Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 2 z 40)
Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Poruszył mnie obraz Karola i Samuela podających chleb osobom przychodzącym na Zupę Chylońską. Obydwaj są „absolwentami” Baranków. Ich rodzice wykonują wspaniałą pracę formacyjną. Pokazują im, co to znaczy, że Eucharystia trwa w życiu. Przedłużeniem Liturgii staje się dla nich m.in. służba i to ubogim. Jest jakimś fenomenem chylońskim to, że czasami gotujący przychodzą całymi rodzinami, dwupokoleniowo. Rodzice gotują i wydają zupę ze swymi dziećmi i tak rodzi się Chylońska Szkoła Życia Eucharystycznego na Zupie Chylońskiej
.




- Pielgrzymka Zupy Chylońskiej
- Kaplica adoracji w Gietrzwałdzie
- Pielgrzymka Zupy CHylońskiej
- Pilgrzymka Zupy Chylońskiej – obiad
Byłem dzisiaj na meczu Arki. Sama rywalizacja z Górnikiem Zabrze nie zasłużyła na to, by ją opisywać. Słaby, bezbramkowy remis. Natchnęło mnie podczas podróży ze stadionu do domu. Jechałem SMK-ą z grupą kibiców, głównie młodych, którzy śpiewali i krzyczeli o swojej potrzebie przynależności do „ukochanej Arki”. Pomyślałem, że ludzie bardzo potrzebują przynależności, że potrafią nawet dużo dla niej zrobić, ale ta związana z kibicowaniem jest „naskórkowa”. Ona jest jednostronna. Żaden z zawodników, czy też działaczy klubowych nie śpiewa o kibicach. Nie zajmuje się nimi, nie pyta o ich zdrowie. Nie chodzi na ich pogrzeby. Nikt nawet od nich tego nie wymaga. Jednostronność przynależności kibica powoduje, że kibicowanie jest odpowiedzią na potrzebę bawienia się i odpoczynku, ale nie wypełnia potrzeby przynależności i wspólnoty . Czytaj dalej…
Siedzę obok dwóch Geordies ( czyli mieszkańców rejonu Newcastle) i jeden z nich mówi: „od jakiegoś czasu nie przychodzę tutaj, by się zrelaksować”. Jest 80 minuta, Newcastle wygrywa z Brighton 2:1, a on mówi: „ te 10 minut będzie bolesne”. Ostatecznie wygrywamy 3:1. Harvey Barnes strzela w doliczonym czasie. Ulga.
Naprzeciwko mnie, na sąsiedniej trybunie, widzę młodego mężczyznę z upośledzeniem, chyba przyszedł ze swoim ojcem. On cieszy się całym sobą, nie ma w nim kalkulacji. Piękna radość, bez cienia. Też bym tak chciał.











