Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14

Kategoria: Po drodze – blog ks. J. Sochy (Strona 1 z 38)

Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Skąd się bierze wdzięczność?


     Z doświadczenia, że świat, człowiek i Bóg mają więcej do zaoferowania aniżeli się spodziewałem.
     Nie spodziewałem się, że zdjęcia, które robią astronauci podczas nowej wyprawy kosmicznej będą tak zapierać dech. Świat ma tak wiele do zaoferowania. Ale nie tylko świat, kosmos, przyroda…Człowiek ma i daje więcej niż się spodziewałem. Dzisiaj słuchałem historię pani Teresy, opowiedzianą przez jej przyjaciółkę. Jakie to podnoszące na duchu, gdy słuchasz o kimś, kto tak dobrze żył, z wielką wiarą, z miłością, która była cierpliwa, ofiarna, wierna …
    A Bóg ? Ktoś mi niedawno podpowiedział wiersz autorstwa Charles’a Causley’a, angielskiego poety. Utwór „Rajska Skała” jest jego wdzięcznością, która narodziła się doświadczenia miłości rodziców, która przekracza śmierć, niepodziewanej.


Czekają na mnie gdzieś poza Rajską Skałą:
Mój ojciec, dwudziestopięcioletni, w tym samym garniturze
Z prawdziwej irlandzkiej wełny, jego terier Jack
Wciąż dwuletni, drżący u jego stóp.
Moja matka, dwudziestotrzyletnia, w sukience w kwiaty
Skręconej w talii, wstążka w jej słomkowym kapeluszu,
Rozłożyła sztywną białą serwetę na trawie.
Jej włosy, koloru pszenicy, łapią światło.
Wlewa herbatę z termosu, mleko prosto
Z butelki po sosie H.P z papierową zatyczką;
Powoli układa te same trzy talerze, niebieskie filiżanki.
Niebo bieleje, jakby oświetlone trzema słońcami.
Moja matka zasłania oczy i spogląda w moją stronę
Przez zawirowany strumień.
Mój ojciec toczy kamień po wodzie. Swobodnie.
Machają do mnie z drugiego brzegu.
Słyszę, jak wołają: „Zobacz, gdzie jest ścieżka przez strumień!
Przejście nie jest tak trudne, jak myślisz”.
Nie spodziewałem się, że tak będzie to wyglądać.


Zdjęcie NASA

Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy…


      Papież Leon XIV zapytany: kim jest Robert Prevost? Odpowiedział, że można go zrozumieć przez dwie ważne dla niego postaci : św. Augustyna i brata Wawrzyńca od Zmartwychwstania. Ten drugi stał się bliski obecnemu papieżowi poprzez niewielką książeczkę „O praktykowaniu Bożej obecności”. Jest w niej bardzo ciekawy list do kierownika duchowego, w którym autor pisze: „Porzuciłem wszystkie moje praktyki pobożnościowe i modlitwy, które nie są obowiązkowe, i zajmuję się jedynie tym, aby zawsze trwać w tej świętej obecności, w której utrzymuję się przez prostą uwagę i przez ogólne miłosne spojrzenia na Boga…. „.

 

Ludzie chrzanu i Baranka, czyli „Święconka” 2026 r.


    Dzieciaki z chylońskiej Szkoły Podstawowej nr 10 pokolorowały papierowe koszyczki. Wolontariusze przygotowali zawartość oraz świetny żurek i czekaliśmy…
     Przyszło 105 osób, które w większości wiedziały, co jest ich chrzanem, co jest gorzkie i ostre, tzn. co jest schrzanione w ich życiu i że potrzebują Baranka, którego „krew ich oczyści”. Te dwa „składniki” koszyczka są chyba najbardziej wymowne.
   Lubię stanąć z zupowiczami w kolejce i być razem ludźmi chrzanu i Baranka.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Kiedy już na nic innego nie mogę patrzeć


  Ostatnio nie mam ochoty i sił na oglądanie filmów. Pozostała mi ostatnia deska ratunku, czyli „Wyspa”. Dochodzę do wniosku, że to najbardziej wielkanocny film. W nim nie ma skrótów, nie ma kiczu, jest paschalna droga głównego bohatera, ale i wszystkich innych postaci, no i moja droga. Może kogoś też już boli wszystko inne, że tylko „Wyspę” może oglądać? A może macie jakiś inny obraz?

https://www.youtube.com/watch?v=zEipPcfZHJA

 

 

Tylko jeden nie doszedł


     Wyruszyliśmy jeszcze o zmroku. Mieliśmy przed sobą 31 km z Chyloni do Wejherowa. Szliśmy przede wszystkim lasami. Blisko 6 godzin dosyć forsownego marszu w całkowitej ciszy, w tym trzy całkiem strome, leśne podejścia. Było kilka postojów plus 14 krótkich przystanków na rozważania męki Jezusa, w tym roku autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza.
       Wystartowaliśmy po Eucharystii, około 4:35, do kościoła św. Anny w Wejherowie doszliśmy około 12:30. Tylko jeden z nas nie doszedł. Po kilku godzinach zszedł z trasy w Łężycach, ale to właśnie on dał z siebie najwięcej. Ma zwężone drogi oddechowe. Gdy na podejściach szedłem obok tego bohaterskiego brata, myślałem że to zaawansowana astma. Oddychał z wielkim trudem.
     Jak bardzo trzeba kochać i jak ważne niesie się sprawy, by mimo choroby iść?  Jak bardzo trzeba być dojrzałym, by się wycofać i mimo to zwyciężyć ? 
     Dziękuję Ci L. za świadectwo o miłości i człowieczeństwie.

Podpalacz


     Potrzebuję i jak tlenu szukam świeżych słów o Bogu. Strasznie bolą oraz nudzą moje wypłowiałe i zastałe zdania z teologii. I znalazłem coś pachnącego, jak powiew wiosennego wiatru. John Shea o Emaus:
„…Protestowali, twierdząc, że mają prawo do rozpaczy, ale On powiedział:
<<Śmiech mojego Ojca wypełnia ciszę grobu>>.
Ponieważ nie rozumieli, zaoferowali mu jedzenie.
A przy łamaniu chleba
zrozumieli, kim był ów Oszust –
Podpalacz serca.”
– The Hour of the Unexpected (1977)

Co bym zmienił , gdybym mógł przeżyć swoje życie od nowa?


Z wyznania pewnego ponad osiemdziesięcioletniego księdza: „Gdybym miał jeszcze raz przeżyć kapłaństwo, byłbym dla ludzi łagodniejszy. Nie byłbym tak skąpy w okazywaniu miłosierdzia Bożego, w ofiarowywaniu sakramentów, w przebaczeniu. Widzisz, w seminarium wpajano mi: <<Prawda was wyzwoli>>. Wierzyłem więc, że moim obowiązkiem jest zawsze stawiać ludziom trudne wyzwania, wierząc, że to może być dobre. Obawiam się jednak, że byłem dla ludzi zbyt surowy. Mają dość cierpienia i beze mnie i Kościoła, którzy nakładamy na nich kolejne ciężary. Powinienem był bardziej zaryzykować Boże miłosierdzie!”.

Nazwać to, co się dzieje: to nie jest gra komputerowa

 
    Okazuje się niezwykle ważnym , gdy ktoś umie nazwać to, co się dzieje. Tak jest w dobrej psychoterapii i tak jest w dobrej teologii. Dlatego cenię sobie własną psychoterapię z doświadczeniem bycia nazwanym i dlatego lubię papieża Leona i Ronalda Rolheisera z ich umiejętnościami nazywania spraw z perspektywy teologicznej. Obydwaj, odnosząc się do tego, co dzieje się teraz w świecie, twierdzą, że wielu z nas patrzy na współczesne wojny jak na grę komputerową. Rolheiser, w ostatnim swoim felietonie, pisał: Nawet tytuł tej wojny trąci grą wideo: Epic Fury! Ale to nie jest gra wideo. Umierają prawdziwi ludzie. Setki nie żyją, a miliony żyją z rozbitymi sercami lub rozpaczą.
Zdjęcie za America Magazin

Z Baranków do Postcresimy


     Dzisiaj mieliśmy pierwsze spotkanie całego nowego rocznika młodzieży, głównie z 7 klas, w ramach Postcresimy. Jest ich  40 i opiekuje się nimi 5 małżeństw. Okazuje się, że kilkoro z tych młodych jest naszymi „mikołajowymi” absolwentami projektu Baranki. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze w Polsce jest podobnie, iż młodzi przechodzą drogę zarówno alternatywnego przygotowania do Pierwszej Spowiedzi i Komunii (Baranki) oraz nowego przygotowania do Bierzmowania (Postcresima)?

Obserwowanie ptaków


     Obserwowanie ptaków to dobry obraz tego czym jest modlitwa. Jest w niej miejsce na oczekiwanie, na bycie zaskoczonym, ale też i na trud z powodu tego, że już od dłuższej chwili nic się nie dzieje.
    Co czyni wartościowymi obserwację ptaków i modlitwę? Rowan Williams, autor powyższego porównania, pisze tak: „rzadkie okazje, kiedy widzisz to, co T.S. Eliot nazwał „skrzydłem zimorodka”, migającym „od światła do światła” sprawiają, że wszystko ma sens. Myślę, że życie w atmosferze oczekiwania – życie w świadomości, z wystarczająco otwartymi oczami oraz umysłem zrelaksowanym i uważnym, by dostrzec kiedy to się dzieje – jest podstawą uczniostwa”.

« Starsze posty