Czytam październikowy miesięcznik „W drodze” zawierający teksty dotyczące pytania: Gdzie gubimy dzieci w Kościele? Jest w nich m.in. wypowiedź matki, która będąc wraz mężem w Kościele, była zadziwiona, iż ich dziecko zrezygnowało z praktykowania. Kilka dni temu spotkałem znajomą, która opowiedziała mi historię swojej córki, która jako nastolatka bardzo dobrze czuła się we wspólnocie Kościoła i była w niej mocno zaangażowana. Jednakże gdy została studentką, odeszła od praktyk religijnych.
Mamy problem z przekazywaniem wiary i tworzeniem środowiska kościelnego, w którym młodzi widzieliby życiodajność. Wydaje mi się, że nie wystarczy już dzisiaj dynamicznie i mądrze mówić o Bogu oraz tworzyć grupy otwarte na młodych i przede wszystkim na działanie Ducha. Nie wystarczy nawet dać im, jak jest to w Postcresimie, dobre relacje z wierzącymi dorosłymi. To, co jeszcze jest dzisiaj potrzebne, to wprowadzenie młodych, przy wsparciu i liderowaniu dorosłych, w posługę miłości względem ubogich, która ma charakter ewangelizacyjny. Tam będą widzieli „wiarę, która działa przez miłość”.
W naturalny sposób takie doświadczenie zrodziło się, w mini skali, w gdyńskim „Mikołaju”, gdy rodzice zaczęli przyprowadzać dzieci i młodzież na przygotowanie Zupy Chylońskiej i spotkanie z ubogimi. Młodzież zeStowarzyszenie św. Mikołaja Biskupa, harcerze, dzieci naszych wolontariuszy byli świadkami tego, jak głoszenie Kerygmatu i „karmienie głodnych” łączą się, tworzą jedno, a Ewangelia daje życie i radość im samym, ich rodzicom i ubogim.
Jest jeszcze inne miejsce, gdzie widzę taką właśnie dynamikę: to dzieciaki i młodzież zeStowarzyszenie św. Mikołaja Biskupa. Nie są oni grupą stricte religijną. Mają po prostu zajęcia socjoterapeutyczne, które dzieją się jednak w przestrzeni parafialnej. Dorastają, dojrzewają, zdrowieją w „cieniu parafii”. Czasami widzą któregoś z księży, który się do nich uśmiechnie; podpatrują życie wspólnotowe dziejące się w domu parafialnym i widzą… że wiara daje życie. Dom parafialny jest dla nich miejscem życiodajnym.
Chcę jeszcze wspomnieć o pewnym fenomenie naszej kawiarenki niedzielnej. Otóż, jest ona miejscem do którego przychodzi A, jeden z naszych bezdomnych. Wcześniej uczestniczy w Eucharystii, a potem idzie z naszymi rodzinami na kawę. Co ciekawe, niektórzy rodzice, widząc że jest bezpieczny i trzeźwy, zgadzają się, by ich synowie grali z nim w szachy. Wzrusza mnie zawsze ten widok i mam nadzieję, że bycie na Mszy Świętej, a poźniej gra w szachy z człowiekiem ubogim są bardzo dobrym doświadczeniem wiary dla naszych „mikołajowych” dzieci.
I na koniec. Otóż, kiedy byliśmy na tegorocznym, jesiennym, weekendowym wyjeździe „Barankowym” w Białogórze, miała miejsce taka oto rozmowa między jednym z chłopców a mną:
– czy ksiądz był dzisiaj w Gdyni, by odprawić niedzielną Mszę o 10:00?
– Tak , byłem.
– A był ksiądz potem w kawiarence ?
– Tak byłem krótką chwilę, gdyż chciałem prędko do Was wrócić ?
– A był pan A. ?
Co musiało się zadziać w sercu tego chłopca, iż on już pamięta bezdomnego A. i ma w sobie o niego troskę ? Mam nadzieję, że to go na długo i mocno zakorzeni w żywym Kościele.







