W Wielkim Tygodniu zmarło małżeństwo: Teresa i Marek. Oboje chorowali nowotworowo.
Ona była społecznikiem, pracownikiem medycznym, człowiekiem wielkiej wiary i miłości. W naszej parafii prowadziła przez kilka lat jedną z grup wsparcia według jej autorskiego pomysłu. Pracowała w wielu miejscach w Gdyni, ale pod koniec życia „zakotwiczyła” w gdyńskim hospicjum. Miała niezwykły dar czułego towarzyszenia umierającym.
Tuż przed jej hospitalizacją, Marek został umieszczony w szpitalu, a potem w hospicjum. Jego stan był ciężki. Ona będąc sama chorą zadbała, aby mąż przyjął sakramenty i ofiarowała go Bogu. W ostatnim ich spotkaniu pobłogosławiła go znakiem krzyża, a on odpowiedział: „przepraszam i dziękuję”.
Jak wyznała przyjaciółka Teresy: „Bóg wezwał Tereskę do siebie, do krainy gdzie tyle bliskich jej osób zapewne na nią czekało. On też zabrał Marka, aby mu ulżyć w cierpieniu”.
Teresa, zanim zachorowała miała sen. Przyśnił się jej Jezus, który powiedział, że już za niedługo dostanie przepiękne mieszkanie. Opowiadała ze szczegółami jakie będzie duże i śliczne. Mówiła: „ja wierzę, że się to spełni, choć nie wiem jak? Ale Pan Jezus doskonale zna moja sytuację mieszkaniową”.
Dzisiaj w gdyńskim „Mikołaju” kościół był wypełniony rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Jak „Boży magnes” przyciągnęła nas „Święta Tereska z hotelowca”. Ona zapewne jest już Domu Ojca, do którego Jezus wciągnął też Marka, bo nie mógł odmówić prośbie takiej żony. Alleluja !