Pewna mała dziewczynka z naszej parafii tak się modli: W imię Ojca i Syna i …Św. Mikołaja. Amen 🙂
Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 2 z 39)
Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.
Jeden z astronautów niedawno przebywających w kosmosie stwierdził, że Ziemia wygląda jak statek kosmiczny i jak wyjątkowa oaza. Te określenia są poruszające zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie jak długi proces był potrzebny, by powstały warunki możliwe do życia. Naukowcy twierdzą, że historia świata rozpoczęła się około 13.8 miliarda lat temu. Dla uchwycenia perspektywy rozwoju możemy posłużyć się skalą dobową, przyjmując, że wielki wybuch lub wielkie wybuchy przypadają na minutę po północy, teraz zaś mamy koniec dnia – minutę przed następną północą. Na tej skali każda godzina to 600 milionów lat. Na owej skali dobowej planeta Ziemia zaczyna się kształtować o godzinie 16:17, życie zaś rozwija się od godziny 17:08. W tym porządku ludzkość pojawia się na Ziemi pod sam koniec, nie wcześniej niż o godzinie 23:59.
Niektórzy twierdzą, że życie pojawiło się przypadkowo, właśnie dlatego, że tak długo wszystko to trwało. Przypadek czy losowość zdaniem wielu to najlepsze wytłumaczenie pochodzenia życia, Ziemi i wszechświata. Interpretacji tej przyświeca myśl, że jeśli próbuje się wystarczająco długo, to w końcu wygra się los na loterii. Na pewno losowość odgrywa jakąś rolę w ewolucji wszechświata. Jednakże ze względu na ogromne skalę czasu, sama losowość nie wystarczyłaby do uczynienia Ziemi naszą oazą. Musiało być coś więcej, Ktoś kto dał początek w ogóle byciu. „Być albo nie być, oto jest pytanie”. Gdy Biblia mówi, że „Na początku Bóg stworzył…”, to właśnie chodzi o to, że dzięki Niemu w ogóle coś jest, i to że rzeczywistość jest, stało się podstawą tych początków o których mówią naukowcy. Naukowcy badają co się działo w poszczególnych godzinach istnienia świata, a teologia wraz Biblią mówią nam, że jest Ktoś dzięki komu jest ów „Zegar”.
(Powyższe myśli oparłem na lekturze , którą serdecznie polecam: Gerrard M. Verschuuren, Na początku. Stworzenie świata czy wielki wybuch, Poznań 2026)

W Wielkim Tygodniu zmarło małżeństwo: Teresa i Marek. Oboje chorowali nowotworowo.
Ona była społecznikiem, pracownikiem medycznym, człowiekiem wielkiej wiary i miłości. W naszej parafii prowadziła przez kilka lat jedną z grup wsparcia według jej autorskiego pomysłu. Pracowała w wielu miejscach w Gdyni, ale pod koniec życia „zakotwiczyła” w gdyńskim hospicjum. Miała niezwykły dar czułego towarzyszenia umierającym.
Tuż przed jej hospitalizacją, Marek został umieszczony w szpitalu, a potem w hospicjum. Jego stan był ciężki. Ona będąc sama chorą zadbała, aby mąż przyjął sakramenty i ofiarowała go Bogu. W ostatnim ich spotkaniu pobłogosławiła go znakiem krzyża, a on odpowiedział: „przepraszam i dziękuję”.
Jak wyznała przyjaciółka Teresy: „Bóg wezwał Tereskę do siebie, do krainy gdzie tyle bliskich jej osób zapewne na nią czekało. On też zabrał Marka, aby mu ulżyć w cierpieniu”.
Teresa, zanim zachorowała miała sen. Przyśnił się jej Jezus, który powiedział, że już za niedługo dostanie przepiękne mieszkanie. Opowiadała ze szczegółami jakie będzie duże i śliczne. Mówiła: „ja wierzę, że się to spełni, choć nie wiem jak? Ale Pan Jezus doskonale zna moja sytuację mieszkaniową”.
Dzisiaj w gdyńskim „Mikołaju” kościół był wypełniony rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Jak „Boży magnes” przyciągnęła nas „Święta Tereska z hotelowca”. Ona zapewne jest już w Domu Ojca i w swoim nowym pałacu, do którego Jezus wciągnął też Marka, bo nie mógł odmówić prośbie takiej żony. Alleluja !
Z doświadczenia, że świat, człowiek i Bóg mają więcej do zaoferowania aniżeli się spodziewałem.
Nie spodziewałem się, że zdjęcia, które robią astronauci podczas nowej wyprawy kosmicznej będą tak zapierać dech. Świat ma tak wiele do zaoferowania. Ale nie tylko świat, kosmos, przyroda…Człowiek ma i daje więcej niż się spodziewałem. Dzisiaj słuchałem historię pani Teresy, opowiedzianą przez jej przyjaciółkę. Jakie to podnoszące na duchu, gdy słuchasz o kimś, kto tak dobrze żył, z wielką wiarą, z miłością, która była cierpliwa, ofiarna, wierna …
A Bóg ? Ktoś mi niedawno podpowiedział wiersz autorstwa Charles’a Causley’a, angielskiego poety. Utwór „Rajska Skała” jest jego wdzięcznością rodzącą się z doświadczenia miłości rodziców, która przekracza śmierć, tak niepodziewanie.
Czekają na mnie gdzieś poza Rajską Skałą:
Mój ojciec, dwudziestopięcioletni, w tym samym garniturze
Z prawdziwej irlandzkiej wełny, jego terier Jack
Wciąż dwuletni, drżący u jego stóp.
Moja matka, dwudziestotrzyletnia, w sukience w kwiaty
Skręconej w talii, wstążka w jej słomkowym kapeluszu,
Rozłożyła sztywną białą serwetę na trawie.
Jej włosy, koloru pszenicy, łapią światło.
Wlewa herbatę z termosu, mleko prosto
Z butelki po sosie H.P z papierową zatyczką;
Powoli układa te same trzy talerze, niebieskie filiżanki.
Niebo bieleje, jakby oświetlone trzema słońcami.
Moja matka zasłania oczy i spogląda w moją stronę
Przez zawirowany strumień.
Mój ojciec toczy kamień po wodzie. Swobodnie.
Machają do mnie z drugiego brzegu.
Słyszę, jak wołają: „Zobacz, gdzie jest ścieżka przez strumień!
Przejście nie jest tak trudne, jak myślisz”.
Nie spodziewałem się, że tak będzie to wyglądać.
Zdjęcie NASA

Papież Leon XIV zapytany: kim jest Robert Prevost? Odpowiedział, że można go zrozumieć przez dwie ważne dla niego postaci : św. Augustyna i brata Wawrzyńca od Zmartwychwstania. Ten drugi stał się bliski obecnemu papieżowi poprzez niewielką książeczkę „O praktykowaniu Bożej obecności”. Jest w niej bardzo ciekawy list do kierownika duchowego, w którym autor pisze: „Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez ogólne miłosne spojrzenia na Boga…. „.

Dzieciaki z chylońskiej Szkoły Podstawowej nr 10 pokolorowały papierowe koszyczki. Wolontariusze przygotowali zawartość oraz świetny żurek i czekaliśmy…
Przyszło 105 osób, które w większości wiedziały, co jest ich chrzanem, co jest gorzkie i ostre, tzn. co jest schrzanione w ich życiu i że potrzebują Baranka, którego „krew ich oczyści”. Te dwa „składniki” koszyczka są chyba najbardziej wymowne.
Lubię stanąć z zupowiczami w kolejce i być razem ludźmi chrzanu i Baranka.
Ostatnio nie mam ochoty i sił na oglądanie filmów. Pozostała mi ostatnia deska ratunku, czyli „Wyspa”. Dochodzę do wniosku, że to najbardziej wielkanocny film. W nim nie ma skrótów, nie ma kiczu, jest paschalna droga głównego bohatera, ale i wszystkich innych postaci, no i moja droga. Może kogoś też już boli wszystko inne, że tylko „Wyspę” może oglądać? A może macie jakiś inny obraz?
https://www.youtube.com/watch?v=zEipPcfZHJA
Wyruszyliśmy jeszcze o zmroku. Mieliśmy przed sobą 31 km z Chyloni do Wejherowa. Szliśmy przede wszystkim lasami. Blisko 6 godzin dosyć forsownego marszu w całkowitej ciszy, w tym trzy całkiem strome, leśne podejścia. Było kilka postojów plus 14 krótkich przystanków na rozważania męki Jezusa, w tym roku autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza.
Wystartowaliśmy po Eucharystii, około 4:35, do kościoła św. Anny w Wejherowie doszliśmy około 12:30. Tylko jeden z nas nie doszedł. Po kilku godzinach zszedł z trasy w Łężycach, ale to właśnie on dał z siebie najwięcej. Ma zwężone drogi oddechowe. Gdy na podejściach szedłem obok tego bohaterskiego brata, myślałem że to zaawansowana astma. Oddychał z wielkim trudem.
Jak bardzo trzeba kochać i jak ważne niesie się sprawy, by mimo choroby iść? Jak bardzo trzeba być dojrzałym, by się wycofać i mimo to zwyciężyć ?
Dziękuję Ci L. za świadectwo o miłości i człowieczeństwie.

Potrzebuję i jak tlenu szukam świeżych słów o Bogu. Strasznie bolą oraz nudzą moje wypłowiałe i zastałe zdania z teologii. I znalazłem coś pachnącego, jak powiew wiosennego wiatru. John Shea o Emaus:
„…Protestowali, twierdząc, że mają prawo do rozpaczy, ale On powiedział:
<<Śmiech mojego Ojca wypełnia ciszę grobu>>.
Ponieważ nie rozumieli, zaoferowali mu jedzenie.
A przy łamaniu chleba
zrozumieli, kim był ów Oszust –
Podpalacz serca.”
– The Hour of the Unexpected (1977)

Z wyznania pewnego ponad osiemdziesięcioletniego księdza: „Gdybym miał jeszcze raz przeżyć kapłaństwo, byłbym dla ludzi łagodniejszy. Nie byłbym tak skąpy w okazywaniu miłosierdzia Bożego, w ofiarowywaniu sakramentów, w przebaczeniu. Widzisz, w seminarium wpajano mi: <<Prawda was wyzwoli>>. Wierzyłem więc, że moim obowiązkiem jest zawsze stawiać ludziom trudne wyzwania, wierząc, że to może być dobre. Obawiam się jednak, że byłem dla ludzi zbyt surowy. Mają dość cierpienia i beze mnie i Kościoła, którzy nakładamy na nich kolejne ciężary. Powinienem był bardziej zaryzykować Boże miłosierdzie!”.



