Wyruszyliśmy jeszcze o zmroku. Mieliśmy przed sobą 31 km z Chyloni do Wejherowa. Szliśmy przede wszystkim lasami. Blisko 6 godzin dosyć forsownego marszu w całkowitej ciszy, w tym trzy całkiem strome, leśne podejścia. Było kilka postojów plus 14 krótkich przystanków na rozważania męki Jezusa, w tym roku autorstwa ks. Piotra Pawlukiewicza.
       Wystartowaliśmy po Eucharystii, około 4:35, do kościoła św. Anny w Wejherowie doszliśmy około 12:30. Tylko jeden z nas nie doszedł. Po kilku godzinach zszedł z trasy w Łężycach, ale to właśnie on dał z siebie najwięcej. Ma zwężone drogi oddechowe. Gdy na podejściach szedłem obok tego bohaterskiego brata, myślałem że to zaawansowana astma. Oddychał z wielkim trudem.
     Jak bardzo trzeba kochać i jak ważne niesie się sprawy, by mimo choroby iść?  Jak bardzo trzeba być dojrzałym, by się wycofać i mimo to zwyciężyć ? 
     Dziękuję Ci L. za świadectwo o miłości i człowieczeństwie.