R. Rolheiser opowiedział o zdarzeniu, które miało miejsce w gabinecie stomatologicznym: „Pewna asystentka dentystyczna wie, że jestem księdzem katolickim i lubi zadawać mi pytania o religię i Kościół. Pewnego dnia opowiedziała mi taką oto historię: jej rodzice, o ile wiedziała, nigdy nie chodzili do kościoła. W kwestii wiary ich córki byli tolerancyjni, ale sami nie byli religijni. Ona sama zaczęła praktykować jako metodystka, głównie pod wpływem przyjaciół. Pewnego dnia, gdy zmarła jej matka i rozmawiali o planach pogrzebu, ojciec wyjawił, że matka została ochrzczona w Kościele Rzymskokatolickim, choć nie praktykowała od czasów gimnazjum. Zasugerował, żeby spróbowali zorganizować jej pogrzeb rzymskokatolicki. Biorąc pod uwagę wszystkie te lata nieobecności, z pewnym niepokojem zwrócili się do księdza z pobliskiej parafii z pytaniem, czy mogliby zorganizować jej pogrzeb rzymskokatolicki. Ku ich zaskoczeniu, odpowiedź księdza była bez wahania, ciepła i serdeczna: <<Oczywiście, że możemy! To będzie zaszczyt! Zorganizuję chór i stypę w sali parafialnej>>.
Nie żądano żadnej ceny za dożywotnią nieobecność jej matki w kościele. Została pochowana z pełnymi obrzędami kościelnymi… a jej ojciec, cóż, był tak poruszony tym wszystkim, hojnością Kościoła i pięknem Liturgii, że postanowił zostać katolikiem.
Można się zastanawiać, jaki byłby skutek, gdyby ksiądz odmówił pogrzebu, pytając, jak mogliby uzasadnić pogrzeb kościelny, skoro przez te wszystkie lata nie interesowali się Kościołem. Można się też zastanawiać, jak wiele osób uważa tę historię za pocieszającą, a nie za niepokojącą, biorąc pod uwagę silny etos kościelny, w którym wielu z nas żywi lęk, że zbyt tanio rozdajemy łaskę i miłosierdzie. Ale łaska i miłosierdzie nigdy nie są rozdawane tanio, bo na miłość nigdy nie trzeba zasługiwać”.
