Niedawno ktoś mnie zapytał: „czy Bóg mnie widzi? Czy obchodzi go moje cierpienie ?”. Moment takich pytań to niezwykle ważna chwila w życiu człowieka.
W 2017 r. pojawiła się ciekawa powieść angielskiego pisarza Neil’a Griffiths’a zatytułowana „As a God might be”. Opowiada ona historię człowieka, który stał się profesjonalistą i jako atrocjolog doradzał rządowi w sprawie prawdopodobnych zachowań mas w obliczu katastrofy. Wszedł również w zawiązek z kobietą i urodziły się im bliźniaki. Interesował się muzyką Bacha i czytał Dostojewskiego. Nigdy natomiast nie interesował się religią. Widział, rozsądzał i działał…i nagle spotyka się wizją Boga. Już nie tylko był kimś, kto widzi, rozsądza i działa, ale jest widzianym, jest sądzonym i jak sam mówi: „zostałem znaleziony”.
Świat wiary i religii może być, choć niestety nie zawsze tak jest, miejscem szczęśliwego bycia widzianym, znalezionym, sądzonym. John Newton, autor słynnego hymnu: „Amazing Grace” napisał w swym dziele, że został znaleziony przez Boga. Podobno przeżył cud ocalenia w czasie potężnej burzy na morzu. W wyniku tego doświadczenia zmieniło się w nim wiele. Historia mówi, że m.in. porzucił handel niewolnikami i stanął w ich obronie.