. Utrata zdrowia, bierność i kruchość, pożegnanie z bliskimi, pozostawienie domu i rzeczy, aż wreszcie oddanie ostatniego tchnienia przygotowały mojego tatę na przyjęcie rzeczywistości nieporównywalnie bogatszej.
Również zwyczajne przenosiny i przeprowadzka zmuszają do zostawiania, by wejść z nadzieją w inną rzeczywistość. Tę myśl zilustrował mi swoim życiem ks. Adam. Podczas odwiedzin „po latach” usłyszałem, że w poprzedniej parafii był proboszczem prawie jedenaście lat i gdy dostał wiadomość, iż ma przejść do nowej parafii miał świadomość jak wiele pozostawi: ludzi, których pokochał, trudu i pracy, osiągnięć i zapewne porażek, jednakże gdy o tym mówił, dostrzec można było w nim wolność w stosunku do tej sytuacji. Dzisiaj żyje już nowym życiem w nowym miejscu i pośród nowych ludzi i ta nowość stała się jego bogactwem.
Piszę ten tekst będąc w tynieckim opactwie i tutaj również przekonuję się, że pozostawienie i zgoda na stratę są niezbędne, by mogło się wydarzyć coś nowego i prawdziwego. Otóż w 1939 roku do zrujnowanego opactwa w Tyńcu pod Krakowem przybyła grupa mnichów z Belgii. Gdyby nie ich odważna decyzja opuszczenia belgijskiego opactwa, które było ich domem macierzystym, nie byłoby dzisiaj ok. czterdziestoosobowej wspólnoty mężczyzn, którzy na fundamencie codziennej, wspólnej modlitwy odbudowali opactwo będące nie tylko atrakcją turystyczną, ale i miejscem bogatym duchowo.
Każdy człowiek codziennie konfrontuje się z traceniem i pozostawianiem, jednakże Bóg wyśpiewuje nad ludźmi obietnicę i błogosławieństwo nowego życia.
ks. Jacek Socha
Paraklet ma swoje zwyczaje i upodobania. Nie lubi pychy, a kocha piękno, pokorę i prostotę. Najbardziej zaś kocha człowieka i jego nieśmiertelną duszę. To w niej zakochuje się Duch Święty i chce w niej przebywać. Duchowny ma więc kochać nieśmiertelną duszę człowieka, którego spotyka. Wymaga to patrzenia w głąb, niezatrzymywania się na grzechu i tym co zewnętrzne. Tak patrzył Jezus, którego Ewangelie pokazują jako Boga-Człowieka, dla którego świat nie był płaską rzeczywistością, lecz miał charakter wielowymiarowy.
Widzę w moim życiu dwie grupy ludzi, których nieśmiertelne dusze poznaję w różny sposób. Pierwsza grupa to ludzie otwarci na Ducha. Ich piękne życie przyciąga Ducha Bożego, a ja w ich historii jestem szczęśliwym obserwatorem działań Ducha Św. Drugą grupę stanowią ludzie obojętni na sprawy Ducha, to dla nich chcę być tym, który przyzywa Ducha Św. do ich serc. Akty wiary do których wykonywania jestem wezwany, są westchnieniem za Duchem. One mogą stać się źródłem wiary dla innych. Kiedyś spotkałem siostrę zakonną, która modliła się zamiast księdza, który przestał się modlić. Odmawiała brewiarz dwukrotnie wiedząc, że ów ksiądz nie bierze go do ręki. Owa siostra, w tamtej sytuacji, była bardziej duchowna, aniżeli ten ksiądz, który oficjalnie należał do stanu duchownego. Ostatnio odkrywam, że mogę być duchownym w zastępstwie. Zadziwiające jest to, że mogę wierzyć za kogoś, kto nie wierzy, mogę modlić za kogoś, kto się nie modli i mogę czytać Słowo Boże za kogoś, kto go nie czyta.
Sam również doświadczam, że jest ktoś kto wierzy nie tylko we mnie, ale i za mnie – to Jezus Chrystus. On jest tym, który dopełnia tego, co mi brakuje. To On wierzy za mnie; modli się do Ojca, gdy mi nie starcza sił do modlitwy, gdyż On jest w pełni duchownym: „Z Jego pełni wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce”. Wszystko to czyni dlatego, że zakochał się w mojej nieśmiertelnej duszy. Zakochał się na 100% i nic tego nie zmieni.
Dlaczego dopiero doświadczenie śmierci i żałoba narodowa właściwie ukazały czym żyje Kościół? Myślę, że te minione dni i przeżycia, które je tworzyły nie pozwoliły duchownym i świeckim katolikom w Polsce popadać w moralizowanie. Potrafiliśmy skupić się na ważnych sprawach i wiele było w kościołach modlitwy, skupienia, a gdy padały słowa, to koncentrowały się one na Bogu i na fundamentalnych kwestiach ludzkich, takich jak: sens życia i śmierci. Umieliśmy odejść od moralizatorskiego tonu i stylu. Władaliśmy w kościołach w minionych dniach tym, co najważniejsze: łaską, nadprzyrodzoną mocą obecną w Słowie Bożym i sakramentach, w głoszeniu Ewangelii i praktycznym miłosierdziu, które przejawiło się w postawie solidarności z innymi.
ks. Jacek Socha
Życie Św. Pawła to ciekawy i pouczający proces. Gdy Paweł oddał siebie całego Bogu napisał: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Czy jest możliwe takie posłuszeństwo w wierze? Tak, jest możliwe. Poniżej chciałbym odsłonić rąbka tajemnicy z życia pewnej osoby, którą Bóg pociąga ku stuprocentowemu byciu dla Niego. Oto co pisze: