W katedrze oliwskiej był zawsze odkąd sięgam pamięcią – ks. Leon Kossak-Główczewski. Pierwsza spowiedź u niego w tzw. „szafie”, czyli w zamykanym konfesjonale w ambicie katedralnym, Pierwsza Komunia Święta z jego rąk, przyjęcie do grona ministrantów przez niego. Niektórzy mówili, że idą do niego do spowiedzi, gdyż słabiej słyszał, ale to nie był mój powód. Chodziłem do tego właśnie spowiednika ze względu na jego łagodność i dobroć. Gdy byłem seminarzystą, on miał grubo po osiemdziesiątce (urodził się w 1902 r. ). Często służyłem mu do Mszy, którą odprawiał o 8:30, a potem zabierał mnie na śniadanie. Czasami jeździliśmy na spacer do Sopotu i na zakupy. Był na mojej prymicji, miał wtedy 92 lata. Na obiedzie „poprymicyjnym” zaśpiewał mi „sto lat”. Była to nieznana, staropolska melodia, czym wszystkich wzruszył. Zmarł mając 96 lat.
Nosił w sobie bolesną tajemnicę. Był w obozie Dachau. Nigdy mi o tym nie opowiadał. Dzisiaj, 29 kwietnia jest dzień pamięci o umęczonych i uwięzionych duchownych podczas II Wojny Światowej, dzień wspomnienia wyzwolenia obozu Dachau przez żołnierzy amerykańskich . Przez to miejsce kaźni przeszło m.in. 2794 duchownych, w tym 1773 księży z Polski.
Przeglądając pamiątki z historii parafii św. Mikołaja w Gdyni Chyloni, ze zdziwieniem zobaczyłem ks. Leona na jednym ze zdjęć. To był pogrzeb ks. Wojciecha Zielińskiego, również „dachaowca”, byłego proboszcza chylońskiego.
