To był jeden z najpiękniejszych pogrzebów, w którym uczestniczyłem. Kilkaset osób żegnało człowieka, który był i jest dla nich ważny. Dzisiaj przyszła mi do głowy myśl, że Jerzy był zranionym uzdrowicielem. Właśnie takiego sformułowania, w 1972 roku, użył Henry Nouwen pisząc książkę pod tym tytułem. Nie chodzi o to, że rany, trudne doświadczenia, wyjście z uzależnienia uzdrawiają innych. Chodzi raczej o to, że te rany „zabarwiają, nasycają” czyjeś talenty i dary. To dlatego, gdy spotykamy „zranionego uzdrowiciela”, nie zazdrościmy, po prostu przyjmujemy jego obdarowanie.
Wczoraj i w ostatnich dniach słyszałem wiele historii, które mówiły o tym, że Jerzy „wyciągnął mnie z otchłani”, „dał mi nadzieję”, „uratował mnie przed śmiercią z depresji czy też z uzależnienia”. Nikt mu nie zazdrościł, gdyż jego talenty i zdolności były „zabarwione ranami”, a od takich ludzi łatwiej przyjmuje pomoc, uwagę, a nawet opieprz.