Ubodzy, bezdomni, emigranci zachodzą czasami do naszego dolnego kościoła, który przez cały dzień jest otwarty. Podładowują swój telefon komórkowy, skorzystają z toalety, a czasami się pomodlą i po prostu odpoczną. Ich obecność przysparza niemało problemów. Wkurzałem się , gdy bez pytania doładowywali nie tyko telefon, ale i wszystkie powerbanki🙂 Nieraz trzeba było czyścić czy naprawiać coś w toaletach. To jest cena, która płacimy za bycie z ubogimi. W tym kontekście przypomniałem sobie średniowieczny zwyczaj, polegający na tym, że gdy ktoś był ścigany za przęstepstwo, to dotykał kołatki na drzwiach np. katedry i mógł przez ten gest otrzymać swoisty azyl, czyli przez kilkadziesiąt dni poczuć się bezpiecznie. Miał czas na przemyślenie swoje sytuacji.
    W moim ulubionym , wakacyjnym kościele, czyli w katedrze w Durham jest taka kołatka do dzisiaj, precyzyjnie rzecz biorąc,  na drzwiach jest replika, a w muzeum jest oryginał. W gdyńskim „mikołaju” nie mamy co prawda średniowcznej kołatki, ale ów zwyczaj realizuje się w praktyce. Ludzie szukają schronienia, odpoczynku, zupy i …możliwości naładowania telefonu.