Obejrzałem świetny, choć niebezpieczny film Paolo Sorrentino „La Grazia”. Opowiada o prezydencie Włoch, który staje przed dylematem podpisania „ustawy o eutanazji”. Narracja filmowa stawia głównego bohatera przed dylematem: „Jeśli nie podpiszę ustawy, to jestem katem. Jeśli ją podpiszę, to jestem mordercą”. To jednak nie jest pełny obraz. Do niego chciałbym bowiem dodać poruszający artykuł „Kanada się zabija” w najnowszym czasopiśmie „Znak” autorstwa Elainy Plott Calabro. Reportaż z cyklu literatura faktu ukazujący, co się dzieje w praktyce , gdy legalizuje się eutanazję. Autorka zuważa: „Podczas gdy Kanada zmaga się z nieustannie zmieniającymi się roszczeniami dotyczącymi prawa do śmierci, popyt na eutanazję zaczął przewyższać możliwości lekarzy”. Co 20 zgon w Kanadzie jest wynikiem eutanazji. Mogą o nią poprosić również ci, którzy nie mają diagnozy choroby śmiertelnej. Artykuł amerykańskiej dziennikarki pokazuje, że film Sorrentino jest właśnie niebezpieczny, bo podprowadza do logiki, która mówi, że eutanazja jest dobrą i …jedyną odpowiedzią na problem cierpienia i samotności. Nie jest jedyną odpowiedzią. Mamy inne.
    Słuchałem również cennej rozmowy Tomasza Stawiszyńskiego i dra Michała Jędrzejka, którzy przyznają, że tekst „Kanada się zabija” zmienił ich podejście do legalizacji eutanazji.
    W filmie „La Grazia” pojawia się pytanie: do kogo należą nasze dni? Warto z odpowiedzią na to pytanie poczekać i nie dawać go pośpiesznie, np. bezpośrednio po filmie. Myślę, że „Kanada się zabija” to tekst obowiązkowy w dyskusji. Warto też posłuchać rozmowy wspomnianych dwóch panów