Po drodze - blog ks. J. Sochy

    Chciałbym zapamiętać to, co dzieje się „po drodze” w moim życiu, a przez zapisywanie i dzielenie się ową pamięcią z innymi, pragnę stać się świadkiem Tego, który jest ze mną na drodze życia. Owego „po drodze” nie rozumiem jako określenia wskazującego na przygodność, czy też przypadkowość, ale raczej rozumiem je jako przestrzeń, czy też scenę dla wydarzeń.



W świecie aniołów i zwierząt. Refleksja z okazji wspomnienia liturgicznego Anioła Stróża PDF Drukuj Email
wtorek, 02 październik 2018 13:58

Hollywood, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, nakręciło film "Miasto aniołów". Głównym bohaterem filmu był anioł o imieniu Set, który miał za zadanie towarzyszenie niedawno zmarłym w przechodzeniu do życia pozagrobowego. Podczas jednej z takich misji Set zakochał się w młodej lekarce.  Jako anioł, nigdy nie doświadczył dotyku ani smaku, a teraz głęboko zakochany pragnął fizycznie dotknąć i kochać swoją sympatię. Stanął przed dylematem: jako anioł z wolną wolą ma możliwość porzucenia swojego statusu anielskiego, by stać się człowiekiem, ale  będzie to kosztem wyrzeczenia się nieśmiertelności. Może też pozostać aniołem i zrezygnować ze zmysłowej miłości.  To trudny wybór: nieśmiertelność bez zmysłowych doświadczeń, czy też bycie człowiekiem ze wszystkimi przygodnościami jakie przynosi ziemski status: starzeniem się, chorobą i ostateczną śmiercią. On wybrał to drugie - rezygnacje ze swojego statusu nieśmiertelnego anioła.  Film jest zrobiony w taki sposób, że ogromna większość widzów jest wciągnięta  w dokonany wybór. Obezwładniająca rzeczywistość zmysłów sprawia, że ​​wszystko inne wydaje się nierzeczywiste, eteryczne. To, czego doświadczamy poprzez nasze zmysły, to co widzimy, słyszymy, smakujemy, dotykamy i wąchamy jest tym, co jest dla nas prawdziwe. Dzisiaj posiadamy własną wersję słynnego stwierdzenia Kartezjusza. Dla nas pewnikiem jest deklaracja: czuję, więc jestem!

Więcej…
 
Kler PDF Drukuj Email
czwartek, 20 wrzesień 2018 13:04

     Kiedy w minioną środę przyjechałem do Łodzi, to  na jednej z głównych ulic zauważylem wielki plakat reklamujący film W. Smarzowskiego "Kler". Nie pojechałem tam jednak, by pójść do kina, ale dlatego by spotkać się z księżmi, z klerem i muszę wyznać, że bardzo tego potrzebowałem. Abp Grzegorz Ryś zaprosił do Łodzi filipińskiego kardynała Tagle i to on poprowadził trzy wieczorne spotkania. Trzy piękne wieczory. W dwóch pierwszych uczestniczyłem dzięki internetowi.

    W poniedziałek kardynał mówił o powrocie do widzenia drugiego jako daru, a nie jako problemu. Wspomniał, że tak łatwo patrzeć na człowieka tylko poprzez jego użyteczność, wartość rynkową. Patrzenie w prespektywie osoby, daje możliwość budowania rzeczywistości podobnej do domu, a nie do giełdy rynkowej. We wtorek księża i biskupi spowadali się przeżywając nabożeństwo pokutne i doświadczając powrotu do domu, do siebie. Podstawą do nawracania się była przypowieść o miłosiernym Ojcu i powrocie syna, którego grzech uczynił problemem dla niego samego i innych. Syn jednak nie był problemem dla ojca, był darem. To niesamowite widzieć jak kilkuset księży plus kilku biskupów spowada się, przyznaje się do swojej grzeszności i wyraża w ten sposób pragnienie nawracania się. 

      Trzeciego dnia kardynał Tagle mówił o życiu księdza jako o Officium Amoris, czyli o służbie-postawie miłości. Bardzo mnie dotknęło jego proste i głębokie przepowiadanie, wsparte świadectwem. Kardynał opowiedział m.in. o tym, iż podczas swoich studiów doktoranckich w Stanach Zjednoczonych, postanowił zaangażować się jako wolontariusz w hospicjum prowadzonym przez Misjonarki Miłości od Matki Teresy z Kalkuty. Pewnego dnia dane mu było towarzyszć umierającemu człowiekowi i wydawało mu się, że wszystko robi właściwie. Umył swojego podopiecznego, zmienił mu pościel, zapalił świecę, postawił kwiaty na stoliku i ... zaczął czytać Biblię oraz komentować ją owemu umierającemu. Na to do pokoju wszedł inny, śmiertelnie chory na HIV,  człowiek i powiedział do umierającego: "Ryszard kochamy Ciebie. Ryszard za chwilę będziesz widział Jezusa. Powiedz Jezusowi, że Go kochamy".  Kardynał, gdy opowiedział to zdarzenie miał łzy w oczach i pytał: "dlaczego ja nie umiałem wtedy tak powiedzieć? To nie ja, ale ten chory na HIV człowiek był głosicielem Słowa Miłości". Po tej konferencji-świadectwie była zbiórka pieniężna na samochód dla hospicjum domowego w Łodzi, czyli konkretna odpowiedź księży na słuchane Słowo. Ważnym znakiem było to, że zbiórkę rozpoczęto do biskupów.

    Bardzo podobało mi się również to,  co robił podczas rekolekcji ks. abp G. Ryś. Otóż każdego wieczoru zapraszał księży do swego domu na kolację i tworzył przestrzeń do spotkania. Miałem okazję uczestniczyć w środowej agapie, którą cechowała radosna atmosfera i możliwość porozmawiania z braćmi kapłanami.  Każdy ksiądz otrzymał też od arcybiskupa Rysia ciekawą książkę, napisaną przez Diego Fares'a, argentyńskiego jezuitę, zatytułowaną "Dziesięć rad papieża Franciszka dla kapłanów".

     W Łodzi spotkałem kler, spotkałem wspaniałego, autentycznego kardynała Luis'a Antonio Tagle. Tęsknię za takimi rekolekcjami i cieszę się, że abp Ryś zapowiedział ich kontynuację.  kard. Tagle.jpg 2

   

Więcej…
 
Jak się nie nudzić? Czyli refleksja po wakacjach PDF Drukuj Email
niedziela, 09 wrzesień 2018 22:47

Okres wakacji to czas odwiedzania miejsc i ludzi. Może się jednak okazać, że kolekcjonowanie nowych i egzotycznych wrażeń wcale nie wyprowadza z nudy. Ciekawą intuicję napotkałem u R. Rolheisera. Otóż ten dociekliwy myśliciel zauważa, że słowo „zainteresowanie” wywodzi się od dwóch łacińskich słów „inter” i „esse”. Opisowo można powiedzieć, że zainteresowanie, to bycie wewnątrz istoty.  Można być w wielu miejscach, spotykać wielu ludzi, ale nigdy nie być wewnątrz tych doświadczeń, ciągle być na powierzchni i właśnie wtedy pojawia się znudzenie. Dzisiaj świat „proponuje” gadżety, filmy, podróże, gry, hobby, wiadomości, relacje z celebryckich wydarzeń, transmisje sportowe, wiele spraw do których wnętrza nie mamy dostępu i ostatecznie, gdy ich posmakujemy po wierzchu, to pozostawiają nas one znudzonymi.

Nasza zwyczajność, a więc m.in.: rodzinny czy plebanijny stół obiadowy, miejsce pracy, dojazd do pracy, kościelne nabożeństwo, sąsiedzkie spotkanie…. czyli nasza codzienna rutyna, nasz codzienny chleb, to są właśnie te rzeczywistości, które są szansą, by wejść w nie, w głąb. Doświadczenie nie jest tym, co dzieje się z nami, ale jest tym, co my z nim robimy.

Więcej…
 
Kościół w płomieniach PDF Drukuj Email
wtorek, 04 wrzesień 2018 19:13

   Strasznie boli to, co dzieje się w Kościele. Ujawnione skandale seksualne z udziałem hierarchów i walka byłego nuncjusza przeciwko papieżowi sprawiają, że Kościół płonie w ogniu grzechu. Jednakże w tym samy czasie, ten sam Kościół, płonie ogniem Ducha Świętego w wielu miejscach. Miałem okazję tego doświadczać w Krakowie, podczas rekolekcji, które prowadził abp Grzegorz Ryś. Rozważał z rekolektantami Pierwszy List do Koryntian i zatytułował swoje rekolekcje: „Wielkie pytania Kościoła”. Słowo Boże poruszało, pocieszało i otwierało nowe przestrzenie. Innym pocieszeniem Ducha była dla mnie ekumeniczna modlitwa, którą przeżyłem w przepięknej katedrze w Durham. Podczas modlitwy wieczornej,  w tej anglikańskiej świątyni,  modlono się za papieża Franciszka,  prosząc Boga o błogosławieństwo na trwającą wtedy pielgrzymkę papieską w Irlandii. Byłem poruszony tą pamięcią duchownego anglikańskiego o papieżu. Duch przekracza granice i pozwala się jednoczyć w Kościele. 

Więcej…
 
O depresji, seminarzyście i Eliaszu PDF Drukuj Email
sobota, 11 sierpień 2018 20:07

       (refleksja do Liturgii 19 niedzieli zwyklej rok B)

      Ronald Rolheiser opowiadał kiedyś ciekawą historię młodego seminarzysty, który wydawał się idealnym kandydatem do kapłaństwa. Był: inteligentny, sumienny, pobożny, uczciwie pracujący intelektualnie, przejęty troską o ludzi ubogich. Jawił się jako ponadprzeciętny wobec innych studentów w seminarium. Nie był zainteresowany piciem piwa, kłóceniem się o piłkę nożną, plotkowaniem czy traceniem czasu na bzdury i jałowe sprawy. Podczas gdy jego kolegom zdarzały się momenty marnotrawienia czasu,  on  zwykle znajdował się w kaplicy, w bibliotece lub przy  biurku, zajęty poważniejszymi sprawami. Co więcej, zawsze był uprzejmy i grzeczny wobec innych, nie przeklinał i nie używał slangu. Wszystko co robił było właściwie i ułożone. Zastanawiające jednak było to, że nikt nie zauważał w nim świętego. Owszem, był szczerym, młodym człowiekiem, ale nie emanował szczęściem. To, co promieniowało z jego osoby, nie było życiem, lecz depresją. Jego wejście do pokoju powodowało „duszność”, odbierało innym życiową energię i gasiło radość. Wydaje się, że robił wszystko dobrze, ale w niewłaściwy sposób. Pozostali seminarzyści byli wystarczająco spostrzegawczy i dobroduszni, aby uznać, że ich kolega potrzebuje pomocy i wyznaczali sobie dyżury, by usiąść z nim przy stole, by go pocieszyć i z nim rozmawiać. Rektor seminarium również rozpoznał problem i wysłał go do psychologa, który diagnozując go powiedział, że znajduje się na skraju klinicznej depresji i że dobrze byłoby, przynajmniej na jakiś czas, opuścić seminarium. Ów mężczyzna opuścił seminarium na dobre i w wyniku terapii odzyskał zdrowie. Dziś jest mężem i ojcem, który,  gdy wchodzi do jakiegoś pomieszczenia to wnosi energię życiową i promieniuje wewnętrzną radością.

Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 2 z 27