W latach osiemdziesiątych, gdy byłem licealistą, otrzymałem książkę, wydaną w drugim obiegu i zatytułowaną: „Przebacz mi, Nataszo” (wydawnictwo Biblioteka Obserwatora Wojennego). Jest to świadectwo Siegieja Kurdakowa, który zmarł na początku lat siedemdziesiątych XX wieku w tajemniczych okolicznościach w Kanadzie.
Główny bohater był działaczem komunistycznym, który podczas studiów, zaangażował się w prześladowanie chrześcijan. Na zlecenie milicji organizował grupę mężczyzn, która „wpadała” do domów, w których modlono się lub gromadzono, by czytać Pismo Świete. Siergiej był brutalny, czasami działania jego grupy kończyły się zgonem pobitych osób. Uczestniczył w ponad 150 takich akcjach. Jego nawrócenie i decyzja , żeby uciec ze Związku Radzieckiego była związana z dwoma znakami:
Pierwszy to świadectwo młodej chrześcijanki, Nataszy, którą dwukrotnie pobił, raz bardzo mocno. Gdy spotkał ją po raz trzeci doświadczył czegoś niezwykłego – nie był w stanie jej uderzyć. Czuł, że ktoś zatrzymał jego rękę, w której dzierżył pałkę. On sam nie potrafił tego poźniej wyjaśnić.
Drugi znak wydarzył się podczas palenia literatury religijnej skonfiskowanej chrześcijanom. Sergiej zaczął czytać fragmenty tekstów i trafił wśród nich na 11 rozdział Ewangelii Łukasza. Ów tekst, jak poźniej zaświadczał, tak go poruszył, iż nie mógł się od niego uwolnić.
Zatrudniając się na statku, udało mu się uciec do Kanady, gdzie spisał swoją krótką , bo dwudziestokilkuletnią historię.
Cieszę się, że na nowo odkryłem tę książkę na swojej półce. Pamietam, że będąc nastolatkiem czytałem, z wypiekami na twarzy, podziemnie wydawane książki i czasopisma. Wiele z nich, to bardzo cenna literatura. Ludzie, którzy je wtedy wydawali, podejmowali się ryzykownej działaności. Mam wobec nich wielką wdzięczność.


