Dzisiaj niedziela św. Rodziny. Miałem okazję pojechać z jedną z rodzin z Darlington na mecz piłki nożnej do Newcastle. Zobaczyłem na własne oczy niesamowicie piękny przykład przełożenia Ewangelii na codzienność, który dali mi moi nowi znajomi. Na mecz pojechali: starsze małżeństwo, ich syn i wnuk. Siedemdziesięciosiedmioletnia pani na wózku inwalidzkim, bardzo schorowana, słabo mówiąca, otoczona opieka swego męża, syna i wnuka kibicowała swojemu klubowi. Spędziłem z rodziną Lindsay kilka godzin, rozmawiając na różne tematy. Rodzinne święto było przedłużeniem Komunii eucharystycznej. „Sroki” przegrały z Arsenalem, ale rodzina zwyciężyła.
Autor: Ks. Jacek Socha (Strona 33 z 35)
Przeczytałem w „The Tablet” artykuł Joanny Moorhed: „I had to be forgiving” („Musiałam przebaczyć”). Jest to opis poruszającej historii sprzed roku. Otóż w wigilię Bożego Narodzenia został zamordowany Alan Greaves organista z anglikańskiej parafii w Sheffield. Po wspólnej kolacji z rodzina wyszedł z domu na nabożeństwo, które miało się odbyć o północy. Zaraz po wyjściu z domu został zaatakowany przez dwóch napastników. Zmarł dwa dni później w szpitalu. Był sześćdziesięciolatkiem, ojcem czwórki dorosłych dzieci, dziadkiem dwójki wnuków. Jego żona, Maureen po śmierci męża dokonała aktu przebaczenia, stwierdziła: „Przebaczenie zabójcom nigdy nie oznaczało empatii w stosunku do nich w związku z tym, co uczynili. Przebaczenie nie oznacza rezygnacji ze sprawiedliwości, jednakże chcę widzieć ich jako stworzonych na obraz Boga. Zawsze o nich myślę, jako o ludziach kochanych przez Boga. Nie czuję pozytywnych uczuć w stosunku do nich, ale próbuje pamiętać, że Bóg ich kocha. Przebaczenie im stało się dużym uzdrowieniem dla mnie. Pozwoliło mi spać w nocy i używać energii życiowej do pomocy moim dzieciom w poradzeniu sobie z tym co się wydarzyło. Uchroniło mnie przed niszczycielską złością i nienawiścią”.
Coś z wydarzeń: Byłem dzisiaj w Durham. To jedno z moich ulubionych miejsc na Ziemi. Lubię chodzić po uliczkach tego miasteczka i zawsze zachodzę do katedry. Okazuje się, że przed ołtarzem katedralnym, w okresie świątecznym, można zobaczyć ciekawy żłóbek bożonarodzeniowy. Autorem jego był górnik, pracujący w jednej z niegdyś istniejących tutaj kopalni. Nad swoim dziełem pracował dwa lata i działo się to w latach siedemdziesiątych XX w. Żłóbek posiada wiele elementów lokalnych, np. osiołek jest wyraźnie zwierzęciem, które pracowało w kopalni, a św. Józef jest ubrany w strój górnika.
Św. Jan od Krzyża podzielił się w swoich pismach ciekawą intuicją duchową dotyczącą tajemnicy Wcielenia. Otóż postrzegał on świat jako mieszkanie dla oblubienicy, którą są stworzenia zdolne do miłości, czyli aniołowie i ludzie. Narodziny Jezusa w Betlejem byłyby więc przyjściem Oblubieńca do swojej Oblubienicy, do jej domu.
Coś z wydarzeń: Słucham zapisu dźwiękowego ze spotkania biskupa G. Rysia ze studentami zatytułowanego „Obalanie mitów”. Po raz kolejny cieszę się z mądrości biskupa. Trudne tematy podejmuje z odwagą. Widać, że jego wiedza historyczna osadzona jest na głęboko ewangelicznej wizji Kościoła. Oto wybrane zagadnienia: mit papieżycy Joanny, inkwizycja, wyprawy krzyżowe, kanoniczność Biblii.
Spotkałem się dzisiaj z długoletnim kolegą, z ks. Jeffem (proboszczem w północnej Anglii). Opowiadał z pasją o swojej działaniach na rzecz ubogich w Indiach. Odwiedził ten rejon świata już sześciokrotnie wioząc pomoc z Anglii. Najciekawsza jednak była jego opowieść o dwudziestoletnim chłopaku, który dzisiaj studiuje farmację. Osiem lat temu był jeszcze niepiśmiennym pasterzem, sierotą. Jeff mówi o nim jako o swoim synu. Piękny wymiar ojcostwa kapłańskiego.
Na jednym z lotnisk angielskich jest umieszczona interesująca mapa, która wskazuje aktualne nasłonecznienie kuli ziemskiej. Można więc zobaczyć, gdzie w danym momencie panuje ciemność, a gdzie świeci słońce. Kiedy zobaczyłem to urządzenie, pomyślałem że jednym z zadań Kościoła jest bycie taką mapą duchową, co więcej Kościół ma być tym, który niesie światło, rozświetla te przestrzenie życia ludzkiego, w których jest ciemno.
Na jednym z lotnisk angielskich jest umieszczona interesująca mapa, która wskazuje aktualne nasłonecznienie kuli ziemskiej. Można więc zobaczyć, gdzie w danym momencie panuje ciemność, a gdzie świeci słońce. Kiedy zobaczyłem to urządzenie, pomyślałem że jednym z zadań Kościoła jest bycie taką mapą duchową, co więcej Kościół ma być tym, który niesie światło, rozświetla te przestrzenie życia ludzkiego, w których jest ciemno.
Gdynia, 201 3-12-12
„Parafia to: sakramenty, charyzmaty i miłość bliźniego”
Moi Drodzy,
Po raz kolejny przeżyjemy spotkanie duszpasterskie zwane Kolędą. W naszej parafii ta praktyka ma swoją długoletnią tradycję, wszak już za kilkanaście miesięcy, 26 marca 2015 r., będziemy obchodzili stulecie istnienia chylońskiej parafii. Zbliżający się jubileusz będzie więc okazją do rozmowy na temat tego, jak chcemy się do niego przygotować? Co możemy zrobić, by być bardziej chrześcijańską wspólnotą, by zrealizować zamysł Pana Jezusa, który miał i ma względem ludzi, których zgromadził w takich wspólnotach jak nasza parafia?
Papież Franciszek pisząc o życiu chrześcijańskim twierdzi, iż ma ono swe źródło w doświadczeniu jedności w rzeczach świętych. Czym są owe rzeczy święte, które stanowiąc największe bogactwo ludzi ochrzczonych realnie ich łączą? Ojciec święty wymienia trzy z nich: sakramenty, charyzmaty i miłość bliźniego.
Sakramenty – znamy ich siedem: Chrzest, Eucharystia, Bierzmowanie, Spowiedź Św., Namaszczenie Chorych, Kapłaństwo i Małżeństwo. Papież, streszczając prawdę o tym czym są, twierdzi: Sakramenty to nie pozory, nie są to rytuały, lecz siła Chrystusa; to Jezus Chrystus obecny w sakramentach.
Charyzmaty to dary duchowe, które Bóg daje tak jak chce i komu chce, ale po to, by wspólnota chrześcijańska była coraz to dojrzalsza. I tak np. istnieje charyzmat nauczania. Ktoś może tak mówić o Bogu, iż inni, pod wpływem tego nauczania, będą rozpaleni w miłości do Boga. Innymi charyzmatami są np. : śpiewanie, granie, pisanie, modlenie, pomoc drugiemu człowiekowi, praca zawodowa i wreszcie sposób życia. Jeśli te działania budzą w innych miłość do Boga, to są charyzmatami. Papież Franciszek zauważa, iż charyzmaty — słowo dość trudne — są prezentami, które nam daje Duch Święty, zdolnościami, możliwościami… Prezenty te są dawane nie po to, by je chować, lecz by się nimi dzielić z innymi.
Trzecią rzeczywistością łączącą chrześcijan jest miłość bliźniego. Ojciec św. mówił podczas jednej z katechez środowych: Poganie, obserwując pierwszych chrześcijan, mówili: jak oni się kochają, jak oni się miłują! Nie nienawidzą się, nie obmawiają się. To jest miłość, którą Duch Święty napełnia nasze serca.
Najlepszym sposobem przygotowania się do jubileuszu stulecia naszej parafii będzie ponowne odkrycie przez każdą i każdego z nas, tych trzech filarów życia parafii: sakramentów, charyzmatów i miłości bliźniego. Módlmy się także podczas Kolędy, o to byśmy stawali się parafią coraz bardziej dojrzałą i ewangeliczną.
Wspólne zamieszkanie na terenie Chyloni nie wystarczy, by przeżyć prawdę bycia parafianami. Nie wystarczy nam nawet fakt, iż mamy długą, piękną historię. Jeśli chcemy doświadczyć sensu bycia z drugą osobą w czymś, co nazywamy parafią, trzeba nam wpierw pogłębienia poczucia wspólnego przeżywania Liturgii sakramentów. Jak to zrobić? Można wykorzystać proste rzeczy. Na pewno chodzi wpierw o to, żeby zauważyć, iż w kościele nie modlę się sam, że są inni. Uśmiechnięcie się do drugiej osoby, serdeczne przekazanie znaku pokoju, służba wobec innych poprzez przyniesienie darów ofiarnych, zaangażowanie we wspólny śpiew, dobre przeczytanie Słowa Bożego, zaśpiewanie psalmu, zatroszczenie się, by zamknąć, czy też otworzyć drzwi do kościoła, zachowanie ciszy, wszystko to i pewnie wiele innych spraw, mogą służyć budowaniu wspólnego przeżywania sakramentów św. Myślę, że ważne jest, by każdy miał świadomość, iż jego (jej) postawa podczas naszych parafialnych zgromadzeń ma wpływ na to, jak inni przeżywają Liturgię.
Charyzmaty-dary duchowe, może otrzymać każdy po to, by inni byli ubogaceni. Jeśli chcemy, być żywą parafią potrzebujemy charyzmatycznych, czyli wyjątkowych: rodziców, dzieci, księży, katechetów, wychowawców, ministrantów, muzyków, seniorów i młodych… Musimy prosić Ducha Świętego, by każda kobieta i każdy mężczyzna mieli głęboką świadomość swojej wyjątkowości. Nikt nie jest tu na ziemi byle kim, każdy jest kimś niezwykłym i wyjątkowym dzięki Bożemu obdarowaniu. Czasami tylko jeszcze tego nie odkryliśmy. Jako parafianie mamy pomóc sobie nawzajem odkryć tę wyjątkowość.
Miłość mi wszystko wyjaśniła, tak niegdyś napisał bł. Jan Paweł II. Miłość, która ma na imię Jezus, ale i miłość do bliźniego, mogą nam wszystko wyjaśnić i obronić nas przed rywalizacją, zazdrością i nienawiścią. Być parafianką i parafianinem to, wraz z innymi, podjąć dzieło miłości bliźniego. Jesteśmy wezwani, by wyjść „na zewnątrz” swojego dotychczasowego życia. Mamy tyle okazji w naszej parafii, by kochać, by zanieść innym radość. Modlitwa za innych, wzajemna życzliwość, przebaczenie, pomoc sąsiedzka, służba względem tych, którzy czują się wykluczeni, zaangażowanie się we wspólnoty i grupy duszpasterskie, współdziałanie między grupami i wspólnotami, to wszystko i wiele innych aktów dobroci czyni nas parafią. Nie uczyni tego nikt działając w pojedynkę, nie wystarczy być dobrym w samotności, chodzi o to, by czynić miłość we wspólnocie z innymi.
Podsumowując, chciałbym podkreślić, iż żyjąc w parafii mamy szansę doświadczyć wspólnoty w rzeczach świętych. Tylko od Ciebie i ode mnie zależy, czy tak się stanie.
Na zakończenie tego listu, chciałbym serdecznie prosić o podtrzymanie pięknej, zeszłorocznej praktyki odczytywania, przez jednego z domowników, dobrowolnego fragmentu biblijnego na rozpoczęcie modlitwy podczas Kolędy. Niech i w tym roku w naszych domach brzmi Słowo Boże, które wszystko może nam rozjaśnić, także to jak przygotować się na jubileusz naszej parafii, jak być jedno sprawując sakramenty, żyjąc charyzmatami i kochając bliźniego.
Ks. Jacek Socha
Gdynia, 2013-11-16
Drodzy Parafianie
Kończy się Rok Wiary i niektórzy publicyści katoliccy analizując to, co się w nim wydarzyło, powtarzają za polskimi kibicami: „ Polacy nic się nie stało”. Jestem przekonany, że nie zawsze i nie wszędzie to smutne stwierdzenie jest prawdziwe. W życiu wielu ludzi wiara w minionym roku duszpasterskim była wydarzeniem. Ponieważ jednak chrześcijaństwo „jest zawsze przed nami” i jest ciągle wyzwaniem dlatego, by pogłębiać wiarę w naszej parafii, chciałbym zaproponować ankietę, która stanie się pomocną dla duszpasterzy, Rady Duszpasterskiej i wszystkich wiernych. Wypełnioną ankietę będzie można wrzucić do pudełka ustawionego przy chrzcielnicy przez najbliższe 2 tygodnie (do 2 grudnia 2013 r. ) lub przesłać poprzez e-mail na adres: kancelaria@swmikolaj.org.
Proszę przyjąć tę propozycję i prośbę w duchu wolności, ale i odpowiedzialności za dobro wspólnoty parafialnej.
ks. Jacek Socha
1. Jakie wrażenie robią na Tobie ludzie będący na Mszy świętej?
– uważnych i skupionych,
– rozkojarzonych i znudzonych,
– uczestniczących aktywnie i w sposób odpowiedzialny,
– zajętych bardziej własnymi modlitwami niż Mszą świętą.
2. Z jakich głównie pobudek, według Ciebie, ludzie przychodzą na niedzielną Mszę świętą?
– bo uważają to za obowiązek do spełnienia,
– bo należy to do zwyczaju,
– żeby wzrastać w wierze,
– żeby zaskarbić sobie łaskawość Boga,
– żeby wysłuchać Słowa Bożego i przyjąć Komunię świętą,
– z innych pobudek…………………………………………
3. Jak czujesz się, wchodząc do kościoła na Mszę świętą?
– swobodnie, jak w swoim domu,
– obco, jak w czymś domu.
4. Jak jest czytane podczas Mszy świętej słowo Boże?
– dobrze, w sposób wyraźny i zrozumiały,
– źle, w sposób niewyraźny i niezrozumiały.
5. Czy homilie, których słuchasz w naszej parafii pobudzają i inspirują?
– tak,
– nie.
6. Jeśli słyszałeś wprowadzenia do czytań, to jak je odebrałeś (-łaś)?
– jako zbyteczne powtórzenia,
– jako interesujące dla lepszego zrozumienia całej Mszy świętej,
– nigdy nie słyszałem.
7. Jeśli chodzi o pieśni śpiewane podczas Mszy świętej: jak były wykonywane?
– dobrze,
– źle.
8. Czy pieśni były odpowiednio dobrane do liturgii?
– tak,
– nie.
9. Podczas Mszy świętej świeccy mogą czytać Czytania i teksty katechez, służyć przy ołtarzu, prowadzić śpiew, ożywiać w inny sposób liturgię. Jeśli nie spełniałeś żadnej z tych czynności, to z jakiego powodu?
– bo nie czujesz się przygotowany do tego,
– bo nie umiesz się zgłosić,
– bo są inni, którzy tym się zajmują,
– bo nie lubisz występować publicznie,
– bo sądzisz, że powinni to robić księża,
– bo przeszkadzałoby Ci to.
– ……………………………………………………………………………………………..
10. Jak oceniasz współudział świeckich w celebrowaniu Mszy świętej?
– jako słusznie uwydatniony i doceniony,
– jako pominięty i niemający znaczenia.
11. Czy jest Ci wszystko jedno, gdzie uczestniczysz w niedzielnej Mszy świętej
— w swojej Parafii czy w innym kościele?
– tak, jest mi wszystko jedno,
– nie, preferuję udział w swojej parafii.
12. Czy interesują Ciebie katechezy, które są odczytywane przed Mszą św. w niedzielę?
– tak,
– nie,
– ………………………………………………………………………………….
13. Czy zachowanie dłuższej chwili ciszy po homilii i po Komunii Św. pomaga Ci w lepszym przeżywaniu Eucharystii?
– tak,
– nie,
……………………………………………………………………………………
14. Na którą Mszę św. zazwyczaj przychodzisz w niedzielę? Godz…………………..
W sierpniu tego roku wybrałem się na festiwal młodzieży do Hautecombe we Francji, gdzie zgromadziło się około tysiąca młodych z całej Europy, w tym sto osób z Polski. To właśnie tam ktoś powiedział, że na tym festiwalu jest dobry, Boży „zasięg”. W zasadzie można doprecyzować, iż to co się tam stało, spowodowało, iż młodzi stali się gotowi odbierać na „falach wiary”.
Co trzeba zrobić, by otworzyć współczesnego człowieka na Bożą obecność? Otóż Wspólnota Chemin Neuf, organizator festiwalu, ma niezwykły dar ukazywania macierzyńskiego wymiaru Kościoła i myślę, że dzisiaj bardzo tego potrzebujemy w każdej przestrzeni kościelnego życia, i że brak tego, jest jedną z największych bolączek Kościoła. Ów wymiar daje chrześcijaninowi możliwość spotkania wspólnoty, która daje życie, jest serdeczna, czuła, uważna na każdą osobę, bliska i starająca się zrozumieć.
W jaki sposób macierzyński wymiar Kościoła był widoczny w opactwie Hautecombe?
Myślę, że przede wszystkim w tym, iż organizatorzy wpierw słuchali Jezusa, a potem intensywnie słuchali młodych. Codziennie, przez siedem dni festiwalu, byli księża, osoby konsekrowane, małżonkowie związani ze wspólnotą, którzy, ubrani w białe alby, siadali na krzesłach i czekali na rozmówców… a młodzi z tego korzystali. Dobrym też pomysłem było dzielenie się swoimi przemyśleniami na określone tematy w małych grupkach, w których spożywaliśmy posiłki.
Po drugie, to co otwierało młodzież na bogactwo Kościoła, to poważne ich potraktowanie i zainwestowanie w nich. Wielkie opactwo pocysterskie, które od dwudziestu lat, zamieszkałe jest przez członków wspólnoty Chemin Neuf, stało otworem przez kilka dni dla młodych. Kościół, oratoria, krużganki, sale wykładowe, łąki wokół budynków, wszystkie te miejsca tętniły życiem. Nikt się nie bał, że młodzi coś zniszczą, a oni poczuli się jak u siebie w domu, czyli bezpiecznie i odpowiedzialnie. Warto zaznaczyć, że opłata za pobyt na festiwalu nie była zbyt wysoka i zapewne zorganizowanie takiego festiwalu okazało się przedsięwzięciem deficytowym, do którego wspólnota musi dołożyć, ale ta właśnie hojność uwiarygadnia działanie Kościoła w oczach młodych ludzi. W tym miejscu przypomina mi się wypowiedź biskupa Grzegorza Rysia, który wspominał, iż w młodości wszystkie jego wyjazdy oazowe finansowali znajomi księża z własnej kieszeni i pytał: czy tak się jeszcze dzisiaj dzieje w polskim Kościele, że młodzież może liczyć na ofiarność duszpasterzy? Jeśli wspólnota chrześcijańska nie jest hojna, nie da życia i nie będzie wiarygodna.
Po trzecie, przygotowano piękną liturgię, która mogła pociągnąć „w głąb”, angażowała bardzo wielu i mówiła do całego człowieka przez wyraźne znaki i przez piękną muzykę. Niezwykłym przeżyciem było nabożeństwo Drogi Krzyżowej, które miało cztery stacje: cierpienie, podziały, nienawiść i ubóstwo. Każde rozważanie było połączone ze świadectwem i dynamiką. Wspomnę tylko o świadectwie jąkającego się brata ze wspólnoty Chemin Neuf, który mówił z trudem o ubóstwie swojej mowy. Uboga forma jego wypowiedzi niosła niezwykłą moc słowa.
Po czwarte, młodzi mogli kształtować swoją obecność w kościelnym wydarzeniu poprzez wybór np. rodzaju warsztatów prowadzonych przez wielu prelegentów i sposobu wypoczynku, który był oparty na szerokim dostępie do różnych dyscyplin sportowych. Wrażliwość na danie możliwości wyboru spośród wielu opcji niosła za sobą wyzwania organizacyjne, ale myślę, że młodzi ucieszyli się bardzo z faktu, iż mogli współtworzyć swój dzień, tak więc z jednej strony były punkty wspólne dla wszystkich (np. Eucharystia), ale w wielu innych sprawach była możliwość wyboru. Macierzyński wymiar Kościoła, to ten, który daje poczucie uczestnictwa i współtworzenia.
Na koniec warto wspomnieć o otwartości i zwyczajności. Festiwal miał charakter ekumeniczny. Oprócz młodych katolików miałem okazję spotkać sporą grupę anglikanów ze swoim duszpasterzem z Liverpool. Byli także chrześcijanie prawosławni z Rosji i inni. Pomimo różnic doświadczyliśmy jedności w Jezusie Chrystusie. Michaela Borrmann, członkini wspólnoty Chemin Neuf, Niemka i luteranka, prowadząc warsztaty na temat ekumenizmu powiedziała, że w tej właśnie wspólnocie odkryła, iż poważnie traktuje się różnice między chrześcijanami, ale też i poważnie traktuje się Jezusowe wezwanie do budowania jedności.
Cechą macierzyńskiego wymiaru Kościoła zgromadzonego w Hautecombe była zwyczajność i prostota relacji. Miałem wrażenie, że Wspólnota Chemin Neuf daleka jest od kościelnego sztywniactwa i umie zaproponować młodym zdrowe i naturalne relacje wewnątrzkościelne, co prowadzi do odkrycia rodzinnego wymiaru Kościoła.
To, co stało się dla mnie bardzo wyraźne w czasie wyjazdu z młodymi do Hautecombe, to prawda, iż Kościół staje się miejscem, gdzie „Boży zasięg” jest dobry wtedy, gdy troszczy się o swój macierzyński charakter.
Ks. Jacek Socha
Gdynia, 2012.12.06
Moi Drodzy
zwyczaj chodzenia po kolędzie ma długą tradycję i znany jest od bardzo dawna.W Encyklopedji Kościelnej wydanej przez x. Michała Nowodworskiego w Warszawie w 1877 roku czytamy tak o celu kolędy:
Gorliwość kapłańska domaga się po plebanie, aby nie poprzestawał na upominaniu i nauczaniu w kościele, lecz i dalej w parafji rozciągał czujność i pracę swoją. Po domach więc szuka pleban tych, co do kościoła iść nie chcą, lub iść nie mogą, boć i ci potrzebują poprawy, nauki, zachęty i błogosławieństwa Kościoła. Widząc zaś grzesznik zaniedbany, iż do niego samego i po niego w poselstwie od Chrystusa przychodzi kapłan, a słowy pełnemi miłości i łagodności przemawia, wzrusza się prędzej i nawraca.
Najważniejszym zajęciem plebana na kolędzie jest zadawanie pytań i udzielanie napomnień. Ponieważ naucza w kościele, na kolędzie zatém stara się poznać, czy nauki zostały pojęte i spamiętane. Pytania jego pierwsze są ogólne, np. o stosunkach z sąsiadami, o pracy, o gospodarstwie, czy im się dobrze powodzi i wtedy pobudza do wdzięczności ku P. Bogu, a jeśli źle, uczy, jak to obrócić na zbawienie duszy i jak poprawić. Następnie przechodzi do szczegółów nauki religijnej: pyta więc o cały pacierz i inne główniejsze formuły katechizmowe, zważając, czy te są dobrze i dokładnie mówione. Bada, czy mówią modlitwy poranne, czy ofiarowują wszystkie swoje sprawy Panu Bogu, czy odprawiają modlitwy wieczorne z rachunkiem sumienia, czy przed i po jedzeniu się przeżegnają, tak samo przed wyjściem z domu, przed i po pracy, czy w domu nie panują jakie zabobony, przekleństwa, wyzwiska itp…
Jak widać, przed ponad stu laty, cel odwiedzin księdza był dość konkretny, jasno określony. Dzisiaj istnieje obawa, żeby zwyczaj ten nie stał się pustym znakiem, żeby nie był pozbawiony głębszej treści i dlatego chciałbym w tym roku, który jest Rokiem Wiary, by czas wizyty kolędowej był związany z powrotem do źródła naszej wiary, czyli do Pisma Św. Każdą rodzinę proszę więc o przygotowanie krótkiego fragmentu z Pisma Św. i odczytanie go, przez któregoś z domowników, na początku spotkania z księdzem, tuż po znaku krzyża. Proszę jedynie , by nie był to opis narodzenia Pana Jezusa lecz inny tekst np. ulubiony przez kogoś z domowników fragment biblijny. Nie musi to być tekst długi, wystarczą dwa, trzy zdania.
Ks. Jacek Socha
/proboszcz/
O nieskuteczności kapłańskiej i Duchu proroczym
Słyszałem niedawno opowieść jednego z polskich biskupów, który prowadził rekolekcje kapłańskie podczas których wielu księży przychodziło do niego i dzieliło się bolesnym doświadczeniem „jedynie spełniania kapłaństwa”. Mówili o swoim cierpieniu, które polega na tym, iż widzą nieskuteczność swojej posługi. To, co się dzieje, to jedynie wypełnianie zadań. Katechizacja, sprawowanie sakramentów, głoszenie homilii, a nawet modlitwa stały się jedynie rytuałem, który nie owocuje. Dzieci i młodzież nie zmieniają się pod wpływem lekcji religii, parafianie są tacy sami. Wszystko wydaje się jakby było w głębokiej stagnacji.
Myślę, że to doświadczenie może dotyczyć wielu księży, sióstr zakonnych i katechetów. Taka sytuacja wywołuje ból i frustrację lub staje się przyczyną różnorakich ucieczek. Wydaje mi się, że formalizm, chowanie się za bezpieczny styl życia, budowanie własnego świata duchownych, którzy mają swoje rytuały, stopnie hierarchiczne i przyziemne cele, skutkuje funkcjonowaniem poza światem ewangelicznego zmagania. Można też w łatwy sposób stwierdzić, iż w Kościele nie chodzi o skuteczność, że przecież bł. Karol de Foucauld nie odniósł żadnego duszpasterskiego sukcesu, a jego marzenia zaczęły wypełniać się dopiero po śmierci. Boję się jednak, że takie tłumaczenie jest zbyt łatwe i nie stanie się odpowiedzią na współczesne problemy duszpasterskie.
O skuteczności działania w posłudze mówi biblijna historia Elizeusza, ucznia Eliasza. Elizeusz towarzysząc swojemu mistrzowi, „prorokowi jak ogień”, był świadkiem cudów dokonywanych przez Eliasza, który tuż przed śmiercią, zapytał swego ucznia: „Żądaj, co mam ci uczynić, zanim będę wzięty od ciebie”. Elizeusz poprosił, by mógł przejąć funkcję, którą dotąd spełniał Eliasz. Prośbę wyraził w typowo wschodni sposób: „Niechby – proszę – dwie części twego ducha przeszły na mnie” (2 Krl 2,9). Eliasz odparł, że to nie zależy od niego: „Jeśli mnie ujrzysz, jak będę wzięty od ciebie, spełni się twoje życzenie”. W trakcie ich rozmowy nagle pojawił się wóz ognisty z ognistymi rumakami i porwał Eliasza do nieba. Płaszcz Eliasza, który spadł z jego ramion, Elizeusz podniósł z ziemi. Właśnie w ten sposób została mu przekazana misja prorocza Eliasza, głosiciela Słowa Bożego i reprezentanta Boga wobec Izraela. Tak też zrozumieli to inni uczniowie Eliasza. Oświadczyli: „Duch Eliasza spoczął na Elizeuszu”. Wyszli naprzeciw niego, oddali mu pokłon do ziemi.
Czego dzisiaj można się nauczyć od Elizeusza? Po pierwsze tego, iż był wpatrzony w proroka. Potrzeba więc dzisiaj poszukiwania ludzi owładniętych Duchem Bożym i wpatrzenia w proroków, których Bóg daje swojemu Kościołowi. Po drugie, musimy błagać Boga o Ducha prorockiego. Elizeusz prosił i , jak czytamy w Drugiej Księdze Królewskiej, schylił się ku ziemi, by podnieść płaszcz Eliasza. Nie ma więc innej możliwości przyjęcia Ducha Bożego, jak jedynie przez głęboką pokorę. Potrzeba wręcz dotknięcia ziemi, może nawet upadku, czołgania się po ziemi życia, by doświadczyć Ducha prorockiego. Może w braku pokory tkwi współczesny problem nieskuteczności posługi w Kościele? Poczuliśmy się spokojni, bezpieczni w strukturach, które stworzyliśmy i nagle zaczyna niektórych z nas dotykać cierpienie nieskuteczności i frustracji. Zewnętrzne zmiany nic nie dają. Plany duszpasterskie, dobrze opracowane strategie katechetyczne oraz nowoczesne pomoce dydaktyczne nie przynoszą pożądanych skutków. Zaczynamy się męczyć i Kościół staje się wspólnotą pełną dobrych, ale i zmęczonych ludzi.
I jeszcze na jedną rzecz z historii Elizeusza warto zwrócić uwagę. Otóż nawet od Eliasza nie zależało przekazanie Ducha proroctwa. On sam nie był dawcą, tylko Bóg jest źródłem duchowej odnowy. Bycie prorokiem jest darmowym darem Boga. Jeśli więc chcemy, by coraz więcej ludzi w Kościele zostało owładniętych Duchem proroczym, by nasza posługa była skuteczna, to potrzebna nam jest teocentryczności, czyli czynienie na nowo Boga ośrodkiem codziennego życia Kościoła. Wydaje się to oczywiste, co więcej może się wydawać, iż Bóg był i jest w centrum. Jednakże gdyby tak było, to nie byłoby tyle frustracji i wspomnianej nieskuteczności.
Być owładniętym Duchem proroczym, to patrzeć do przodu i wierzyć w rzeczy niewidzialne. Ludzie Kościoła to ci, którzy widzą to co niewidzialne, a patrząc do przodu widzą dalej i głębiej.