

Gdynia Chylonia ul. św. Mikołaja 1, tel. 58 663 44 14
Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.

Jakiś czas temu spotkałem na Kolędzie kobietę, której mąż zmarł z powodu samobójstwa. Kiedy ktoś „w kolędowej” rozmowie ma odwagę powiedzieć tak trudną prawdę, to chętnie zatrzymuję się, by dłużej porozmawiać. Wpierw, by posłuchać, a gdy jest przestrzeń to również, by podzielić się jakąś myślą. Mam dużą wdzięczność względem Ronalda Rolheisera, iż nauczył mnie dobrej nowiny dla rodzin, które przeżywają żałobę po śmierci samobójczej bliskiej osoby. Jedna z myśli Rolheisera ”brzmi” w ten sposób: zbyt długo błędnie się tym martwiliśmy, obawiając się, że samobójstwo jest poważnym ludzkim i moralnym upadkiem, aktem rozpaczy, czy buntem przeciwko Bogu i to niewybaczalnym. Jednak w większości przypadków jest to choroba, której nie wybraliśmy z własnej woli. Podobnie jak rak, zawał serca czy wypadek, pozbawia kogoś życia wbrew jego świadomemu wyborowi. Z tego powodu należy zaprzestać używania zwrotu „popełnił samobójstwo”. Nikt nie „popełnia” raka ani zawału serca. Człowiek „ulega” mu. Tak było w przypadku wszystkich samobójców, których historię słyszałem, tak też było w historii, którą opowiedziano mi na tegorocznej Kolędzie.






© 2026 Parafia rzymskokatolicka pw. św. Mikołaja
Theme by Anders Noren — W górę ↑