

Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14
Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.



Byłem dzisiaj na meczu Arki. Sama rywalizacja z Górnikiem Zabrze nie zasłużyła na to, by ją opisywać. Słaby, bezbramkowy remis. Natchnęło mnie podczas podróży ze stadionu do domu. Jechałem SMK-ą z grupą kibiców, głównie młodych, którzy śpiewali i krzyczeli o swojej potrzebie przynależności do „ukochanej Arki”. Pomyślałem, że ludzie bardzo potrzebują przynależności, że potrafią nawet dużo dla niej zrobić, ale ta związana z kibicowaniem jest „naskórkowa”. Ona jest jednostronna. Żaden z zawodników, czy też działaczy klubowych nie śpiewa o kibicach. Nie zajmuje się nimi, nie pyta o ich zdrowie. Nie chodzi na ich pogrzeby. Nikt nawet od nich tego nie wymaga. Jednostronność przynależności kibica powoduje, że kibicowanie jest odpowiedzią na potrzebę bawienia się i odpoczynku, ale nie wypełnia potrzeby przynależności i wspólnoty . Czytaj dalej…
Siedzę obok dwóch Geordies ( czyli mieszkańców rejonu Newcastle) i jeden z nich mówi: „od jakiegoś czasu nie przychodzę tutaj, by się zrelaksować”. Jest 80 minuta, Newcastle wygrywa z Brighton 2:1, a on mówi: „ te 10 minut będzie bolesne”. Ostatecznie wygrywamy 3:1. Harvey Barnes strzela w doliczonym czasie. Ulga.
Naprzeciwko mnie, na sąsiedniej trybunie, widzę młodego mężczyznę z upośledzeniem, chyba przyszedł ze swoim ojcem. On cieszy się całym sobą, nie ma w nim kalkulacji. Piękna radość, bez cienia. Też bym tak chciał.


W katedrze oliwskiej był zawsze odkąd sięgam pamięcią – ks. Leon Kossak-Główczewski. Pierwsza spowiedź u niego w tzw. „szafie”, czyli w zamykanym konfesjonale w ambicie katedralnym, Pierwsza Komunia Święta z jego rąk, przyjęcie do grona ministrantów przez niego. Niektórzy mówili, że idą do niego do spowiedzi, gdyż słabiej słyszał, ale to nie był mój powód. Chodziłem do tego właśnie spowiednika ze względu na jego łagodność i dobroć. Gdy byłem seminarzystą, on miał grubo po osiemdziesiątce (urodził się w 1902 r. ). Często służyłem mu do Mszy, którą odprawiał o 8:30, a potem zabierał mnie na śniadanie. Czasami jeździliśmy na spacer do Sopotu i na zakupy. Był na mojej prymicji, miał wtedy 92 lata. Na obiedzie „poprymicyjnym” zaśpiewał mi „sto lat”. Była to nieznana, staropolska melodia, czym wszystkich wzruszył. Zmarł mając 96 lat.
Nosił w sobie bolesną tajemnicę. Był w obozie Dachau. Nigdy mi o tym nie opowiadał. Dzisiaj, 29 kwietnia jest dzień pamięci o umęczonych i uwięzionych duchownych podczas II Wojny Światowej, dzień wspomnienia wyzwolenia obozu Dachau przez żołnierzy amerykańskich . Przez to miejsce kaźni przeszło m.in. 2794 duchownych, w tym 1773 księży z Polski.
Przeglądając pamiątki z historii parafii św. Mikołaja w Gdyni Chyloni, ze zdziwieniem zobaczyłem ks. Leona na jednym ze zdjęć. To był pogrzeb ks. Wojciecha Zielińskiego, również „dachaowca”, byłego proboszcza chylońskiego.

© 2026 Parafia rzymskokatolicka pw. św. Mikołaja
Theme by Anders Noren — W górę ↑