Podczas dzisiejszej kawy na Zupie Chylońskiej, po śpiewie kolęd, zaczęliśmy spontaniczną modlitwę dziesiątką różańca. Kilka osób spośród naszych „zupowiczów” odważyło się poprowadzić tę modlitwę. Niektórzy mylili się, trochę nawet krępowali, ale było to tak prawdziwe, pokorne, pełne emocji, a jednocześnie swobodne, że poczułem, chyba pierwszy raz w życiu, że modlitwa różańcowa może nieść człowieka poprzez swój wspólnotowy wymiar.Dzisiaj moje siostry i bracia z Zupy tchnęli we mnie jak w żagiel, a raczej przez nich tchnął Duch.
   Od początku naszych spotkań wiedziałem, że więcej w nich otrzymuję aniżeli daję. Dzisiaj,  bardzo to odczułem. Wiem też, z kim będę lubił odmawiać dziesiątkę różańca 🙂