Odwiedził nas Buka Bend Warszawa. To grupa przyjaciół, którzy śpiewają i grają zazwyczaj w warszawskim hospicjum sióstr felicjanek. Przyjechali do Trójmiasta, by dołączyć do nas na sobotniej Zupie Chylońskiej. Zjedliśmy smaczną zupę fasolową, a potem było wspólne śpiewanie utworów Perfektu, Czesława Niemena, Stanisława Sojki, specjalnie z Gdynianami „Więc chodź pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko”…. Twardzi, doświadczeni przez życie faceci mieli łzy w oczach. Nasi zupowicze śpiewali z zaangażowaniem, czasami po kilka zwrotek, inni słuchali w ciszy.
    To było piękne spotkanie. Trochę w stylu św. brata Alberta, który jednemu ze swoich współbraci kazał nauczyć się grać na skrzypcach, bo był przekonany, że oprócz chleba ludzie potrzebują…kultury.
   Dotknęły mnie słowa hymnu Buka Bend z Warszawy. Jest w nim o przeczuwaniu nieskończoności i życiu tym, co zwie się „teraz”. Takie to mi bliskie, gdy jem zupę z ubogimi i wiem, że chodzi o teraz, o to spotkanie, a gdy czytamy Ewangelię i modlimy się na Zupie, zwłaszcza za zmarłych „zupowiczów”, jest w tym również przeczuwanie „nieskończoności”.