Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 4 z 36)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Gdzie w Gdyni można odżyć ?

 
     Dzwoni Ryszard: Czy mógłbyś przyjść na nasze spotkanie? Będziemy mieli pierwszą rocznicę zaistnienia.
– Postaram się. Już wiem, że będę musiał przesunąć tego dnia swój dyżur w konfesjonale, w dolnym kościele, ale gdy zrobię to trochę wcześniej, to świat się nie zawali.
    Jest środa, 17 września godz. 17:30. Idę do sali w starej plebanii. Gdy schodzę po schodach dochodzi mnie spory gwar, potem przekonuję się, że jest tam wielu ludzi, ponad 20 osób. Głównie młodzi-dorośli. Zarówno mężczyźni jak i kobiety. Po kilku minutach mam wrażenie dobrej atmosfery i widzę dojrzałe, serdeczne traktowanie siebie nawzajem. Przychodzą obolali , poranieni przez depresję i znajdują miejsce , w którym ożywają.
Anonimowi Depresanci Gdynia, wspólnota kruchych ludzi, która daje życie i ma Ducha.
    Plurimos Annos w dawaniu życia! Dobrze, że jesteście !
 

Jezus śmietnikowy

 
     Mariusz znalazł Jezusa na śmietniku. Pierwsza myśl: zaniosę Go na złomowiec i dostanę forsę na dwa piwa. Zastanowił się jednak i powiedział sobie: nie, przyniosę go na Zupę Chylońską i oddam księdzu. Walka w sercu trwała dobrych kilka tygodni. W końcu jednak „Jezus śmietnikowy” znalazł się w naszej parafii. Ksiądz Zbigniew oddał go Markowi, ten go oczyścił i wypolerował.
  Na jednym ze spotkań Zupy Chylońskiej wielu usłyszało tę historię i byli poruszeni. Po poświęceniu podchodzili i całowali wizerunek Jezusa, który zaprasza do stołu. Zaprasza nie tylko apostołów, ale wszystkich, rownież tych, którzy na codzień zbierają śmieci i z tego tylko żyją.
    Nasz „Jezus śmietnikowy” stał się ikoną Zupy Chylońskiej. Na stałe zawiśnie w piwnicy starej plebanii, gdzie Zupowicze często przychodzą na herbatę i spotkanie. Stał się również wizerunkiem łaską słynącym. Pierwsza łaska miała wartość dwóch piw. Mariusz ich nie kupił i nie wypił, bo Jezus jest ważniejszy.
 

Życie na biało

 
     W tych dniach przeżywam dwie uroczystości, w których ludzie uczestniczą ubrani, odświętnie na biało.
    Pierwsza to ślub Emilii, mojej siostrzenicy i Karola. Piękny, w katedrze oliwskiej, z cudownym weselem w uroczym miejscu, z radością spotkania.
     Druga biała uroczystość to pogrzeb małego Maksymiliana. Chrzciłem go w maju 2024 r. w szpitalu na Zaspie. Ten dzielny wojownik, już wtedy bardzo chory, przeżył kilkanaście miesięcy. Jutro jego pogrzeb z Liturgią w białym kolorze, z żałobnikami ubranymi na biało.
     Chyba biały kolor niesie w sobie wiele tajemnicy. Tajemnicę miłości między mężczyzną i kobietą, i tajemnicę śmierci dziecka.
    Pomódlcie się za cudownych, „białych” nowożeńców i wspaniałych, dzielnych „białych” rodziców Maksia.
 

Mężczyźni… i kobiety, którzy śpiewają z pasją

   Nie tak dawno „wpadłem” na zdanie zapisane we wspomnieniach ks. Jerzego Popiełuszki, który w sierpniu 1980 roku poszedł do strajkujących w Hucie Warszawa, by odprawić Eucharystię i potem napisał, że był poruszony głośnym śpiewem mężczyzn podczas Liturgii, takim jakiego nie słyszy się w kościele.
Skąd się bierze pasja w śpiewie? Myślę, że m.in z doświadczenia wspólnoty, jedności. Gdy coś takiego zdarza się w doświadczeniu Kościoła, wtedy pojawia się zaangażowany śpiew podczas Liturgii i spotkań modlitewnych.
Przekonuje się o tym zawsze w kompletnie innym kontekście, tzn. na angielskich stadionach. Ostatnie mecze, które widziałem to była pasja na stadionie i pasja na trybunach: Newcastle: Liverpool ( niestety 2:3, ale odrobienie w 10 z 0:2 na 2:2 to było coś! ) i Sunderland: Brendford 2:1 ( co za emocje z 0:1 na 2:1). A kibice ? Śpiewali na całego

Wypił 24 filiżanki kawy i się porobiło

 
     Christopher Hunter był angielskim antykwariuszem i historykiem. Podobno bardzo lubił kawę i pewnego dnia „przesadził”. Wypił 24 filiżanki. Było to około roku 1700, gdy Hunter badał niezwykły dokument – Magna Carta, wersję z 1216 roku. Niestety stało się , rozlał kawę na historyczny dokument. Opłakane skutki tamtego łakomstwa kawowego można zobaczyć do dzisiaj w muzeum katedry w Durham, gdzie przechowywane są wyjątkowe, wczesne wersje Magna Carta.
W tym roku mija 800 lat od końcowej wersji Magna Carta, która powstawała przez 10 lat (1215-1225) w dramatycznych okolicznościach. Dlaczego jest to ważny dokument, dlaczego odwołują się do niego prawodawcy do dzisiaj ? Dlaczego jest on u podstaw demokracji? Otóż twierdzi on m.in że nikt nie jest ponad prawem, nawet król oraz, że każdy ma prawo do wolności i nikt nie może być jej pozbawiony bez procesu sądowego.
     W katedrze w Durham działa obecnie przepiękna wystawa poświęcona Magna Carta. Ciekawie mówi ona również o biblijnych źródłach tego dokumentu takich jak : równość wobec prawa, świętość życia, troska-obrona słabych, odpowiedzialność rządzących.
Hunter rozlał kawę tylko na jednej wersji Magna Carta, inne ocalały i były w Średniowieczu odczytywane publicznie, a i do dzisiaj są żywym dziedzictwem.
    Uważajcie na kawę, nie można pić więcej aniżeli 23 filiżanki dziennie.
 

Plemienność na stadionach

 
    Gdy Arka i Lechia były gdzieś w dolnych ligach,  chodziłem z bratem, w latach osiemdziesiątych, na Bałtyk. Teraz kibicujemy zarówno Arce jak i Lechi. Bliska jest nam filozofia Paul ’a McCartneya, jednego z Beatlesów, który związany z miastem Liverpool zdecydował się kibicować zarówno Evertonowi jak i Liverpoolowi FC. Od czasu, gdy mieszkałem na północnym-wschodzie Anglii i bardzo polubiłem tamtych ludzi i miejsca , chodzę zarówno na Newcastle jak i Sunderland i mam nadzieję, że tak będzie pod koniec sierpnia 🙂
     Dzisiaj cieszę się ze zwycięstwa Arki nad Pogonią Szczecin, gdyńskiemu klubowi kibicowałem, ale nie do zaakceptowania jest dla mnie wulgarność, która podkreśla plemienne, sekciarskie myślenie na stadionie. Na trybunach były dzieci, które włączały się w przekleństwa plemienne dorosłych. Bardzo potrzeba dzisiaj tworzenia nowej kultury na stadionach piłkarskich w Polsce, bardzo tego potrzeba w naszym Trójmieście. Może takich jak Paul McCartney jest wielu i w Polsce ? Tylko jak to zrobic, by pokazać, że chcemy czegoś innego na polskich trybunach?

Zaczarować życie na nowo

 
    Lewis i Tolkien to dwóch geniuszy wyobraźni. Wiedzieli, że czytanie o innych światach pomaga zobaczyć „nasz” świat głębiej i prawdziwiej. Tak płasko się dzisiaj robi dookoła, że bardzo potrzeba nam jakiegoś wyjścia. Co zrobić? Oto dwie podpowiedzi owych Mistrzów:
* „Dziecko nie gardzi prawdziwymi lasami dlatego, że czytało o lasach zaczarowanych, ale czytanie sprawia, że prawdziwe lasy są trochę zaczarowane” (C.S. Lewis)
* Według Tolkiena baśnie pomagają nam wyzdrowieć i w „tym sensie zasmakować tylko tego, co one dla nas znaczą, lub utrzymać nas w dziecięctwie” (Colin Duriez, Tolkien i C.S. Lewis, Historia niezwykłej przyjaźni).
 

Opowiedzenie o sobie jako droga poznania siebie

 
     „Wyznania” autorstwa św. Augustyna to pierwsza w historii literatury duchowa autobiografia. Niezwykłe w niej jest to, że Augustyn napisał ją w pierwszej kolejności dla Boga. On jest pierwszym „Czytelnikiem”, odbiorcą. Augustyn z Hippony był przekonany, że opowiadanie Bogu swojej historii pozwala człowiekowi poznać siebie. Opowiedzieć Bogu o sobie w sakramencie Pokuty i Pojednania, poprzez terapeutę, przy pomocy przyjaciela to augustiańska droga terapii, droga poznania siebie.
 

Teologia wyzwolenia na Zupie Chylońskiej

 
Św. Ireneusz, teolog z II wieku, wypowiedział kiedyś słynne słowa: „Chwałą Boga jest człowiek żyjący!”. W naszych czasach Gustavo Gutierrez, powszechnie uważany za ojca teologii wyzwolenia, przeformułował to powiedzenie, mówiąc: „Chwałą Boga jest ubogi człowiek w pełni żywy!”. Wypełniło się w pewnym stopniu powiedzenie Gutierreza na dzisiejszej Zupie Chylońskiej. Nasi wolontariusze ugotowali tak dobrą minestrone, iż na pewno ubodzy, którzy ją zjedli,  zostali ożywieni:)
 

Co łączy Marię Magdalenę z Tolkienem i C.S. Lewisem?

 
    Zacznę od Nikosa Kanzanzakisa. Ów grecki pisarz bardzo przeżywał śmierć Alexisa Zorby. Tak wspominał tamte trudne chwile: „Zamknąłem oczy i poczułem, jak ciepłe łzy powoli spływają mi po policzkach. Nie żyje, nie żyje, nie żyje. Zorba odszedł, odszedł na zawsze. Śmiech ucichł, pieśń urwała się, santir złamał się, taniec ustał, nienasycone usta, które pytały z tak nieuleczalnym pragnieniem, teraz wypełniają się gliną. … Takie dusze nie powinny umierać. Czy ziemia, woda, ogień i przypadek będą kiedykolwiek w stanie uformować Zorbę na nowo? … To było tak, jakbym wierzył, że jest nieśmiertelny”. Chcąc wskrzesić jego życie postanowił stworzyć mit pisząc książkę zatytułowaną „Grek Zorba”. Potem powstał film. Jednakże ten mit nie wskrzesił owego bohatera i sam w sobie nie przetrwa próby czasu.
    Istnieje tylko jeden prawdziwy, wieczny i życiodajny „mit”. C. S. Lewis i Tolkien zgodzili się w swojej przyjaźni włąśnie m.in. co do tego. Ten prawdziwy „mit”, jak obydwaj twierdzili, to historia Jezusa Chrystusa. Ciekawe, że ten „mit” różni się od wszystkich innych tym, że sam główny Bohater nam go opowiedział i nadal opowiada, że trwa, że jest źrodłem życia i nadziei, że w nim jest szansa dla życia wszelkich innych mitów. Maria Magdalena stała się pierwszą , która zaczęła go przekazywać: Jezus Chrystus żyje! Jego historia nie skończyła się ! Ona trwa ! Co więcej poznanie, przeżywanie i odczuwanie tego „mitu” można ciagle pogłębiać, stąd w dzisiejszej Ewangelii Jezusowe: „nie zatrzymuj mnie”, czyli dosłownie „nie dotykaj mnie”, tzn już jest inaczej, choć to ciągle „ja”.
« Starsze posty Nowsze posty »