Ojciec Joachim Badeni usłyszał kiedyś w konfesjonale: „Ty chamie, ty parobku, jak ty żyjesz?”. Miał wtedy dwadzieścia dwa lata. Jak twierdził było to prawdą, ale źle powiedzianą[1]. Następnie w czasach swej młodości chodził do spowiedzi dwa razy w roku i czynił to tylko ze względu na rodzinę. Tamte spowiedzi, choć były ważne, wprowadziły w jego życie lęk. O. Badeni podkreślał, że było tak, bo nic nie wiedział o Duchu Świętym.
 

        Gdzie jest Duch Święty w spowiedzi św.?
       Ewangelia mówi nam, że pewnego dnia Maria z Betanii namaściła Jezusa drogocennym olejkiem. Działo się to w domu Szymona Trędowatego. Po rozbiciu naczynia z drogocennym, alabastrowym olejkiem wspomniana kobieta namaściła Jezusa, a przyjemny zapach rozszedł się po całym domu. Maria miała niezwykłą intuicję, co do tego co stanie się z Jezusem na krzyżu. Ciało Jezusa było naczyniem zawierającym najbardziej cenny perfum, którym był Duch Święty. Przebicie ciała Jezusa umierającego na krzyżu było wylaniem Ducha Świętego na cały świat. Duch Święty, w momencie naruszenia ciała Jezusa , jak drogocenny olej, rozlał się na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ludzkości.
Kto może doświadczyć tego Jezusowego „zapachu”? Niezwykle ciekawą odpowiedź daje Jean Corbon, melchicki ksiądz katolicki. Otóż stwierdza on, iż Duch Święty przychodzi do tych, którzy są wystarczająco słabi, by Go przyjąć[2]. Zapytajmy więc dalej, w czym przejawia się owa słabość? Wydaje się, że jest ona związana z otwartością.
      Adrienne von Speyr, XX-wieczna, szwajcarska mistyczka, twierdzi że umierający Jezus był na krzyżu cały dla Ojca i była to postawia spowiedzi, w której Jezus był słaby otwartością[3]. Był całkowicie otwarty na wolę Ojca. Miłość Ojca ogarnęła umierającego Syna i miłosne posłuszeństwo Syna wzniosło się ku Ojcu i tak objawił się „zapach” Ducha świętego. Postawa Jezusa na krzyżu była najpiękniejszą spowiedzią w historii świata. Pełna słabości otwarcia i obecności Ducha[4].
      Od siedemnastu lat pełnię posługę spowiednika i muszę przyznać, iż powyższych prawd wpierw doświadczyłem, a dopiero później zrozumiałem je w sensie teologicznym. Zawsze, gdy ktoś swoją drogę wiary przeżywa autentycznie i odważnie dochodzi do momentu swojego krzyża i z całą otwartością, i prawdą o swojej słabości staje przed Bogiem w sakramencie Pokuty i Pojednania, wtedy dzieje się to, co stało się na krzyżu- woń Ducha Świętego rozlewa się obficie. Słabość otwartości, dzisiaj powiedzielibyśmy duchowa transparentność, staje się przestrzenią działania Ducha. Nie raz miałem okazję zobaczyć jak wielką radość i wolność daje Bóg tym, którzy są słabi otwartością. Dzisiaj wiem, że „poczułem wtedy woń” Ducha Świętego a osoby, które spowiadałem były w tym momencie wystarczająco słabe, by przyjąć Ducha.
     Sakrament Pokuty jest spotkaniem pobitego człowieka z Jezusem Chrystusem, który jak Dobry Samarytanin opatruje rany i namaszcza Duchem Świętym poranionego człowieka. Jako spowiednik czuję się pomocnikiem Samarytanina. Pomagam mu zanieść pobitego do Gospody, którą jest Kościół i tam szukam dla niego mocy i mądrości Bożej. Czasami, by woń Ducha rozlała się w Gospodzie-Kościoła, potrzeba tylko serdecznej obecności i mocy rozgrzeszenia; innym razem potrzeba mądrego słowa i długiej rozmowy, ale zawsze potrzeba otwartości w słabości. Co ważne, owa otwartość w słabości dotyczy zarówno spowiadającego się jak i spowiednika. Spowiednik jeśli chce rozlewać woń Ducha musi, podczas sprawowania sakramentu Pokuty, stawać przed Bogiem ze swoją pustką i słabością, przywołując Ducha Odnowiciela, tak by On mógł „zobaczyć wystarczającą słabość” i w niej zagościć.
 
 
Ks. Jacek Socha



[1] Por. J. Badeni, Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy, Kraków 2011, s. 39.
[2] Por. J. Corbon, Liturgia. Źródło Wody Życia, Poznań 2005.
[3] A. von Speyr, Spowiedź, Poznań 1996.
[4] Interesujące jest w tym kontekście stwierdzenie Jan Pawła II, iż uprzywilejowanym miejscem obawiania się Ducha Świętego jest Sakrament Pokuty i Pojednania (Por. Encyklika „Dominum et Vivificantem”)