Byłem dzisiaj na meczu Arki. Sama rywalizacja z Górnikiem Zabrze nie zasłużyła na to, by ją opisywać. Słaby, bezbramkowy remis. Natchnęło mnie podczas podróży ze stadionu do domu. Jechałem SMK-ą z grupą kibiców, głównie młodych, którzy śpiewali i krzyczeli o swojej potrzebie przynależności do „ukochanej Arki”. Pomyślałem, że ludzie bardzo potrzebują przynależności, że potrafią nawet dużo dla niej zrobić, ale ta związana z kibicowaniem jest „naskórkowa”. Ona jest jednostronna. Żaden z zawodników, czy też działaczy klubowych nie śpiewa o kibicach. Nie zajmuje się nimi, nie pyta o ich zdrowie. Nie chodzi na ich pogrzeby. Nikt nawet od nich tego nie wymaga. Jednostronność przynależności kibica powoduje, że kibicowanie jest odpowiedzią na potrzebę bawienia się i odpoczynku, ale nie wypełnia potrzeby przynależności i wspólnoty .
Miałem też w dniu dzisiejszym innego rodzaju doświadczenie. Był to pogrzeb śp. Jaromira, 50 letniego mężczyzny. Jeśli można powiedzieć, że pogrzeb jest piękny, to ten właśnie taki był. Mimo smutku, było też dużo autentycznego świętowania prawdziwej przynależności i wspólnotowości, które przybrały w życiu Jaromira tak głęboką formę, że nawet śmierć ich nie zniszczyła. Przynależność do rodziny, przynależność do wspólnoty wiary, przynależność do Boga. Wszystkie te przynależności w życiu i śmierci Jaromira były i są dwustronne i bardzo prawdziwe.
Najmocniej zapadła mi w pamięć i serce historia związana z ostatnią Eucharystią, w której uczestniczył Jaromir. Był już w szpitalu, w śpiączce. Było to kilka godzin przed śmiercią. Jego małżonka powiedziała księdzu: sprawujmy Mszę Świętą, by Jaromir mógł ją usłyszeć. Nie mógł przyjąć Komunii Świętej. Nie mógł się przeżegnać, ale Bóg do którego przez swoje życie przynależał, powiedział do niego: jestem tutaj.
Cieszę się, że miałem szczęście choć trochę poznać Jaromira i że mogłem uczestniczyć w jego pogrzebie. To było piękne wydarzenie, pełne przynależności i wspólnoty.
A co do meczu, to uratowało go to, że nie byłem tam sam. Mogłem go przeżyć z bratem i dwoma parafianami. Dzięki za to, że byliśmy razem.

