Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 37)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Tylko jeden nie doszedł


     Wyruszyliśmy jeszcze o zmroku. Mieliśmy przed sobą 31 km z Chyloni do Wejherowa. Szliśmy przede wszystkim lasami. Blisko 6 godzin dosyć forsownego marszu w całkowitej ciszy, w tym trzy całkiem strome, leśne podejścia. Było kilka postojów plus 14 krótkich przystanków na rozważania męki Jezusa, w tym roku autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza.
       Wystartowaliśmy po Eucharystii, około 4:35, do kościoła św. Anny w Wejherowie doszliśmy około 12:30. Tylko jeden z nas nie doszedł. Po kilku godzinach zszedł z trasy w Łężycach, ale to właśnie on dał z siebie najwięcej. Ma zwężone drogi oddechowe. Gdy na podejściach szedłem obok tego bohaterskiego brata, myślałem że to zaawansowana astma. Oddychał z wielkim trudem.
     Jak bardzo trzeba kochać i jak ważne niesie się sprawy, by mimo choroby iść?  Jak bardzo trzeba być dojrzałym, by się wycofać i mimo to zwyciężyć ? 
     Dziękuję Ci L. za świadectwo o miłości i człowieczeństwie.

Podpalacz


     Potrzebuję i jak tlenu szukam świeżych słów o Bogu. Strasznie bolą oraz nudzą moje wypłowiałe i zastałe zdania z teologii. I znalazłem coś pachnącego, jak powiew wiosennego wiatru. John Shea o Emaus:
„…Protestowali, twierdząc, że mają prawo do rozpaczy, ale On powiedział:
<<Śmiech mojego Ojca wypełnia ciszę grobu>>.
Ponieważ nie rozumieli, zaoferowali mu jedzenie.
A przy łamaniu chleba
zrozumieli, kim był ów Oszust –
Podpalacz serca.”
– The Hour of the Unexpected (1977)

Co bym zmienił , gdybym mógł przeżyć swoje życie od nowa?


Z wyznania pewnego ponad osiemdziesięcioletniego księdza: „Gdybym miał jeszcze raz przeżyć kapłaństwo, byłbym dla ludzi łagodniejszy. Nie byłbym tak skąpy w okazywaniu miłosierdzia Bożego, w ofiarowywaniu sakramentów, w przebaczeniu. Widzisz, w seminarium wpajano mi: <<Prawda was wyzwoli>>. Wierzyłem więc, że moim obowiązkiem jest zawsze stawiać ludziom trudne wyzwania, wierząc, że to może być dobre. Obawiam się jednak, że byłem dla ludzi zbyt surowy. Mają dość cierpienia i beze mnie i Kościoła, którzy nakładamy na nich kolejne ciężary. Powinienem był bardziej zaryzykować Boże miłosierdzie!”.

Nazwać to, co się dzieje: to nie jest gra komputerowa

 
    Okazuje się niezwykle ważnym , gdy ktoś umie nazwać to, co się dzieje. Tak jest w dobrej psychoterapii i tak jest w dobrej teologii. Dlatego cenię sobie własną psychoterapię z doświadczeniem bycia nazwanym i dlatego lubię papieża Leona i Ronalda Rolheisera z ich umiejętnościami nazywania spraw z perspektywy teologicznej. Obydwaj, odnosząc się do tego, co dzieje się teraz w świecie, twierdzą, że wielu z nas patrzy na współczesne wojny jak na grę komputerową. Rolheiser, w ostatnim swoim felietonie, pisał: Nawet tytuł tej wojny trąci grą wideo: Epic Fury! Ale to nie jest gra wideo. Umierają prawdziwi ludzie. Setki nie żyją, a miliony żyją z rozbitymi sercami lub rozpaczą.
Zdjęcie za America Magazin

Z Baranków do Postcresimy


     Dzisiaj mieliśmy pierwsze spotkanie całego nowego rocznika młodzieży, głównie z 7 klas, w ramach Postcresimy. Jest ich  40 i opiekuje się nimi 5 małżeństw. Okazuje się, że kilkoro z tych młodych jest naszymi „mikołajowymi” absolwentami projektu Baranki. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze w Polsce jest podobnie, iż młodzi przechodzą drogę zarówno alternatywnego przygotowania do Pierwszej Spowiedzi i Komunii (Baranki) oraz nowego przygotowania do Bierzmowania (Postcresima)?

Obserwowanie ptaków


     Obserwowanie ptaków to dobry obraz tego czym jest modlitwa. Jest w niej miejsce na oczekiwanie, na bycie zaskoczonym, ale też i na trud z powodu tego, że już od dłuższej chwili nic się nie dzieje.
    Co czyni wartościowymi obserwację ptaków i modlitwę? Rowan Williams, autor powyższego porównania, pisze tak: „rzadkie okazje, kiedy widzisz to, co T.S. Eliot nazwał „skrzydłem zimorodka”, migającym „od światła do światła” sprawiają, że wszystko ma sens. Myślę, że życie w atmosferze oczekiwania – życie w świadomości, z wystarczająco otwartymi oczami oraz umysłem zrelaksowanym i uważnym, by dostrzec kiedy to się dzieje – jest podstawą uczniostwa”.

Nie musisz przegrać, abym ja mógł wygrać

 
    Jedną z prób, której Jezus został poddany była pokusa, by „aniołowie nosili go na rękach”. Jezus nie chciał takiego zwycięstwa, które „wbije innych w fotel”. Zwycięstwa samotnego, tylko dla mnie.
A jak dzisiaj może brzmieć taka pokusa: inni muszą przegrać, bym ja mógł zwyciężyć; Jeśli mam żyć, to inni muszą zginąć; Żebym czuł się bezpiecznie, ty musisz się bać.
   W jaki sposób opierać się takiej pokusie? Poprzez wspólne dążenie do prawdy. Ks. Józef Tischner nazwał to solidarnością. Dlatego zafascynowała mnie scena z maratonu londyńskiego, gdy ktoś silniejszy, choć też zmęczony, pomaga słabszemu. Obydwaj zwyciężają.
    Obyśmy podczas Wigilii Paschalnej poczuli, że Pan uczynił nas w Wielkim Poście zwycięzcami wraz z innymi.

Do kogo należą nasze dni?

 
   
     Obejrzałem świetny, choć niebezpieczny film Paolo Sorrentino „La Grazia”. Opowiada o prezydencie Włoch, który staje przed dylematem podpisania „ustawy o eutanazji”. Narracja filmowa stawia głównego bohatera przed dylematem: „Jeśli nie podpiszę ustawy, to jestem katem. Jeśli ją podpiszę, to jestem mordercą”. To jednak nie jest pełny obraz. Do niego chciałbym bowiem dodać poruszający artykuł „Kanada się zabija” w najnowszym czasopiśmie „Znak” autorstwa Elainy Plott Calabro. Reportaż z cyklu literatura faktu ukazujący, co się dzieje w praktyce , gdy legalizuje się eutanazję. Autorka zuważa: „Podczas gdy Kanada zmaga się z nieustannie zmieniającymi się roszczeniami dotyczącymi prawa do śmierci, popyt na eutanazję zaczął przewyższać możliwości lekarzy”. Co 20 zgon w Kanadzie jest wynikiem eutanazji. Mogą o nią poprosić również ci, którzy nie mają diagnozy choroby śmiertelnej. Artykuł amerykańskiej dziennikarki pokazuje, że film Sorrentino jest właśnie niebezpieczny, bo podprowadza do logiki, która mówi, że eutanazja jest dobrą i …jedyną odpowiedzią na problem cierpienia i samotności. Nie jest jedyną odpowiedzią. Mamy inne.
    Słuchałem również cennej rozmowy Tomasza Stawiszyńskiego i dra Michała Jędrzejka, którzy przyznają, że tekst „Kanada się zabija” zmienił ich podejście do legalizacji eutanazji.
    W filmie „La Grazia” pojawia się pytanie: do kogo należą nasze dni? Warto z odpowiedzią na to pytanie poczekać i nie dawać go pośpiesznie, np. bezpośrednio po filmie. Myślę, że „Kanada się zabija” to tekst obowiązkowy w dyskusji. Warto też posłuchać rozmowy wspomnianych dwóch panów

Moja pierwsza Gdynia

 
    Miałem 11 lat. Mieszkałem w Oliwie. Moi rodzice wynajmowali pokój trzem robotnikom. Jeden z nich, Edek, pracował w Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni. Gdy wybuchły strajki sierpniowe w 1980 pojechaliśmy go odwiedzić.
    To jest moje pierwsze wspomnienie z Gdyni: brama stoczni i strajkujący robotnicy, sierpień, lato. Solidarność !
    A potem były kolejne spotkania z tym pięknym miastem, aż do dzisiaj 🙂
Plurimos Annos Gdynio!
 
Fot. Ośrodek Karta
 

Przebacz mi, Nataszo

 
      W latach osiemdziesiątych, gdy byłem licealistą, otrzymałem książkę, wydaną w drugim obiegu i zatytułowaną: „Przebacz mi, Nataszo” (wydawnictwo Biblioteka Obserwatora Wojennego). Jest to świadectwo Siegieja Kurdakowa, który zmarł na początku lat siedemdziesiątych XX wieku w tajemniczych okolicznościach w Kanadzie.
     Główny bohater był działaczem komunistycznym, który podczas studiów, zaangażował się w prześladowanie chrześcijan. Na zlecenie milicji organizował grupę mężczyzn, która „wpadała” do domów, w których modlono się lub gromadzono, by czytać Pismo Świete. Siergiej był brutalny, czasami działania jego grupy kończyły się zgonem pobitych osób. Uczestniczył w ponad 150 takich akcjach. Jego nawrócenie i decyzja , żeby uciec ze Związku Radzieckiego była związana z dwoma znakami:
    Pierwszy to świadectwo młodej chrześcijanki, Nataszy, którą dwukrotnie pobił, raz bardzo mocno. Gdy spotkał ją po raz trzeci doświadczył czegoś niezwykłego – nie był w stanie jej uderzyć. Czuł, że ktoś zatrzymał jego rękę, w której dzierżył pałkę. On sam nie potrafił tego poźniej wyjaśnić.
    Drugi znak wydarzył się podczas palenia literatury religijnej skonfiskowanej chrześcijanom. Sergiej zaczął czytać fragmenty tekstów i trafił wśród nich na 11 rozdział Ewangelii Łukasza. Ów tekst, jak poźniej zaświadczał, tak go poruszył, iż nie mógł się od niego uwolnić.
      Zatrudniając się na statku, udało mu się uciec do Kanady, gdzie spisał swoją krótką , bo dwudziestokilkuletnią historię.
   Cieszę się, że na nowo odkryłem tę książkę na swojej półce. Pamietam, że będąc nastolatkiem czytałem, z wypiekami na twarzy, podziemnie wydawane książki i czasopisma. Wiele z nich, to bardzo cenna literatura. Ludzie, którzy je wtedy wydawali, podejmowali się ryzykownej działaności. Mam wobec nich wielką wdzięczność.
 
 
 
« Starsze posty